Tajemnica ozdrowienia....

Kompletnie nie wiem, jak on to robi???!!!

Jeszcze w weekend nie było jakichkolwiek oznak, najdrobniejszych nawet nieśmiałych zwiastunów...
Za to w poniedziałek podejrzanie ciepłe ciało wgramoliło się do mnie do łóżka, tuż po ewakuacji męża na okoliczność .... poniedziałku właśnie;) I to ciałko dało mi dużo do myślenia, takie ciepłe, gorące nawet, wyrzuciło mnie z posłania, by w niecałe 5 minut później potwierdzić wszelkie obawy. Gorączka.
Drobna, ale zawsze.
Wiadomo- przedszkole odchodzi w zapomnienie, a wizyta u lekarza, planowana na południe, stoi pod znakiem zapytania.
Innych objawów brak. Totalnie.

Kryzys, jak to on, zwykle nadciąga nocą. Szybko i bez zbędnych wyjaśnień o północy mieliśmy już 39,8 na liczniku. Ignac obudził mnie postękiwaniem i już nie miałam żadnych złudzeń. Pić, leki p/g, krótka pogawędka o..... Asi! (opiekunka Ignasia, ukochana!). O północy, będąc w stanie rozpalenia totalnego, przyjąwszy do wiadomości instrukcje oględne, kiedy to Asia przyjdzie (bo akurat we wtorek przyjść miała uratować matkę przed kompletnym padnięciem na twarz w okolicy 19:00), dziecko zażyczyło sobie - hm- jajko... "Jajko?"- pomyślałam - "bredzi?"... Ale ponieważ i tak czekało nas godzinne czuwanie na spadek temperatury, opatuliłam go, zniosłam w pieleszach do salonu (tuż przy kuchni) i rozpoczęłam smażenie jajka.... Cóż, czego nie robi się dla chorego?...
Po dwóch łyżeczkach, dziecko odmówiło dalszej konsumpcji. I zapytało na migi, czy "za chwilkę przyjdzie Asia?????....". I wszystko stało się w mgnieniu oka JASNE :)

Ale nie o tym miałam pisać.... przepraszam ;)

Zatem: jak on to robi????

Wtorek spędziliśmy w oczekiwaniu na Asię, rzecz jasna. Odwołałam jedną wizytę diagnostyczną, by go nie przemęczać, w związku z -hmmmmm- chorobą, ale temperatura już się nie pojawiła. Inneych objawów, prócz porannego kataru (przy którym pękaliśmy ze śmiechu, ale oszczędzę Wam szczegółów), i delikatnego osłabienia po nocnym czuwaniu,  brak. Po Ignasiu nie było wcale znać niedomagania. Na moje pytanie "Masz gorączkę?", zawzięcie odpowiadał "Nie"- dotykając wymownie czoła, wierząc niezbicie, że jeśli nie będzie miał gorączki, to pójdzie z  Asią na spacerek... Nic nie znaczył dla niego fakt, że wcześniej dwie godziny spacerował z mamą. Asia jest nie do pobicia....
I w rzeczy samej- gorączki nie miał... Jak on to robi???? Ledwie 37,2 w okolicach godziny 16:30. Spacerek więc się udał, choć krótki.

We środę praktycznie było (jest) po infekcji...
Temperatura w normie (również w nocy), katarek ino-ino, taki, że prawie go nie ma.
Za to HUMOR!!!!!
Nieustępujący i niewyczerpany.

Jak on to robi????
Zachodzę w głowę i Was pozdrawiam. Wiosennie.
mama


Komentarze

  1. Cudne krokusy!!!
    Ignac to jest dopiero gagatek ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To nie on, to Asia! Baby maja zbawienny wpływ na facetów ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. O jak piękne u Was! Dziś zauważyłam u nas dwa łebki krokusów wystające z ziemi.
    Wiesz, że mnie w ogóle nie dziwi ta nocna jajówa?

    Kurczaki, szkoda, ze nasze spotkanko za tydzień nie wypali :( Pogadałoby się o starych Polakach.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.