Milczenie "łowiec"

Co roku o tej samej porze dopada mnie milczenie i przygnębienie ;)
Zaszywam się w domu, nie odpalam komputera i zapominam, co dla mnie jest naprawdę ważne... Okropny to czas, gdy zmęczenie przelewa się falami. Nikt mnie wtedy nie lubi i ja nie lubię wtedy nikogo...


I niby jest jak zwykle, jeżdżę z Ignasiem na rehabilitację, odprowadzam go do przedszkola, uśmiecham się może trochę mniej radośnie i zdecydowanie rzadziej, odpuszczam sobie sprawy drugiej wagi, milczę, zapominam o zakupach... nie wstawiam prania przez kilka dni.... ogólnie robię mniej...

Ale są i dobre efekty takiego czasu:)
Ot, na przykład, dwa piękne filmy obejrzane pod rząd... albo dwie nowe wydziergane czapki dla znajomych. Dwie książki przeczytane za jednym zamachem. No i pichcenie- cóż mi pozostaje na poprawę nastroju ;)

Na szczęście to mija.

Tak, jak minęło już prawie rozkładające nas na łopatki gremialnie i pospolicie przeziębienie jakieś okrutne, niebagatelny wpływ mające na opisany powyżej stan ducha mój i pozostałych członków rodziny. I oby nie wracało przez rok przynajmniej kolejny.

I tak oto turnus rehabilitacyjny, zaplanowany na sam początek marca tego roku, odszedł w zapomnienie. Ot, życie ;)


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.