27 sierpnia 2015

Będę? nie będę?

To nadal zagadka, której nikt nie jest w stanie rozwikłać... Można jedynie mieć nadzieję i uważnie się przyglądać.
I cóż widać, gdy się tak dobrze przyjrzymy?
Zamiast gestów, pojawiają się słowa lub wyrażenia dźwiękonaśladowcze wszędzie tam, gdzie już to możliwe. Nie jest tego dużo, ale sukcesywnie coraz więcej. Ignacy wyrzucił już ze swojego repertuaru gesty oznaczające: "mama", "tata", "babcia" "jeść", "pić", "pies", "auto". To dla mnie najmocniejszy argument w sporze, czy wprowadzanie komunikacji alternatywnej może zaburzać bądź hamować rozwój mowy. W przypadku Ignasia dzieje się wręcz przeciwnie. Jak tylko opanuje on słowo czy dźwięk oznaczający jakiś rzeczownik, prawie natychmiast rezygnuje z gestu, ewentualnie posiłkując się nim, gdy widzi, że rozmówca nie zrozumiał go wystarczająco szybko. Gest stał się więc pomocnikiem słowa, jeśli się już ono pojawia i pierwszeństwo ma wówczas zawsze wokal ;)

Pocieszające dla nas jest również to, jak wiele słów pojawiło się w naszych rozmowach, nawet w trakcie wakacji- czyli właśnie wtedy, gdy kompletnie zrezygnowaliśmy z terapii mowy, oddając się beztroskiemu leniuchowaniu. "Auto", wypracowane wspólnie ze mną, początkowo mozolnie składane z dwóch części A-to. "Mniam"- bez problemu zaklasyfikowane jako "jeść". A ostatnio- pod wpływem wielkiej fascynacji miejskimi środkami transportu, zaczyna się nawet wykluwać "auto-kar" ("-bus" okazuje się jednak nadal zbyt trudne).

Jakoś postępuje ten rozwój mowy, jak widać i niechże się on pospieszy w tym swoim postępie, bo ciarki mnie przechodzą, gdy widzę, jak wiele chciałby już nam powiedzieć Ignacy, a nie jest jest w stanie... Błąkamy się więc do znudzenia w obszarze tych samych rozmów tematycznych, co niekiedy doprowadza nas na skraj cierpliwości lub szału, bo ileż razy można odpowiadać na pytanie o auto czy pieska?

W rzeczywistości Ignaś fantastycznie sobie radzi z objaśnianiem nam swoich nieskomplikowanych, dziecięcych przemyśleń czy życzeń. Potrafi powiedzieć bardzo dużo, pohukując, mrucząc, naśladując hałas jadącego samochodu. Do tego dodaje różne swoje autorskie gesty i z wyrozumiałością czeka, aż domyślimy się, co mogą one oznaczać. Niekiedy potrafi powtórzyć je kilkanaście razy, a jeśli i wtedy nie odgadniemy ich znaczenia, rezygnuje szlachetnie i przechodzi do innego tematu ;)

Szalę na korzyść "będę" przechyla też fakt, iż od jakiegoś miesiąca Ignacy potrafi powtórzyć słowo, które mu się "przypadkiem" powiedziało i zwróciło naszą uwagę, wywołując przy tym zachwyt nad czymś nowym, co wypowiedział. Dotychczas, nawet, gdy Ignaś "palnął" coś nowego, uderzająco przypominającego jakiś wyraz, natychmiast poproszony o powtórzenie- zwyczajnie nie był w stanie tego zrobić. Tak jakby świadomy wysiłek niweczył jego spontaniczną aktywność i sprawiał, że stawała się ona nie do odtworzenia. Od kilku tygodni zaczynamy widzieć tu zmianę. Ignaś próbuje- o ile mu się chce i ma odpowiednią motywację oczywiście- bez niej nie zrobi kompletnie nic ;)- powtarzać po nas lub na naszą prośbę- po sobie. Wychodzi to - najogólniej mówiąc- dość żmudnie i siermiężnie, ale pojawiła się zwyczajna chęć.

Nie wiem, czy to interesujące i ma dla kogoś znaczenie:) Dla nas jednak ma ogromne, więc piszę.
Może się komuś przyda ta nasza historia vel bieg przez płotki ;)

1 komentarz:

  1. Dla mnie wasza historia MA OGROMNE ZNACZENIE, bo daje nadzieje.
    Mama Zosi

    OdpowiedzUsuń