4 lata

rehabilitacji, intensywnej, systematycznej i wielokierunkowej.

Tyle razem przeszliśmy, by teraz chodzić razem na spacery.

Jeszcze chwiejnie, mało stabilnie, i w wielkim napięciu, ale do przodu... na przekór.... pomimo mnóstwa upadków i sińców. Nie wiem, jak on to znosi, podziwiam jego zawziętość i wytrwałość.
Ale wiele mnie to kosztuje. Mnie każdy upadek boli chyba dotkliwiej niż jego;)


W ubiegłym tygodniu pewna znajoma kobieta powiedziała mi, że wzruszyła się, widząc Ignasia maszerującego obok mnie i Średniego Syna, podczas jednego z wielu naszych spacerów.
I wówczas pomyślałam o Was, którzy zaglądacie tu, śledząc jego postępy.

Ten film pochodzi z początków kwietnia tego roku, nakręcony spontanicznie podczas powrotu z przedszkola. Nawierzchnia- jak widać- bardzo jest wymagająca dla Ignasia, ale wcale go to nie zniechęca. Przypomnę Wam tylko, że rok temu (11 maja 2014- klik, klik), Ignacy przeszedł swoje pierwsze 2 metry samodzielnie, bez niczyjej asekuracji, jakby w prezencie urodzinowym dla taty ;) Rok czasu zajęło mu opanowanie techniki chodzenia do takiego stanu:


:)

Komentarze

  1. brawo Ignaś ! :-)
    pozdrawiam
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.