04 stycznia 2015

Wyjątkowa Drużyna

Taka cisza. Ignaś śpi. Chłopcy zaszyci w swoich pokojach. Dorośli rozpierzchli się po domu w poszukiwaniu wyciszenia. Jest tak inaczej niż dwa dni temu...

To będzie długi wpis.
Bo musi taki być.
Zaczynam...

***

Niby zwyczajny, a nietypowy dzień. Od rana towarzyszyła nam ekscytacja. Przed dom przewinęło się 26 osób w ciągu dosłownie 10 godzin. Był szał. Było radośnie. Był stres. Było zadowolenie i satysfakcja. Było tłoczno i głośno. A nade wszystko - szczególnie.

***
Oczywiście, że przeżywamy dużo intensywniej to, co jakoś angażuje nas osobiście. Przez 12 lat obserwowaliśmy z okien naszego mieszkania zmagania biegaczy w sylwestrowy poranek. Nigdy jednak tak entuzjastycznie i żarliwie, jak tym razem.

Chciałam Wam dziś opowiedzieć nie tyle o biegu - bo cóż mogę ja- niebiegająca osoba, na ten temat wiedzieć? - co o Ludziach, którzy stworzyli Drużynę Ignaca. Bez nich ten dzień nie byłby tak wyjątkowo poruszający. Nasza wdzięczność zaczyna się od nich.

***


Jeszcze o 9:15 była ich garstka.
Ewa i Carsten, którzy odwiedzili nas poświątecznie, tak, jak odwiedza się najbliższą rodzinę. Przyjechali jednak z Celem jakże innym, niż zwykłe rodzinne spotkanie. Przyjechali, by POBIEC dla Ignasia.
9:30 - dzwonek do drzwi, w których staje Marek- przyjaciel z dawnych lat, ze swoją 5-osobową rodziną. Wspólne spędzenie sylwestrowej nocy było drugorzędne wobec planu, by POBIEC dla Ignasia.
Przed wyjściem z domu nie było wśród nas nikogo, komu nie trzęsłyby się dłonie, dopinające numery startowe do koszulek Drużyny Ignaca :)




























Na chwilę przed startem dobiegam z Ignasiem przed miejscową halę ZAPO.  W promieniu 1 km dosłownie nie ma gdzie zaparkować, a czas ucieka niczym rwący górski potok na wiosnę. Musimy zdążyć. To nic, że Ignaś tempo ma spacerowe i waży ze 14 kilo. Dźwigam go raźno na rękach, inaczej się spóźnimy. Czymże będą moje zakwasy w łokciach w obliczu tych, którzy pokonają dziś 10 km po wymagającej trasie...

Zdążyliśmy. Przed wejściem do hali kłębią się tłumy zawodników. Jest barwnie, głośno i energetyzująco. Rozumiem, co znaczy fala adrenaliny przy starcie (przynajmniej tak mi się wydaje).
W tłumie rozgrzewających się biegaczy dostrzegam Kamilę i Przemka. Ostatnio widzieliśmy się rok temu. A oni przyjechali! Chcą POBIEC dla Ignasia!

Na zdjęciu po lewej stoi (obok Kamili) zupełnie mi nie znany mężczyzna. To Krzysztof, znajomy  męża z pracy. Sam zaproponował dwa tygodnie wcześniej, że chce POBIEC dla Ignasia! tak po prostu, zwyczajnie.
Dla mnie niezwyczajnie....

Spotykam też Marcina, Martę, Piotra. Wszyscy w koszulkach z nadrukowanym zdjęciem naszego syna. Prawie dostaję oczopląsu i trudno mi opanować wzruszenie. Wiem, że biegają dla siebie, od dawna. Ale dziś wszyscy oni będą BIEC dla Ignasia!...

***

Kierujemy się na miejsce startu, starając się nie zgubić w tłumie. Zewsząd głosy, nawoływania, śmiechy. Jest za 4 minuty dwunasta. Podejmuję ryzykowną decyzję o przedarciu się  z Ignasiem w ramionach w poprzek tej rzeki ludzi, przytupujących miarowo przed startem, by wejść na balkon, z którego obejmiemy wzrokiem początek i koniec kolumny 1600 biegaczy. Nagle, pośrodku tłumu i ulicy mój wzrok zatrzymuje się na sylwetce Ignasia nadrukowanej na drużynowej koszulce. Nie znam tego człowieka. Nieśmiało więc dotykam jego ramienia i witam się wzruszona, mówiąc, że to właśnie mój synek :) Obok dostrzegam Pawła, znajomego z Bogatyni, który przyjechał na bieg ze swoją grupą i BIEGNIE dla Ignasia! 
Witamy się pospiesznie. Szeptam mu w ucho "dziękuję" i uciekam, by nie zostać w miejscu, w którym nie powinnam się znaleźć, gdy wystrzeli pistolet, oznajmiający start.

Jeszcze słowa powitania od organizatorów biegu i Burmistrza miasta, który wspomina o Ignasiu (albo tak mi się w emocjach wydaje) i głucho pada startowy strzał.

Ruszają...powoli... Ci z końca kolumny dosłownie idą niespiesznie, dopóki zbity ciasno tłum nie rozciągnie się na tyle, by móc zacząć powoli truchtać, a potem biec przez kolejne 10 km.

1600 osób.
To naprawdę robi wrażenie. Uwierzcie.
Nawet jeśli każdy z nich choć przez sekundę pomyśli o Iggim... A nawet jeśli nie... I tak było warto to przeżyć...

***


Zupełnie nie mam pojęcia, jak się kibicuje na takim biegu. Ale to bez znaczenia. Ledwo schodzimy na trasę, nadbiegają pierwsi zawodnicy. Nie mogę uwierzyć, że można tak szybko biec!
Wyławiam z ledwością znane mi twarze, czasem wypatruję po prostu koszulek, bo ludzie biegną w czapkach, tłum jest wielobarwny, nie potrafię niektórych rozpoznać.
Krzyczę poszczególne imiona.
Brawo, Ewa i Carsten!
Brawo Marcin!
Brawo Kamila i Przemek! 
Brawo Piotr!
Brawo Marta!
Brawo Paweł!
Super Marek!

A oni machają nam, trochę zaskoczeni i zdezorientowani, radośnie i ani na moment nie zwalniają :)

Niestety, nie dostrzegłam wszystkich zawodników, a przecież biegła też Kasia i Rafał. Na szczęście z nimi spotykamy się na mecie.

Tymczasem dłuuuuuugo nie widać Taty. Zaczynam się niepokoić. Trasa jest naprawdę trudna i samo przejście jej byłoby wyczynem. Ale jest! Biegnie! Dostojnie. Samotnie. Swoim tempem. Wyścigując się nie z czasem czy z innymi ludźmi, tylko z samym sobą. I jest dla mnie największym wygranym w tym biegu!











Najbardziej żałuję, że przegapiłam chwile, gdy przekraczali metę :(
Poszłam ze zmarzniętym już Ignasiem kupić dzieciom pączki na osłodę trudów kibicowania.
Czteroletnia Tosia, Ignaś i sześcioletnia Matylda, której rodzice BIEGLI dla Ignasia wykazały się nie mniejszą determinacją i odwagą, stojąc ponad godzinę w grudniowej aurze, w tłumie obcych ludzi, nie do końca zapewne rozumiejąc, dlaczego tu jesteśmy i przeciskamy się przez mur ludzi, by cokolwiek dostrzec... im też należy się podziw i brawa. Nie mniejsze niż zawodnikom.

Zobaczcie, z jaką gracją wbiegali na metę!
Po 10 km i czterech wyczerpujących podbiegach!

