14 lutego 2015

Teraz jest teraz

Sprawa wygląda tak:
od wczoraj napisałam pięć wersji roboczych nowego posta, ale za każdym razem, gdy chcę kliknąć "Opublikuj", coś mnie powstrzymuje.

Ja wiem, że dzieją się rzeczy ważne i trudne. Będzie protest, będą (a może nie) zmiany, a przyszłość świadczenia pielęgnacyjnego jest niepewna. I choć chcę, nie mogę przestać o tym myśleć. Nawet obiadu nie mogę spokojnie ugotować dla moich dzieci, bo wciąż uwaga mi błądzi gdzie indziej.

I wiecie co?
Zostawiam to na chwilę. Odpuszczam.
Wracam do naszego Ignasia, bo w tym wszystkim on jest ważniejszy. Ze świadczeniem czy bez, ufam, że jakoś będziemy musieli sobie poradzić. Może to moje złudzenie młodości niepierwszej już wprawdzie, ale potrzebuję tego złudzenia w tej chwili, by móc spokojnie zasnąć. Tamte posty poczekają. Może je poślę w świat, może nie.

Teraz jest teraz. A jutra i tak nie znam.
A tak było wczoraj:





I kto mi powie, że nasze dzieci nie są dla nas źródłem radości? Również te nieidealne?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz