31 maja 2015

Sina dal czy jak kto woli ;)

No chyba trochę przesadziłam z tym stwierdzeniem "brawurowo"... jeśli pamiętacie jeszcze, o co chodzi;) jeśli nie- klik, klik proszę ;)).

Brawurowo to było, owszem, do soboty rano, gdy to po dwóch tygodniach wirusowej infekcji, opędzonej inhalacjami i witaminą C, dumnie wkraczając do gabinetu pediatry w piątkowe przedpołudnie, stwierdzającego- równie dumnie na kontrolnym badaniu- że już poszło sobie choróbsko w diabły- rano Ignacy obudził się z ostrym stanem podgorączkowym... Jaki czort?!- pomyślałam- i opadłam bezwładnie na fotel...

Wszystkie sobotnie plany wzięły się i sobie poszły w siną dal....

Nie muszę też chyba wyjaśniać, jak ogromne szczęście rozlało się falami po całym naszym domowym zaciszu, z moim ciałem włącznie i z każdego zakamarka najodleglejszego zachichotało złośliwie...

Także - Ignacy znów chory. Tym razem z antybiotykiem, wysoką gorączką wieczorami i w nocy, drobnym zapaleniem gardła i prawie że ucha też. Ponoć tak bywa. Wirusowe przechodzi w bakteryjne, bo organizm osłabiony i tyle.

Cierpliwie czekamy więc na wakacje...
i na chwilę wytchnienia, potrzebne nam coraz gwałtowniej...

Jeśli zaś chodzi o sprawy drugoplanowe, mam dla Was spóźnione zaproszenie na wydarzenie na FB... rzecz tyczy się oczywiście konkursu i placu  zabaw dla Przedszkola i rozgrywa się gdzieś w tle tych naszych perypetii. Kto nie zdążył, a chciałby, może dołączyć do wydarzenia, klikając w podany obok link:

https://www.facebook.com/events/471865036296464/

W planach miałam zdać Wam relację z pierwszego naszego w życiu przemarszu z okazji Dnia Inwalidy i Niepełnosprawnego w naszym mieście, jednak nie czuję się dziś na siłach po prostu. To było spore wydarzenie wewnętrzne dla mnie, dla Ignasia (jeszcze wówczas "zdrowego") na swój sposób fascynujące zapewne, i wiem, że wrócę do tego tematu niebawem. 
Tymczasem, licząc na rychły powrót do formy Ignasia i reszty ferajny, podrzucam li tylko taką słodką fotkę z piątkowego poranka;) i pozdrawiam Was ciepło.
mama






28 maja 2015

Łaskotanie ..... prądem

Trudno mi się zebrać do wpisu.

W poniedziałek ponownie byliśmy z Ignacym w Poznaniu u pewnego specjalisty. Tak, jak wspomniałam na fb, w poszukiwaniu kolejnej szansy terapeutycznej dla Ignasia...

I chyba mogę napisać, że misja została pozytywnie zakończona, gdyż przywieźliśmy z sobą ekwipunek wart 750 zł i szeroką instrukcję obsługi.

Od wtorku więc Ignac jest łaskotany.... prądem ;)

Elektrostymulacja, bo tak jej na imię, to metoda wspomagająca tradycyjną rehabilitację ruchową (kinezyterapię), która właściwie w opinii specjalistów poznańskich (ale nie tylko, w Niemczech też się ją zleca dzieciom) powinna być wdrażana do każdego typu terapii niedowładów (czy to wiotkich, czy spastycznych). Sprawa zaczęła się, jak zwykle, od moich obaw na zapas, dotyczących wydolności mięśniowej Iggiego w przyszłości.
Chuderlaczek z niego taki, same kości i skóra prawie, nic a nic przybrać nie chce na wadze, a w górę rośnie. Patrząc na te jego nóżki chudziutkie zaczęłam się zastanawiać, co to będzie, jeśli kiedyś nie udźwigną go zwyczajnie? Bo mięśni jak na lekarstwo...
Wiecie, takie bujdy sobie wstawiałam, ja - mamuśka nadopiekuńcza, żeby mieć się czym martwić na zapas, tymczasem..... 

Podzieliwszy się tymi wątpliwościami z Panią Moniką od koni, dostałam namiar... No i, że warto o to zadbać, bo faktycznie można, a nawet powinno się... coś zrobić.

Tak oto trafiliśmy do Poznania.
W Polsce elektrostymulacja mięśni u dzieci raczkująca jest dopiero. Poza Iggim, znamy tylko jednego chłopca ze SMA, który z niej korzysta, z dobrym skutkiem- dodam.
Decyzja o wprowadzeniu tej terapii poprzedzona została więc najpierw konsultacjami z rodzicami owego chłopca, poszukiwaniami w sieci, oraz badaniem powierzchniowym emg, wykonanym już w trakcie pierwszej wizyty.

Z tego badania cuda -dziwy się dla nas wyłoniły i poprzewracały nam nieco nasz światopogląd odnośnie sprawności Ignasia...
Że zacytuję: "W przeważającej części zapisu ujawniono znacznego stopnia zaburzenia regulacji napięcia (napięcie znacznie wzmożone), wzrost częstotliwości wyładowań i silne impulsacje świadczące o uszkodzeniu ośrodkowych mechanizmów regulacji napięcia..."

Jakoś bardzo nas to nie przeraziło, choć - nie powiem- zaskoczyło ;)
Why? - spytacie.
Cóż. Jak dotąd spostrzegaliśmy Iggiego jako gościa wiotkiego ogólnie. A tymczasem wychodzi na to, że spastyk nam słodki rośnie, aż miło... By się jakoś odnaleźć w tych tajemnych sformułowaniach, w te pędy Pani Monice od koni zarzuciliśmy opis badania, bo ona naszym zaufaniem się cieszy dużym, ta zaś potwierdziła, że wszystko tu jest zrozumiałe, porządnie opisane i zanalizowane i jak na jej oko specjalisty- możemy podjąć wyzwanie dla dobra młodego.

Tak.
Wyzwanie.
Nawet nie sądziłam, że tak trudna to będzie dla mnie decyzja.
Kolejne zadanie do wykonania.
Codziennie. Kilka rodzajów ćwiczeń w domu. Podpinanie elektrod, gimnastyka, pilnowanie ustawień, przełamywanie Ignacowego oporu. Nie wiało optymizmem. Zachęcająco nie brzmiało.
Wstyd przyznać, ale zmęczona jestem rehabilitacją młodego. Ćwiczy on, męczę się ja. Magiczna zależność. Ale kto musi ogarnąć taki obszar życia, zrozumie mnie na pewno i rozgrzeszy ;) 

Z drugiej strony- jadąc do tego Poznania- zastanawiałam się przez całą drogę, jak długo jeszcze?... ile czasu musi minąć, by rodzice powiedzieli sobie "dość", "koniec", "odpuszczamy  i sobie i dziecku".

I wiecie, że nie znalazłam w sobie odpowiedzi!
Jakaż jest siła pragnienia usprawnienia naszego dziecka do najwyższego stopnia dla niego możliwego! Pomocy mu w stawaniu się jak najbardziej samodzielnym, sprawnym człowiekiem....
Nie doceniałam jej widocznie. Bo w nas, jak widać, wciąż jeszcze jest przeogromna i żywa...

Wracając jednak do elektrostymulacji...
Nie chcę Wam tu opisywać szczegółów metody, jej podwalin naukowych, gdyż mogę coś przekłamać, wprowadzić w błąd, niech robią to za mnie fachowcy...  o, choćby tutaj (klik, klik):

http://medyczny-blog.pl/czym-jest-elektrostymulacja-nerwowo-miesniowa-ems-nms

http://www.rehabilitacja.pl/content.php?1215-Elektrostymulacja


Tak, czy inaczej, z dumą informuję, że podjęliśmy wyzwanie!

Ćwiczenia wykonuje z Iggim tata :) za co jestem mu bezgranicznie wdzięczna ;) Codziennie. Nie, nie cały, kompletny, trzyetapowy zestaw ćwiczeń i upięć. Nie. Przynajmniej raz dziennie. Przynajmniej jeden zestaw stymulacji, choćby przed snem. Ale codziennie.

Czego możemy oczekiwać? Wiele dobrego, wg słów specjalisty. Wraz z poprawą przewodnictwa neuromięśniowego, zwłaszcza w okolicy górnego odcinka kręgosłupa, powinno poprawić się ukrwienie zarówno mięśni, jak i mózgu. Mięśnie powinny się nie tylko wzmocnić, ale też wyregulowane napięcie we wszystkich kończynach, powinno przełożyć się na lepszą sprawność fizyczną i płynność ruchów Ignaca. Zdejmując, kolokwialnie mówiąc, nadmierne napięcie mięśniowe zarówno ze stóp i mięśni piszczelowych, jak i dłoni, Ignacy powinien poprawnie stawiać stopy, idąc, lepiej utrzymywać równowagę, sprawniej radzić sobie z pracami manualnymi (zwłaszcza motoryką małą). No i mózg powinien być lepiej dotleniony, a więc i sprawniejszy :) Zasadniczym efektem elektrostymulacji jest również regeneracja tkanki nerwowej, co w przypadku różnego typu niedowładów jest sprawą zasadniczą. Poza tym, w opinii owego specjalisty (jeszcze chyba za wcześnie, bym podawała dokładne namiary, dajmy metodzie popracować ;)), słabość mięśniówki Ignasia nie wynika z choroby mięśni samych w sobie, lecz ma podłoże właśnie neuronalne. A ta przyczyna może być rehabilitowana z powodzeniem. 
Cóż- oby się nie mylił...

Dużo mamy do wygrania, jak widać. Ignaś ma. I jak dotychczas, intuicyjnie chyba czując, że jest to dla niego korzystne, poddaje się z pokorą, cierpliwością i ufnością tym zabiegom...



O kosztach wspomnieć? Wspomnę, ale tylko po to, by Wam podziękować :)
Wasze wpłaty z 1% podatku, pieniądze przekazane nam na rehabilitację Ignacego z Biegu Sylwestrowego, klik, klik,, pozwalają nam bez finansowych obaw korzystać z tego rodzaju konsultacji: godzina wizyty kosztowała 150 zł bez Vat, zaś w gabinecie spędziliśmy w sumie 3 godziny, plus elektrostymulator z dwoma parami elektrod "na zaś"- co dało kwotę 1350,00 zł (w całości pokrytą ze środków na subkoncie Ignaca). Przy okazji napiszę Wam, że nigdy nie odliczamy sobie kosztów dojazdu. Już jakoś tak mamy;)

A oto nasze nowe cacko:


22 maja 2015

Susie

Kiedy myślę o naszej codzienności, również z perspektywy bloga, właściwie nic mi się nie wydaje spektakularne czy ważne. Na tyle ważne, by o tym pisać.

(no, prócz oczywiście 
rzeczonego wcześniej konkursu-  TU klikamy;) głosujemy:) który mi spać po nocach nie daje i kosztuje tyle emocji, ile, nie sądziłam, że mogę czemuś poświęcić jeszcze, zaś do tego stopnia mnie wciągnęła idea, że zaczynam mieć poważne lęki odnośnie bycia zablokowaną na fb przez niektórych znajomych;))...

Ignasia kondycja fizyczna na tyle się unormowała, na ile może się unormować zdrowie początkującego przedszkolaka. Spodziewałam się tego: prędzej czy później nastanie taki etap, kiedy to na jeden tydzień w przedszkolu przypadnie jeden tydzień spędzony w domu.  I właśnie ów etap nastąpił.
Ignacy radzi sobie naprawdę dzielnie i brawurowo, choruje raczej lightowo, na tyle, by pójść na spacer lub na plac zabaw, więc jakoś sobie radzimy we dwójkę. Choć piątki bywają już czasem trudne, nie przeczę, po takim tygodniu dziecięcego chorowania;)

Tymczasem ostatnio pojawiła się na naszym horyzoncie "Susie"....
I to jest to, o czym mam prawdziwą potrzebę opowiedzieć więcej.


W życiu Ignasia dzieci jest właściwie niewiele. Zwłaszcza równolatków.
Mam na myśli oczywiście stałe, regularne kontakty, spontaniczne, nie inicjowane przez świat dorosłych, czy też instytucje, w których się pojawiamy z Ignacym.

Oczywiście- mamy bardzo szerokie grono serdecznych znajomych i przyjaciół kilkoro przynajmniej, i spotykając się z nimi, zawsze pojawiają się przy Ignasiu dzieci, ale są one starsze zazwyczaj albo niejako "za pośrednictwem rodziców"- nazwijmy to tak jakoś niezręcznie, ich drogi splotły się i przecięły... Kontakt z Ignasiem miewają różny, raz lepszy raz gorszy, raz są sobą bardziej, raz mniej zainteresowane- jak to dzieci- z jednymi się bawią, z innymi nie, jednych lubią, innych trochę mniej. I vice versa w tym kontekście, co znaczy: Ignaś z nimi również;) a jakże ;).

Trudno więc powiedzieć, żeby Ignacy "miał kolegów", albo "koleżanki"... (patrząc jednak z perspektywy dzisiejszych czasów, trudno w ogóle powiedzieć o jakimś 4,5 latku, by miał kolegów czy koleżanki w rozumieniu pokolenia obecnych czterdziestolatków ;)....

Ale właśnie to chyba się zmienia, przepoczwarza i.... zdumiewa mnie, zachwyca i rozczula zwyczajnie... totalnie.

Do Ignasia przychodzi od czasu do czasu, nazwijmy ją, Susie....
Susie ma 6 lat i chodzi do zerówki. Mieszka na tej samej ulicy, choć na jej drugim końcu, i jest zupełnie zdrowa.

"Jak ryba"....

A zatem....

Nie wiem, dlaczego jest to dla mnie absolutny fenomen. Kompletny?... szlachetny?...

zupełnie....


Ale też nie mam wątpliwości, że jest on taki w istocie. 

Czujecie?

Wyobrażacie to sobie? 
Tak szczerze? ..............

Do 4,5 letniego chłopca, który nie mówi zrozumiałym dla dzieci językiem, pokazuje rękami jakieś niewyraźne znaki, które najlepiej odczytują rodzice i bracia, a do tego chodzi jak kaczuszka, nie potrafi kopnąć piłki, ani za nią podbiec, ani też jej złapać, tudzież zamiast malować farbkami, gryzmoli jakieś chaotyczne krechy (dobrze, że kolorowe przynajmniej)- przychodzi zdrowa, rezolutna, przeurocza, o pięknych piwnych oczętach i miedzianych, lśniących włosach, zwiniętych zgrabnie w koczek na czubku głowy z kokardką, dziewczynka, lat 6.
(no dobra- przesadziłam z tą kokardką, ale ze spineczką to już na 100%- możecie mi wierzyć).

I razem się bawią.

Ona mu ugotuje obiadek w domku, albo poprowadzi go za rękę po schodach z samej góry na sam dół, bo widzi, że on jakoś tak niepewnie, nie bardzo jeszcze chodzi bezpiecznie i chwiejnie.
On jej coś tam pokaże w pokoju, oprowadzi po całym domu, pomruczy coś, pogestykuluje i jakoś się dogadują przez chwilę.

Za każdym razem, gdy w progu naszego domu staje ta mała, ruda dziewczynka, wzruszenie mi skacze do gardła. Jak brytan. Dlaczego?

Bo ona przychodzi do Ignasia, Moi Drodzy! Wyłącznie*!

"Dzień Dobry, czy mogę się pobawić z Ignasiem?"- pyta w progu. - "Mama mi pozwoliła do Was przyjść."- uzupełnia szybciutko... (tak, tak- to jest ten znak czasów, Panowie i Panie :).


A Ignacy pędzi jak szalony do schodów, by się z nią przywitać, wziąć za rękę (bo tak chodzą ze sobą zazwyczaj) i poprowadzić do salonu, czy do ogródka, czy gdziekolwiek indziej... 


Jak długo to potrwa?
Jak dalej się potoczy?
Gdzie skończy?


Banalnie. Na pewno. Niedługo, być może, niebawem.

Ale póki to trwa,  się dzieje- nie chcę tego tracić, niszczyć, czy podeptać...

Zdrowe dzieci mają zdrowych kolegów, kumpli. To jasne. Takie są prawidła międzyludzkich spotkań.

Chore dzieci....

no właśnie... a jak mają chore dzieci?...
myśleliście czasem?....


___________________________________________________________

Fajnie, że jesteś, mała Susie z naszej uliczki niewielkiej:) Odwiedzaj nas częściej, proszę... mama.






18 maja 2015

Nowinki różnej maści ;)

Takiej akcji nie organizuje się co dwa tygodnie, ani co drugi wtorek, czy co szósty czwartek. 
Takie akcje dzieją się raz na rok lub kilka lat i dlatego ich siła jest tak porażająca ;)

Wdzięczność rozsadza  mnie od środka, gdy widzę coraz więcej osób zaangażowanych w zbieranie głosów na nasz lokalny- przedszkolny projekt (tu znajdziecie szczegóły, jeśli nie macie czasu szukać- klik, klik.). 
Napisały o nim moje dwie Znajome i zaprzyjaźnione mamy- bloggerki: Ania od  Niebieskookiego Frania (tutaj- proszę bardzo: klik,klik) oraz Dzielna Agnieszka od Dzielnego Frania (o- tutaj, też proszę- klik,klik), która jeszcze na dodatek szaleje na FB :)
Napisała o nim rzesza znanych mi osobiście i nieznanych również osób na swoich profilach FB.
Głosy spływają w zastraszającym tempie, tak intensywnie, że od wczoraj do dzisiaj przybyło ich ponad 230 :)
Wiem, wiem, to dopiero początek, a początki są najłatwiejsze (choć różnie to w gruncie rzeczy bywa), ale ten początek tak mnie zachwycił, dodał takiej energii i otuchy, umocnił o milion procent ufność w innych ludzi, że nawet przykre zdarzenia, które spotykają każdego z nas, nie mają siły jej rozchwiać czy pomniejszyć;)

Dziękuję Wam bardzo, Kochani!
Wciąż proszę o dalsze głosy (które można oddać tutaj: 

http://todlamniewazne.pl/inicjatywa,426,nie-trzeba-leciec-w-kosmos-zeby-sie-dobrze-bawic-.html

i trzymam kciuki za waszą energię i nasz plac zabaw;)

Tymczasem......

Ignasia dopadła "zmora przedszkolaka" ;)
Objawia się ona głównie tym, że na jeden tydzień w przedszkolu przypada kolejny w domowych pieleszach. Różnie nam z tym bywa, czasem lżej, czasem ciężej... 
Dobrze, że choć weekend był radosny i owocujący w towarzyskie odwiedziny, które pokolorowały na trochę tę nawracającą passę przeziębień i niedomagań...

Skutkiem tych zdrowotnych zawirowań są kolejne odwołane (lub przegapione- nie będę ukrywać) wizyty u kolejnych specjalistów, co szczerze komplikuje nam codzienność i wciąż każe zmieniać terminy i przeciągać różne formalności w nieskończoność.

A niebawem mamy składać wniosek o przedłużenie orzeczenia o niepełnosprawności... Więc nie tylko na dworze robi się gorąco....

Osłupiałam ostatnio dokumentnie, gdy odwiedzająca nas Mama Wiktorka- naszego turnusowego kolegi- uświadomiła mi, że Ignaś jest właśnie w wieku "zerówkowym".... Jak to jest, że wcale o tym nie pomyślałam? A to znaczy, że dokładnie w przyszłym roku powinien już pójść do szkoły ;) :)

Wychowując niepełnosprawne dziecko, niektóre oczywistości potrafią człowieka kompletnie rozbawić....
albo rozkleić....
ale zawsze mamy przecież wybór....


Kolesie!


Jesteście naprawdę C-U-D-O-W-N-I !!!!!!!!!!
W czasie mojego pisania posta liczba głosów urosła z 296 do 305!
To kolejnych 11 osób, które podarowały nam swoje minuty i uwagę:) I serdeczne myśli... DZIĘKUJĘ WAM BARDZO!!!

16 maja 2015

To dla mnie ważne!- konkurs Aviva

Moi Drodzy Czytelnicy! I Znajomi i Przyjaciele i zupełnie Nieznajomi, którzy nas tu odwiedzacie.

Dziś nietypowo, gdyż z prośbą do Was się zwracam. Gorącą!!!!!

Słowem wstępu, wyjaśnię pokrótce, dlaczego?
Przedszkole Integracyjne, do którego uczęszcza Ignaś i wobec którego mamy w sobie niewyczerpującą się wdzięcznośś, gdyż dzieją się tam rzeczy dobre, mądre i ważne dla naszego syna (klik, klik, dla przykładu i przypomnienia:)), niebawem zmienia lokalizację. O tym, że teraz będziemy mieć spacerowym krokiem w minut pięć do niego z pewnością też już wspominałam, jeśli nie tutaj, to w licznych rozmowach osobistych, gdyż mnie to cieszy bardzo (nareszcie  nie będę musiała korzystać z samochodu kilka razy dziennie!).

Codziennie zerkamy na plac budowy, jakim jest teraz nowa siedziba przedszkola, gdyż mamy ją prawie na przeciw okien i niecierpliwie oczekujemy nowego roku szkolnego :) Wiecie, jak to jest- nowe miejsce, nowe emocje, nowe kolory w salach, na nowo zaaranżowana przestrzeń... to zawsze jest ekscytujące i taki rodzaj ekscytacji bardzo z Ignasiem lubimy:)

Już szykujemy się do wielkiego pospolitego ruszenia, jakim zapewne będzie przenoszenie wyposażenia przedszkolnych sal do nowego budynku:)  

I w tym nastroju "radosnego oczekiwania" postanowiłam nie czekać biernie aż wszystko będzie gotowe i wspomóc wysiłki organizacyjne Kadry naszego ulubionego przedszkola- zgłaszając projekt (klik, klik) w III edycji konkursu grantowego Fundacji Aviva :) Ot, wiosna, energii mi dodała, ale zamiast biegać, wzięłam się za.... pisanie;)

Pomysł przyniosło mi jak zwykle, życie. Najpierw krótka rozmowa z Panią Dyrektor o placu zabaw.... którego nie ma, a który przecież być musi, bo cóż to za przedszkole bez placu zabaw, prawda? A remont trwa, pochłania fundusze, które gdzieś kiedyś wyczerpać się muszą itd itp...

Drugiego dnia do mojej mailowej skrzynki wpadł anons o ruszającym konkursie i było to tak przypadkowe zrządzenie losu, że aż niewiarygodne w swojej prostocie:) Czasami tak się zdarza, koincydencja, podszept losu, podpowiedź i przeoczyć jej po prostu nie sposób. Ja przynajmniej nie potrafiłam;)

Poza tym pomyślałam sobie, że fajnie byłoby dołożyć swoją drobną cegiełkę do sprawy, która jest tak ważna dla tylu niepełnosprawnych dzieciaków z naszej okolicy (i ich rodziców of course), jaką jest Przedszkole Integracyjne w naszym mieście. I właśnie nadarza się ku temu fantastyczna okazja! Przeprowadzka! A przecież to właśnie w tym przedszkolu nasi starsi synowie stawiali swoje pierwsze kroki w grupie rówieśniczej, uczyli się liczyć, występowali w swoich pierwszych Jasełkach w życiu, zdobywali pierwsze dyplomy, a teraz ich śladami codziennie maszeruje Ignacy i wita się ze wszystkimi w koło radośnie i szczerze. 
Osobiście pamiętam rok, w którym na obecnym podwórku przedszkolnym stawiano obecny- stary już, wysłużony, plac zabaw dla dzieci, i nie wiem ile razy obaj chłopcy zjechali z tych zjeżdżalni, bujnęli się na huśtawkach- pewnie miliony milionów;) Nic dziwnego, że stara konstrukcja nie zniesie bez szwanku przeprowadzki, i pewnie rozpadłaby się na kawałki przy próbie ponownego skręcania jej elementów. Na nowym podwórku musi więc stanąć nowy zestaw, taki- który znowu posłuży z 12 lat, a może dłużej?...

O ten nowy zestaw zatem postanowiłam się .... postarać.
Oczywiście, nie zasponsoruję go, gdyż koszt jest dla mnie niebotyczny:) Ponad 46 tysięcy zł. I nikogo o taki sponsoring prosić przecież nie będę ;)
Ale w konkursie? grantowym? tak.... takiej próby podjąć się możemy przecież (w kooperacji z dyrekcją przedszkola rzecz jasna).

Dlatego mam prośbę, gdyż teraz to od Internautów (czyli od Was :)) najwięcej zależy!

Bardzo, bardzo, ale to bardzo proszę każdego z Was o zagłosowanie na nasz "kosmiczny plac zabaw" w konkursie Aviva!

Można to zrobić następująco (i szybko):
1. wejść na stronę zgłoszonej przeze mnie inicjatywy  pod adresem(klik, klik):

http://todlamniewazne.pl/inicjatywa,426,nie-trzeba-leciec-w-kosmos-zeby-sie-dobrze-bawic-.html

lub klikając w benerek w prawym górnym roku Ignacówki ;)


2. kliknąć przycisk "Głosuj" (każdy adres email może poprzeć jedną inicjatywę w konkursie, przy czym z jednego adresu IP można oddać dziennie maksymalnie 10 głosów)

3. po przekierowaniu do formularza głosowania wpisać swój adres e-mail, z którego chcecie zagłosować (można to zrobić z kilku posiadanych adresów, powtarzając dla każdego całą, króciutką procedurę), kod pocztowy (wymagany) i zatwierdzić na dole strony swoją decyzję.

4. po odebraniu w poczcie linka potwierdzającego, zaakceptować ostatecznie oddanie głosu.

Wiem, wiem- wygląda to skomplikowanie, ale- ręczę Wam- takie nie jest! Ja już oddałam moje głosy i nie zajęło mi to więcej niż 2 minuty:)

Głosowanie trwa do dnia 14 czerwca 2015 roku. Do kolejnego etapu konkursu- wyboru inicjatyw, które będą mogły otrzymać dofinansowanie- przejdzie 20 projektów o największej liczbie głosów od Internautów. Bardzo chcielibyśmy znaleźć się w tej grupie! Gdyż potem nasze szanse na wymarzony plac zabaw zależeć będą już tylko od Komisji Konkursowej (w tym roku zasiada w niej też Pani Małgorzata Kożuchowska).





Bardzo Was proszę o klika :) To zaledwie chwila i parę uderzeń w klawiaturę, a dla dzieci z naszego Przedszkola to szansa na naprawdę dobry, solidny i estetyczny sprzęt, którym będzie im służył przez dłuuuugie lata :)


10 maja 2015

4 lata

rehabilitacji, intensywnej, systematycznej i wielokierunkowej.

Tyle razem przeszliśmy, by teraz chodzić razem na spacery.

Jeszcze chwiejnie, mało stabilnie, i w wielkim napięciu, ale do przodu... na przekór.... pomimo mnóstwa upadków i sińców. Nie wiem, jak on to znosi, podziwiam jego zawziętość i wytrwałość.
Ale wiele mnie to kosztuje. Mnie każdy upadek boli chyba dotkliwiej niż jego;)


W ubiegłym tygodniu pewna znajoma kobieta powiedziała mi, że wzruszyła się, widząc Ignasia maszerującego obok mnie i Średniego Syna, podczas jednego z wielu naszych spacerów.
I wówczas pomyślałam o Was, którzy zaglądacie tu, śledząc jego postępy.

Ten film pochodzi z początków kwietnia tego roku, nakręcony spontanicznie podczas powrotu z przedszkola. Nawierzchnia- jak widać- bardzo jest wymagająca dla Ignasia, ale wcale go to nie zniechęca. Przypomnę Wam tylko, że rok temu (11 maja 2014- klik, klik), Ignacy przeszedł swoje pierwsze 2 metry samodzielnie, bez niczyjej asekuracji, jakby w prezencie urodzinowym dla taty ;) Rok czasu zajęło mu opanowanie techniki chodzenia do takiego stanu:


:)

08 maja 2015

Bezczynność

jest największym wrogiem duszy- jak powiedziała św. Jadwiga. I chyba jest w tym sporo prawdy;) Dlatego ostatnio na bezczynność narzekać nie mogę- ani ja osobiście, ani cała nasza rodzina, co odzwierciedla ciężkie westchnienie Najstarszego Syna na wieść, że ten weekend też już mamy szczegółowo rozplanowany;) Normalnie nie ma sobie kiedy człowiek poleniuchować i nic-nie-robić...

Tymczasem, po uroczym majówkowym weekendzie, spędzonym w niezwykłym, choć prostym i skromnym miejscu, za to z sercem na dłoni u naszych Gospodarzy, Ignacy przyjechał podziębiony. Pogodzie to zawdzięczamy, lodom w maju, i ostrej tęsknocie za ciepłym powietrzem, która nas omamiła. Przedszkole odwiedzaliśmy więc jedynie w trakcie "chorobowych" spacerów, nawet podczas deszczu odbywanych (Ignaś nie przepuścił mamie i właściwie chwała mu za to- dawno już w deszczu nie spacerowałam i uwierzcie- to też może być przyjemne ;)).
Tak czy inaczej, majówka cudna była, na całkowitym resecie bez udziału jakichkolwiek środków odurzających... Dziwne, prawda? Ale możliwe :)
A to za sprawą miejsca, pod nazwą slangową "Złota Górka", okolic Żywca i naszych serdecznych Gospodarzy, którzy naprawdę zadbali o to, żebyśmy czuli się wspaniale ugoszczeni i mogli prawdziwie odpocząć :) Dziękujemy, Kochani!

A było nam tak:






(jeszcze przy okazji wspomnę o zabójczo pysznych "kopułkach", które dane nam było odkryć w jednej z ciastkarni przy żywieckim rynku! W życiu nie jedliśmy tak wyśmienitych ciastek!!! podczas gdy Ignacy wciągał podstępne w swych skutkach loooody).


Pokój Ignasia też już ukończony, z własnoręcznie odświeżonymi przez mamę meblami (prace remontowe ujdą w tłoku, ale malowanie mebli- uwielbiam :)). I- co najważniejsze- bardzo mu się podoba! Właściwie, już w nocy ze środy na czwartek, tuż po słynnym weekendowym remoncie, Ignaś bez protestu, za to z wielką ekscytacją, zasnął w swoim własnym pokoiku, wprowadzając mnie w stan oszałamiającego zdziwienia i niedowierzania. Bez protestu! Bez marudzenia i nocnego wybudzania się na picie! Bez przywoływania rodziców do swojego pokoiku! Niewiarygodne, że zwlekaliśmy z tą decyzją aż tak długo... Ignaś bowiem wydawał się wręcz wyczekiwać takiego obrotu spraw i własnego kąta... 

Ot- co może zrobić niepełnosprawność dziecka z jego rodzicami.... Oślepić, ogłuszyć, omamić i ogłupić jednocześnie...

Żebyście widzieli mnie błąkającą się po "pustej" naszej sypialni (z której de facto usunęliśmy wyłącznie materac Ignasia), gdzie każdy krok odbijał się w moim sercu echem, w pierwszą "samotną"- znaczy się bez dziecięcia obok- noc :) Śmieszne to było, ale to ja bardziej przeżywałam tę "wyprowadzkę na przeciwko" naszego syna, niż ktokolwiek, włączając w to jego, inny. 

To już jednak za nami. Nie wiem, kiedy minęło, bo im starsza jestem, tym czas bardziej przyspiesza...

Powspominajmy jednak nieco:




Żeby się jednak nie nudzić, postanowiłam włączyć się w kilka spraw "najbliższego otoczenia", które oczywiście wygenerowały masę rzeczy do zrobienia, włącznie z pisaniem projektu... 
Tak. Bezczynność jest najgorszym wrogiem duszy....
Mając wiele do zrobienia, nie mogę zastanawiać się nad tym, co boli i doskwiera, i (w ramach odwracania uwagi) ułatwiam sobie życie, nieco je komplikując ;) Tak to mniej więcej wygląda... :) Ale sprawia mi to mnóstwo zadowolenia i frajdy. Lepiej być zmęczonym pod koniec dnia z nadmiaru wrażeń niż z powodu przepłakanych i przesiedzianych w roku kanapy godzin. 

Teraz już chyba wiecie, dlaczego niektórych nosi po świecie ;) w tym nas :) To wg mnie świetny mechanizm obronny przed smutkami i troskami, nadający im adekwatną rangę w perspektywie wszechświata i życia jako takiego. I mam nadzieję, że Ignacy na tym korzysta równie wiele, jak my sami...

Tak...
Było (i jest) dzierganie, śpiewanie (również stale obecne), remontowanie (przeminęło z wiatrem), czytanie i podróżowanie (pojawia się i znika), a teraz jest projekt...
Trzymajcie kciuki, proszę, za jego powodzenie, choć w kolejce już chyba stoi kolejny, i 

 OGROMNIE WAM DZIĘKUJĘ ZA TO, ŻE WCIĄŻ Z NAMI JESTEŚCIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!