Posty

Wyświetlanie postów z sierpień, 2015

Luzik-bluzik i książeczki

Na wszystkich moich "znajomych" blogach czuć.... wakacje :) Jakoś więc z ulgą odetchnęłam i strzepnęłam z uśmiechem z ramienia wyrzuty sumienia za moją opieszałość ;)
I dalej się taplam w "luziku-bluziku" ;)

Coraz częściej odczuwam wyraźnie- aż "za"- fundamentalną potrzebę gruntownego odpoczynku od wszystkiego ;) Pewnie to kwestia wieku ;) 

A tymczasem z gracją przechodzę na kolejną zakładkę internetu w poszukiwaniu książeczek.... 
Do szkółki*.....
Rychło w czas :P
Ta dammmmmm......



*oczywiście nie dla Ignasia, o nie :) Dla naszego piąto- i drugo- klasisty - taką cudowną reformę nam Państwo urządziło :) Darmowe podręczniki- voila- ale nie dla wszystkich :P

Będę? nie będę?

To nadal zagadka, której nikt nie jest w stanie rozwikłać... Można jedynie mieć nadzieję i uważnie się przyglądać.
I cóż widać, gdy się tak dobrze przyjrzymy?
Zamiast gestów, pojawiają się słowa lub wyrażenia dźwiękonaśladowcze wszędzie tam, gdzie już to możliwe. Nie jest tego dużo, ale sukcesywnie coraz więcej. Ignacy wyrzucił już ze swojego repertuaru gesty oznaczające: "mama", "tata", "babcia" "jeść", "pić", "pies", "auto". To dla mnie najmocniejszy argument w sporze, czy wprowadzanie komunikacji alternatywnej może zaburzać bądź hamować rozwój mowy. W przypadku Ignasia dzieje się wręcz przeciwnie. Jak tylko opanuje on słowo czy dźwięk oznaczający jakiś rzeczownik, prawie natychmiast rezygnuje z gestu, ewentualnie posiłkując się nim, gdy widzi, że rozmówca nie zrozumiał go wystarczająco szybko. Gest stał się więc pomocnikiem słowa, jeśli się już ono pojawia i pierwszeństwo ma wówczas zawsze wokal ;)

Pocieszające dla …

fotki z wakacji....

Obraz
Powroty łatwe nie są...
i choć cieszymy się na spotkania z Wami na łamach Ignacówki, to "ciemna strona księżyca" wygląda mniej więcej tak: w domu kipisz, gdyż remont :P, za oknem- każdy widzi- skwar niemiłosierny, przed którym nie ma gdzie uciec :P, średni Syn z zapalonym uchem i łzami w oczach :P, a w skrzynce na listy wezwanie z Sanepidu z groźbą wszczęcia postępowania :P....
Normalnie wzięłabym i zwiała z powrotem na te Mazury.......




Żeby jednak nie stwarzać pozorów, że nic, tylko się w wodzie taplaliśmy- choć tej nie brakło, jak to na Mazurach, tak na ziemi jak i z nieba ;) (padało!- naprawdę! ;)), wrzucę jeszcze te fotki:



Prawda, że uroczy z Ignaca podróżnik i mechanik?

Zdjęcie poniżej zasługuje zaś na osobny komentarz, gdyż ujęło mnie za serce, nie tylko ze względu na widoki, które towarzyszyły naszej ówczesnej wyprawie rowerowej... Otóż, na trasie rowerowej ciągnącej się "w dół od Sorkwit", znaleźliśmy taki oto leśny parking, utworzony na potrzeby turystów leśnej…