Wpis pod prąd (nie mylić z elektrostymulacją :P), czyli przemarsz...




Ja wiem, że dzisiaj Dzień Dziecka. Prezenty od dawna już czekają (choć jeden jeszcze na poczcie :P). I z założenia ma być dziś miło...
A ja jak zwykle- pod prąd :P
Zamiast zrelacjonować Wam festyn z okazji Dnia Dziecka (skądinąd przyjemny i z muzyką w tle), to o przemarszu jakimś piszę....
Cóż, jakoś tak ważniejszy to dla mnie event był, wybaczcie. Ewentualnie- jeśli nie wybaczycie, wpadnijcie do nas jutro, a dziś świętujcie do woli ;)
A wszystkim dzieciakom- Dużym i Małym- oczywiście radości życzę i zdrowia!


***
"Przemarsz"


Choć dostawaliśmy zaproszenie już przynajmniej 2 razy, a sam przemarsz odbył się już po raz trzynasty, dopiero w ostatni piątek miałam dość odwagi, by się do niego przyłączyć...

Odwagi? 
Trochę tak, właśnie.

Skomplikowane to uczucie dla mnie - stanąć w korowodzie, który otwiera transparent "Święto Inwalidy i Osób Niepełnosprawnych" (tak chyba brzmiał napis- z emocji nie pamiętam). No, może łatwiej jest, gdy ma się do tego odpowiednio duży dystans, nie wiem. Ja go nie znalazłam w sobie przez ostatnie lata, a i tym razem miałam go wyłącznie tyle w sobie, by pójść obok grupy przedszkolnej, do której chodzi Iggi;)

Miałam mieszane uczucia. 
Bo, choć sam marsz i jego uczestnicy tworzyli barwną i radosną kolumnę, sama idea organizowania takiej uroczystości uświadamia mi, jak wiele się jeszcze musimy nauczyć, otworzyć na siebie na wzajem, lub też- w moim przypadku- pogodzić z rolą, jaką nam życie zaproponowało.. 

Z drugiej strony, to ważne, że osoby niepełnosprawne chcą włączać się w normalne życie, uczestniczyć w nim i tworzy się ku temu naturalna przestrzeń...
Zmienia się....
Pomyślelibyście jeszcze dwadzieścia lat temu o takim "evencie"? ;)

Ignasiowi podobało się bardzo! Muzyka, piszczałki, dzwoneczki, koleżanki, koledzy no i sam fakt, że można bezkarnie wędrować niemal żółwim tempem samym środkiem jezdni przez centrum miasta;)
A na koniec pochodu dla najwytrwalszych piechurów- pączki ;)

Z rozmowy z Panią Dyrektor przedszkola, do którego chodzi Ignac (i jednocześnie Organizatorką przemarszu), dowiedziałam się, że w tym roku dołączyło do wydarzenia wyjątkowo dużo placówek (stąd pewnie długość pochodu;)). 
I właśnie to "wyjątkowo" najwymowniej podkreśla sens całego tego wpisu...


Tak czy inaczej jestem bardzo zadowolona z tego, że w końcu znalazłam w sobie ten rodzaj odwagi. 
I w przyszłym roku mam nadzieję też się przyłączyć, kto wie?- może już z Ignacym maszerującym na własnych nogach? (Tym razem ubezpieczająco wzięłam ze sobą wózek- trasa była zbyt długa, by Ignaś ją pokonał samodzielnie, a i jego tempo pozostawiałoby wiele do życzenia;).

niezgrabny ten wpis, prawda? tak, jakoś....






Komentarze

  1. Aaaa tak zgrabny-niezgrabny.
    Prawdziwy.
    Ot co.

    I rozumiem doskonale.
    Uściski :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że taki marsz został zorganizowany. Pozdrawiamy. Całusy dla Ignasia dzielnego uczestnika.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.