Mężczyzna ze środkowej fotografii to Jacek. Widziałam go pierwszy raz w życiu! Założył koszulkę drużyny, by POBIEC dla Ignasia! 
To on dotarł do mety jako pierwszy spośród załogi Drużyny Ignaca. Z czasem 32 minut i 44 sekund!!!! jako dziewiąty spośród 1600 startujących zawodników!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Niebywałe! I dla mnie zwyczajnie niewyobrażalne.......






























A potem było zamieszanie i dezorientacja. Tłum nas ponosił i zbliżał. Wszyscy pytali, czy Tata już przybiegł. Czekaliśmy. Przed oczami przesuwali mi się kolejni zawodnicy Drużyny Ignasia, o których nie miałam bladego pojęcia, np. Jarek i ci, których nie widziałam przed startem (Kasia, Rafał). Było ich tak wielu! Dla mnie.

Zanim zorganizowałam wspólne pamiątkowe zdjęcie, Tata udzielił krótkiego wywiadu z Ignasiem w ramionach. Doczekaliśmy się. Przybiegł. Był z nami. Szczęśliwy. I dumny.
Potem nastąpiło uroczyste wręczenie pamiątkowego czeku przez Pana Burmistrza i dla nas bieg oficjalnie się zakończył.
Niezwykłe to było przeżycie - stać wśród tych wspaniałych ludzi, naszych Znajomych i Nieznajomych na scenie i czuć ogromną życzliwość, która otuliła naszego małego syna. 
Takich chwil się nie zapomina.
Nimi się żyje. 
Oddycha, gdy czasem brakuje tchu.

***

Z wielką przyjemnością, satysfakcją, radością i podziwem przedstawiam Wam 

DRUŻYNĘ IGNACA:

To oni sprawili, że ten dzień był niezapomniany i tak szczególnie ważny dla mnie, dla nas, dla naszej rodziny...


























od lewej w górnym rzędzie stoją:
Kasia Augustynowicz, Kamila Korczowska- Woźniak, Marta Szurkawska- Deutschman, Piotr Deutschman, Przemek Woźniak, Marek Niemiec, Krzysztof Baran (niestety trochę zasłonięty), Jacek Sobas, Marcin Gemza...
w rzędzie poniżej, trzymający czek, Pan Marek Długozima - Burmistrz Gminy Trzebnica, dzięki któremu ten bieg odbył się jako charytatywny dla Ignasia, ja i Ignaś, Tata Bartomiej, Ewa Ritter, Rafał Augustynowicz, Carsten Ritter.

Ale to nie wszyscy, którzy BIEGLI dla Ignasia!

W Drużynie Ignasia startowali także, ale niestety nie odnaleźli się do wspólnej fotografii:

Jarek Janeczek, Paweł Szczotka, Marcin Bielawa i Eugeniusz Wołoskowski.

DZIĘKUJEMY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wam wszystkim!!!!!!!!!!!!
I każdemu z osobna!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

***
Szczególne podziękowania za wsparcie na etapie organizacji i promocji Biegu dla Ignasia, należą się również niezastąpionemu Jakubowi Szurkawskiemu, który wprawdzie z bieganiem ponoć ma tyle wspólnego, co ja, ale okazał się dla nas bardzo życzliwym  i profesjonalnym partnerem we wszystkich niemal działaniach "okołobiegowych". Od niego rozpoczęły się rozmowy na temat charytatywnego wymiaru całej imprezy. Dziękujemy Ci, Kubo!!!


***

A po biegu....



























PS. Fotografie wykorzystane w poście są w większości autorstwa Rafała Augustynowicza. Zdjęcie Jacka Sobasa z mety pochodzi z profilu fb Piotra Ślęzaka Życie to bieganie.  Pozostałe zdjęcia wbiegających na metę zawodników pochodzą z profilu fb miasta Trzebnica (autor: K. Koćma). Materiały wykorzystałam za zgodą ich autorów.



PS. Łącznie Drużyna Ignaca liczyła 17 osób.
17 x :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz