Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2015

***

Obraz
Wybitnie nie przepadam za taką aurą, gdy drzewa kłaniają mi się w pas. Przypominają mi się wtedy czasy, gdy przez porywy wiatru, hulającego na wielkim betonowym osiedlu z mojego dzieciństwa, nie mogłam ani zasnąć, ani dojść na przystanek autobusowy w porannej drodze do szkoły....

Nie udało mi się też zliczyć, ile razy dziś słońce opatulało się chmurami szczelnie, jak zimowym szalem... za to wiem, że Ignasia nie opuszczała dziś ani samodzielność, ani podwyższona temperatura, niestety.
Czy to efekt rozpoczętego w sobotę masażu Wilbarger (czyli diety sensorycznej, wprowadzonej na sugestię terapeutki SI z przedszkola, uprzedzającej nas, że może się pojawić temperatura), czy raczkującej, tajemniczej infekcji?- trudno rozstrzygnąć jednoznacznie. Jednak po raz kolejny musiałam odwołać wizytę w Poradni Psychologiczno- Pedagogicznej i przenieść ją na najbliższy, możliwy dla Pani psycholog, termin, czyli akurat po majówce ;) Nie lubię.... bardzo nie lubię.....

Tymczasem weekend minął nam wyjątk…

Pomagać= wymagać?

Dawać szansę, rozumieć ograniczenia.........ale nie wyręczać.

Czyli rzecz o moim własnym rodzicielstwie mojego osobistego niepełnosprawnego syna. Żadnym innym, żadnego innego.

Poniższe refleksje są efektem czwartkowego spotkania, w którym uczestniczyłam na własny użytek i użytek mojego syna. Miało ono miejsce w przedszkolu integracyjnym i mam niejasne przeczucie, że było mi bardzo potrzebne, stąd cenne. Aczkolwiek niełatwe, jak to się ma do zdarzeń, otwierających oczy, wyprowadzających z błędu, przewartościowujących kwestie zasadnicze.

Na czym polega integracja? Konkretnie integracja mojego syna, z jego ograniczeniami ale również możliwościami i obecnymi umiejętnościami?

Zwykłam myśleć, że skoro słabszy i gorzej funkcjonujący, to potrzebujący bardziej. Różnych form wsparcia, ułatwień, zrozumienia, innego spojrzenia, innych kryteriów oceny i , co logiczne, innych wymagań, przed nim stawianych. Przez świat. Przez otoczenie. Przez grupę.
Jak nic, lecieliśmy wspólnie z Ignasiem w przepaść, gdz…

słoneczniej

Obraz
Smutek nazwany jest jakby mnie toksyczny i wszechogarniający niż nienazwany. I energii jakby więcej przez to nazwanie się odnalazło;)

Władzę nam nami, jak widać, ma tylko to, co ukrywa się przed naszą świadomością. Wyłowione- traci moc, słabnie i milknie, niepyszne.

Tymczasem wiosna, o czym każdy wie znakomicie.
A jak wiosna i smutki, to....

ręczne robótki;)









***
Podczas wczorajszego spaceru byliśmy z Ignasiem świadkiem pewnej nieczęsto spotykanej sytuacji.
Pewna mała dziewczynka- niewiele różniąca się wiekiem od niego- wpadła w tzw. "histerię", chcąc osiągnąć swój cel, który akurat w danej chwili był trudnoosiągalny. Grunt, że krzyczała nieprzerwanie przez ładny kwadrans, tupiąc nóżkami i skacząc z wściekłości i chyba bezradności. Rozpaczliwa i rozdzierająca była to scena dla postronnych obserwatorów, dla jej opiekunki zapewne wyjątkowo frustrująca i jak wnioskuję z reakcji, trudna.
Ignacy przyglądał się jej jak zahipnotyzowany, siedząc na ścieżce parkowej i tak był pochłonię…

Dezintegracja pozytywna?

Obraz
Podczas, gdy Ignaś z niespotykaną werwą wchodzi w codzienność i dostarcza nam nieoczekiwanych dawek zachwytu, ja taplam się w jakimś dziwnym stanie.... Międlę, opadam z sił i wciąż zastanawiam się, czy to już tak będzie  zawsze ???!!!!???? Co mnie lekko- nie przeczę- przeraża...

Z tej okazji zajrzałam na MOKRADŁA, gdzie i Was zapraszam. Może ktoś skorzysta? Pomoże znaleźć odpowiedź... na tytułowe pytanie ;) (klik, klik tutaj).


A tymczasem z ignasiowego świata zaserwuję Wam... naleśniki fussion. Z fasolą, kakao, solą i owsem;)
Ktoś chętny?






























Co do słuchu i jego badania, przeprowadzonego w ubiegłym tygodniu, śpieszę Was poinformować, że jest ok. Ignaś słyszy. Nawet będąc lekko zakatarzonym podczas badań podstawowych, wyniki nie wykazały żadnych nieprawidłowości. Można by też doprecyzować diagnozę wykonując badanie Bera, ale Pani doktor powiedziała, że nie musimy się z tym wcale śpieszyć, gdyż nie ma nic, co mogłoby ją niepokoić.


To do usłyszenia :)
mama

Tajemnica ozdrowienia....

Obraz
Kompletnie nie wiem, jak on to robi???!!!

Jeszcze w weekend nie było jakichkolwiek oznak, najdrobniejszych nawet nieśmiałych zwiastunów...
Za to w poniedziałek podejrzanie ciepłe ciało wgramoliło się do mnie do łóżka, tuż po ewakuacji męża na okoliczność .... poniedziałku właśnie;) I to ciałko dało mi dużo do myślenia, takie ciepłe, gorące nawet, wyrzuciło mnie z posłania, by w niecałe 5 minut później potwierdzić wszelkie obawy. Gorączka.
Drobna, ale zawsze.
Wiadomo- przedszkole odchodzi w zapomnienie, a wizyta u lekarza, planowana na południe, stoi pod znakiem zapytania.
Innych objawów brak. Totalnie.

Kryzys, jak to on, zwykle nadciąga nocą. Szybko i bez zbędnych wyjaśnień o północy mieliśmy już 39,8 na liczniku. Ignac obudził mnie postękiwaniem i już nie miałam żadnych złudzeń. Pić, leki p/g, krótka pogawędka o..... Asi! (opiekunka Ignasia, ukochana!). O północy, będąc w stanie rozpalenia totalnego, przyjąwszy do wiadomości instrukcje oględne, kiedy to Asia przyjdzie (bo akurat we wtorek …

Cała prawda o zmęczeniu....

Bardzo się staram, żeby Ignacówka była prawdziwa i wiarygodna. Nie chcę kreować świata, który nie istnieje, dawać złudny obraz rzeczywistości życia z niepełnosprawnością w tle. Być może stąd (a nawet na pewno) moje milczenie zwielokrotnia się do dni, tygodni... bo nie wiem, jak opisać to, co pojawia się niekiedy w naszym życiu...

To fakt, że za wszelką cenę (za wszelką- podkreślam) staramy się nie poddać troskom i trudom, wynikającym lub wiążącym się z niepełnosprawnością naszego dziecka. Jest to o tyle łatwiejsze, że jesteśmy razem, tworzymy rodzinę. Jak radzą sobie z codziennością samotni rodzice- nie mam pojęcia, ale jestem pewna, że jest im o stokroć ciężej, niż nam...
Bo- choć zazwyczaj staram się uwalniać w Świat te fragmenty naszego życia, które dodają nam skrzydeł, to nie brakuje też takich chwil, kiedy te skrzydła są podwinięte i tak trudno je rozprostować...
Niepełnosprawność jest wymagająca. Oczekuje od nas sił, którymi czasem nie dysponujemy ot tak, na pstryk, na zawołanie. T…

Milczenie "łowiec"

Co roku o tej samej porze dopada mnie milczenie i przygnębienie ;)
Zaszywam się w domu, nie odpalam komputera i zapominam, co dla mnie jest naprawdę ważne... Okropny to czas, gdy zmęczenie przelewa się falami. Nikt mnie wtedy nie lubi i ja nie lubię wtedy nikogo...


I niby jest jak zwykle, jeżdżę z Ignasiem na rehabilitację, odprowadzam go do przedszkola, uśmiecham się może trochę mniej radośnie i zdecydowanie rzadziej, odpuszczam sobie sprawy drugiej wagi, milczę, zapominam o zakupach... nie wstawiam prania przez kilka dni.... ogólnie robię mniej...

Ale są i dobre efekty takiego czasu:)
Ot, na przykład, dwa piękne filmy obejrzane pod rząd... albo dwie nowe wydziergane czapki dla znajomych. Dwie książki przeczytane za jednym zamachem. No i pichcenie- cóż mi pozostaje na poprawę nastroju ;)

Na szczęście to mija.

Tak, jak minęło już prawie rozkładające nas na łopatki gremialnie i pospolicie przeziębienie jakieś okrutne, niebagatelny wpływ mające na opisany powyżej stan ducha mój i pozost…