Sloooooow wrzucamy :)

Już jest ten czas.
Gdy skrupulatnie rozplanowane tygodnie rozpadają się na skutek upałów i ogólnego rozprężenia, tworzy się naturalna przestrzeń na życie. A życie z Ignacem nie może być nudne, choćbyśmy pragnęli jej (nudy) jak zimnego piwa w letnie popołudnie (mama piwa nie pija, lub z rzadka, ale są tacy, którzy rozumieją metaforę doskonale ;)).
Bywa to zbawienne, a bywa i trudne. Gdy dziecko pokonuje codzienność od jednej aktywności do drugiej, a na spontaniczność i beztroskę czasu jest niewiele, rytm wymusza aktywność, nawet gdy się jej nie poszukuje usilnie. I tak, by wypełnić pustkę po zajęciach w przedszkolu (wakacje są przecież i wszyscy na nie czekaliśmy), poszukujemy nowych doświadczeń i wrażeń, żeby wyskoczyć na chwilę z rutyny i się normalnie nie pozabijać w domu o siebie ;)
Ignac uwielbia stać na sterze. Nawet gdy kompetencji mu brak, to entuzjazm i zapał niweluje braki :)
A jak ster, to i statek być musi. Więc był. W dzisiejsze przedpołudnie. Krótki rejs po Odrze w upale aż miło :)




Ignacy bardzo jest zmęczony po ostatnich miesiącach. Widać to doskonale na szczątkowych zajęciach rehabilitacyjnych, w których uczestniczyć będzie do czasu naszego urlopu (a właściwie urlopu taty, bo- jak to stwierdził wczoraj najstarszy syn: ja wciąż jestem na wakacjach. Hmmmm....). Podczas tych pojedynczych zajęć, rozłożonych na kilka dni w tygodniu, pracuje bowiem wyśmienicie, z chęcią, energią i świetną koncentracją, a ja zbieram naręcza pochwał i zachwytów, które nie mnie się przecież należą, lecz jemu. To pokazuje wyraźnie, że ten rok był i będzie zapewne kolejnym nie lada wyzwaniem dla naszego czterolatka. Tak przywykliśmy do życia przeplatanego koniecznością rehabilitacji, że prawie nam to zniknęło z oczu- to nasze czteroletnie dziecię radosne i szczere!

W tym kontekście rozumiem również jego tegoroczne choroby, wymagające interwencji antybiotyków. Wakacje więc potrzebne są mu jak świeże, czyste powietrze i chętnie to uszanowaliśmy.

Zwalniamy! Z czystym jak łza sumieniem. I nic nas nie interesuje, że czym skorupka za młodu nie nasiąknie, tym na starość nie będzie trącić... Bo będzie. Choćby i wolniej, jak ma dobrnąć to dotrze do celu, byle nie po trupach :P Więc sloooooooow wrzucamy, ale tylko taki, na jaki Ignacy pozwoli- czyli inny, odmienny, ciekawski...
A Wy? Zwolniliście już? :)




Komentarze

  1. My z Zosią zwalniamy!! Chociaż gdzieś tam głęboko jakiś mały wstrętny chochlik podjudza, że jak nie teraz to kiedy, że ma nadrabiać, że trzeba. Nie daje się wstrętnemu. Powtarzam sobie, że TO JEST MAŁE DZIECKO i potrzebuje zabawy, beztroski. Muszę dorosnąć do czystego sumienia, ale może kiedyś.... i ja będę mogła napisać, że "Z czystym jak łza sumieniem."
    Wiolka z Zośką

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiolu! To nie tak, że nie mam chwil niepewności i wyrzutów sumienia.. ale jeśli już się odezwą, a widzę, że są niszczące i bezzasadne- przeganiam :) Ileż w końcu można się rehabilitować bez wytchnienia? ;) Pozdrawiam Was, dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.