17 lutego 2015

W drogę...

Środa.
Wielu ludzi będzie w podróży ku swoim celom.
Na ten dzień planowany jest protest rodziców niepełnosprawnych dzieci w stolicy. Udostępniałam na Ignacówkowym profilu fb, o co walka trwa oraz skąd takie dramatyczne kroki podjęte przez wielu ludzi, by przeciw temu głośno zaprotestować. Nas tam nie będzie, ale rozumiemy oburzenie, wściekłość, desperację. Nikt nie lubi czuć się lekceważony "chytrą" grą w kotka i myszkę... może jednak nie tak chytrą, jak się niektórym wydaje....

Nasza środa też będzie w drodze. Jednak innej, niż tamtych ludzi.
Jutro Głogów i wizyta kontrolna u neurologa.
Czas się zameldować, pokazać wyniki rezonansu głowy, uzupełnić zapasy Gliatillinu oraz poprosić o zaświadczenie/ opinię/ diagnozę być może...
W czerwcu wygasa obecne orzeczenie o niepełnosprawności Ignasia, wydane 2 lata temu. Wiele się zadziało od tamtego czasu. Czeka go kolejna komisja... Szykujemy dokumentację, aktualizujemy badania (np planowane na marzec psychologiczno-pedagogiczne w PPP).
Zobaczę, co najbliższy czas przyniesie....


Jest taka scena w pewnym filmie* (znajdziecie go tu, klik, klik), w którym dwoje ludzi zalega na kanapie, rozmawiając o swoich trudnych doświadczeniach z ostatniego czasu. W 17 minucie rozpoczyna się dialog, który pozostał we mnie, przybierając postać osobistej refleksji, a może słów, które tak trafnie oddają moje myśli i wnioski...? Posłuchajcie w oryginale, jeśli dysponujecie 30 wolnymi minutami...
Jeśli nie, cytuję (rozmowa dotyczy lęku przed chorobą nowonarodzonego dziecka):

kobieta: "Wiesz, to moje myślenie pozytywne, będzie dobrze, będzie dobrze, a podskórnie bardzo się bałam. (...) "
mężczyzna: "Leoś był materializacją tych lęków, tak?"
kobieta: "no... dokładnie..."
mężczyzna: " i co teraz, jak się zmaterializowały?."
kobieta: "nie muszę się już ich bać."...


* "Nasza klątwa" Tomasza Śliwińskiego.

2 komentarze: