09 lutego 2015

Nawyk?

Jakoś wyszliśmy dziś z domu i jakoś dojechaliśmy do przedszkola ;)
Zasypało nas po uszy tylko po to, by natychmiast zaczęła się odwilż i nawet nie wiem, czy zdążymy na sanki się wybrać przed 13:30?

Tymczasem odurzam się intensywnym zapachem hiacyntów, co to pod wpływem impulsu zagościły u nas w domu już w styczniu. I kwitną właśnie niestrudzenie.

Czasu mam niewiele, a spraw bez liku.
Właśnie. Całe sedno dzisiejszego wpisu powyżej Wam wyłożyłam lapidarnie.

Nagromadziło się zmian w życiu Ignasia, wysiłku go znacznie więcej kosztując, niż beztroskie wylegiwanie się w świątecznym domu i chłopiec nieco niedomaga. Niestety.
Objawia się to banalnie, acz mało estetycznie. Przyuważyłam już podobne mechanizmy rozładowania napięcia na przedostatnim turnusie, ale i wcześniej również... Choć kiedyś obwiniałam za to antybiotykoterapię, której był Ignaś poddawany kilkakrotnie w ubiegłym roku. Jednak okazuje się, że to właśnie napięcie emocjonalne, dużo wrażeń i hipotoniczne policzki są sprawcą notorycznego gryzienia paluszków... Nie sądzę, by przeszło mu samo, jak i samo przyszło. Trzeba chłopcu jakoś pomóc, pomasować, postymulować, no i zapewnić jak najwięcej stabilizacji i wypoczynku, pozytywnych emocji i wrażeń. 
Z drugiej strony - cóż się dziwić. Po długiej przerwie świątecznej, po dwutygodniowych feriach w domu (na okoliczność zapalenia oskrzeli niestety, wygenerowanego zapewne w podświadomym odruchu zazdrości wobec braci, błogo leniuchujących w domu z mamą ;)), teraz wpadł Ignaś w wir przedszkola z dodatkowymi terapiami na okrasę i okazało się to wyzwaniem dla naszego Czterolatka...


Dzielny nasz....


I tak oto dylematów życie mi nie szczędzi, a strategia eksperymentatorska co do planu terapeutycznego własnego dziecka po prostu mierzi okrutnie... Że też w życiu nie ma prostych recept i rozwiązań, tam, gdzie są tak potrzebne jak powietrze?!

Z dobrych nowin przynoszę Wam tę, że Ignaś coraz lepiej manipuluje języczkiem nawet w kącikach i na boki, co nas - rzecz oczywista, ogromnie cieszy :) Bestia mała i sprytna- potrafi, gdy chce :)
Za to gryźć nie potrafi, urywając raczej kęsy jedzenia- co zaobserwowała Pani Aga-Logopeda podczas ostatniej wizyty i znów zdziwiłam się bardzo, oddychając jednocześnie z ulgą, że w końcu Ktoś to zauważył i mamy szansę wyprowadzać Ignasia z tarapatów logopedycznych... 
I tak jestem pełna podziwu dla naszego Hipotonicznego Synka, że tak świetnie sobie do tej pory radził i dziarsko, wymyślając swoje własne sposoby na osiągnięcie małej choćby niezależności... Teraz tylko korygowanie nam zostało. Ale podstawową pracę zrobiło dziecko samo...

Toteż za kolejne się rogi bierzemy, z nadzieją na stopniową poprawę...

Hu, hu, ha ;)

PS. 
Oto, jak w sukurs przyszedł mi pewien wpis tuż po wyedytowaniu tego posta: ( klik, klik) Dziecięce nawyki 
Koincydencja zdarzeń? :) Przypadek? :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz