16 lipca 2015

Mam(u)nia

Mam(u)nia ledwo się doczołgała dziś do domu na wieczór i padła na twarz.
Po przejechaniu 200 km w te i nazad, w celu spotkania się z Babcią i Znajomą z dawnych, szkolnych lat, Mam(u)nia miała jedynie siłę wycedzić przez zęby na widok Taty "Weź to Dziecko ode mnie" i opaść na fotel. Głowa Mam(u)ni pękała. Czy to z upału, czy raczej z miliona dwustu razy udzielenia Dziecku odpowiedzi na małe dziecięce pytania? Tudzież wysłuchania litanii "Mam(u)nia, siiii", pędząc po autostradzie z południa na północ i cierpliwie wyjaśniając, że "teraz nie mogę się zatrzymać, Syneczku " (jakieś ca 694 razy pod rząd).

Mam(u)nia to nowe osiągnięcie wokalne Syn(u)nia, które szlifuje wytrwale i czule od około 4 dni. Skąd przyszło i dokąd nas zaprowadzi- nie wiadomo (no, chyba, że do wariatkowa Mam(u)nię) ;)


Obiecywałam Wam kiedyś wpis o tym, jak mówi niemówiące dziecko. I jak to najogólniej było.
Ale dziś znów go nie będzie, bo Mam(u)nia idzie spać. Musi się przygotować na jutro. 8:06 obudzi Mam(u)nię mały Brzdąc, dukając słodko na powitanie :"Cześśśś Mam(u)nia"....... i 32 stopnie w cieniu....












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz