25 stycznia 2015

Kochamy na zabój!

to fakt:)
Ale czy wymagamy odpowiednio wiele od naszych dzieci?

Pokutuje chyba gdzieś w czeluściach świadomości naszej, że niepełnosprawność wiąże się z zależnością i nieporadnością, bo oto uzmysłowiłam sobie, co następuje:

Nasz słodki, sprytny, czteroletni synek przyjmuje notorycznie postawę wyczekującą. Do tego stopnia, że praktycznie nie odstępuje nas na krok, czym potrafi doprowadzić do rozstroju nerwowego swoich rodzicieli. Tak. Zdecydowanie wpadliśmy we własne sidła i chyba czas się z nich powoli wyplątywać :)



No bo- czy to przystoi, by czteroletni przedszkolak nie potrafił samodzielnie zdjąć własnego obuwia? Albo odzienia? Hmmm?... Rączki ma sprawne, paluszki nieco mniej, ale- umówmy się- to kwestia wyćwiczenia. Nóżki też go już nieźle ponoszą, więc czemu niby widzimy go wciąż jako nieporadnego dzidziusia i - wstyd przyznać- wyręczamy?

Dziś postanowiłam więc wprowadzić kolejną rewolucję. Czas na samodzielność w takim zakresie, w jakim jest to już możliwe. Przecież nie wypada, by mamusia wciąż i wciąż stała przy syneczku, bo padnie ze zmęczenia (mamusia, rzecz jasna, nie syneczek)... ;)

Ależ było jęków, ileż stęków, że protestów i pokrzykiwań nie wspomnę... Bunt na całego, lament żałosny, że ho! ho! Po czym okazało się, że: 1. buciki zdjęte, 2. Kurteczka rozpięta i zrzucona z grzbietu, 3. czapeczka w szufladzie ;) I dalej- przed kąpielą, która kusząco parowała w wannie, szepcząc zachęcająco "czekam, czekam na ciebie..."; 4. kapcie zdjęte, 5. spodenki i rajstopki również honorowo, 5. ubranka brudne do kosza na bieliznę wrzucone....

Da się?
Ano- da się :)

Tylko pomarudzić trzeba troszeczkę... a nuż się mamusia ulituje i pozwoli ponownie wykorzystać rolę "malutkiego, biednego, niepełnosprawnego i najmłodszego a juści", syneczka..... Jak nic- ofiara losu :P

A tu: guziczek :P. Mamusia nie dała i dziecię satysfakcję z siebie ostatecznie miało ogromną :)


Także, od dziś przyświeca nam nowe motto:

Kochamy na zabój i wymagamy adekwatnie do możliwości. Gdyż te są coraz większe :)

Howk.

1 komentarz:

  1. oj, skąd ja znam takie wyczekiwanie najmłodszego...;-)
    u nas między najmłodszym a najstarszym dzieciakiem jest 17 lat, więc ten najmłodszy to taka maskotka wszystkich...i skubany mając 5 lat próbuje to wykorzystać.....a to właśnie z ubieraniem, a to z myciem zębów....i mama niedobra jest bo każe mu wszystko sama robić ;-)
    pozdrawiam zza miedzy
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń