Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2015

Taka sobie rozmowa

Obraz
Dziś z przyjemnością oddaję w wasze serca maleńki fragment wrześniowego spaceru :)

Oto, jak posługując się zaledwie kilkudziesięcioma słowami, prowadzimy sobie pogawędkę z synem.
I jest imię mamy ;) !!!!





Ania, Asia, Aga, Anetka... - mój syn jest otoczony wieloma kobietami, co ma ogromny wpływ na jego słownictwo ;) Zaś Anetka to jego ostatnie osiągnięcie :)

I wzrusza mnie fakt, i cieszy zarazem, że od stycznia tego roku tak wiele się w tym obszarze zmieniło... Dziękujemy, Pani Agnieszko! (Logopedka Ignasia). Za każdą minutę spędzoną na pracy z naszym Synkiem :) :*

Czapki Mamy

Obraz
Jakiś czas temu, po wielgachnym i długim wahaniu, założyłam w sieci drugi blog... Miał to być blog nieco bardziej "mój", nie Ignacowy, przestrzeń, w której będę mogła się dzielić wszystkim, co pozostawiło we mnie ślad - ot, taka nasza naturalna potrzeba "dzielenia się sobą z innymi", nieco narcystyczna może, nieco infantylna- wybierzcie... Jednak dość uniwersalna, co obserwuję pieczołowicie na co dzień...
Miało mi to również pomóc w "niemieszaniu wątków", gdyż był czas, gdy nie miałam jasności, co chcę i powinnam zamieszczać tutaj, a co będzie artefaktami i wątkami pobocznymi (po prawdzie- nadal mam ten dylemat). To wszakże jest Kraina Ignaca...

Jednak życie mnie stemperowało (jak zwykle), ostudziło entuzjazm i zarzuciłam prowadzenie drugiego bloga, zapomniałam o nim. Nikt nań nie zaglądał, włącznie ze mną, zaniedbując tę przestrzeń i wątpiąc w sens jej istnienia. Do czasu jednak :) Do chwili, gdy ogarnął mnie prawdziwy szał "robótkowy". Jako osob…

Ciężarki - dziś rehabilitacyjnie....

Obraz
Po ostatniej wizycie rehabilitacyjnej w Bukowinie (hipoterapia, bez hipoterapii, gdyż konik śmierdzi ;)), mamy nowe rozwiązania usprawniające chód naszego Smyka...

Wyprawa w górypokazała nam po raz kolejny, że Ignaś nie chodzi, ale pędzi przed siebie, jakby się gdzieś wiecznie spieszył, a de facto ma on poważne kłopoty z wyhamowaniem ruchu i panowaniem nad ciałem, i punktem ciężkości (wynikające z zaburzonego napięcia mięśniowego i nieprawidłowości w mózgu, zwłaszcza w rejonie móżdżku).
Patrząc wstecz- jest już o niebo lepiej i od pamiętnego 11 maja 2014 roku, gdy po raz pierwszy oderwał się od asekuracyjnego podparcia, Ignacy zrobił w chodzeniu geometryczny postęp. Jednak jego ruch wciąż jest daleki od ideału, czyli możliwości fizycznych sprawnego pięciolatka...   Zdecydowanie lepiej radzi sobie Ignacy z pokonywaniem przeszkód typu krawężnik, gałąź leżąca na ścieżce czy próg w wejściu do pomieszczenia. Potrafi się zatrzymać, (w ogóle go dostrzega!!!!- czego pierwej nie było- to ja musia…

2,5 km pieszo*

Obraz
Śmiem twierdzić, że potrzebowaliśmy tego wypadu jak haustu świeżego powietrza. I dziś, z perspektywy kanapy, uczciwie powiem, że to był dobry i piękny, rodzinny i ważny dla nas czas. I nawet nie taki męczący ;)

W ubiegłym roku powzięłam w sobie stachanowską decyzję, że przynajmniej raz w roku wyciągnę moich starszych synów na górską wyprawę. Dla zmiany widnokręgu. Dla złapania ostrości widzenia i odpowiedniego dystansu do świata. Nawet jeśli będą lamentować, oporować, zniechęcać mnie i siebie do tego typu pomysłów. Nawet wtedy, gdy nóżka będzie bolała, a całe to wędrowanie będzie "bez sensu". I od razu zaznaczam, że żadne tam wysokogórskie eskapady nas nie interesują. Ani całodniowe wędrówki po grzbietach gór, żadne ekstremalne wyczyny, łańcuchy czy strome granie. Zwyczajne piesze wędrówki, czasem nawet z wjazdem pod szczyt, za to z długą trasą w dół, może być po kamolach i głazach. Z szumem strumienia w tle albo zwyczajną asfaltówką na lajcie. Ale zawsze z widokami na Przest…

Zwyczajność codzienna

Okropnieśmy dziś zaspali, katastroficznie! 
Podniosłam zaspaną powiekę i w mig zorientowałam się, że mamy 35 minut do rozpoczęcia terapii pedagogicznej w przedszkolu. I to nie takiej zwyczajnej, tylko z nauką gestów Ignasia na początku! Nie mogliśmy się więc spóźnić za żadne skarby świata, a tu śniadanie, ubieranie i cały ten galimatias z wyciągnięciem Śpiocha z łóżka.... Zbiegam w popłochu do kuchni, wciągając bluzkę na plecy i nawołując do góry: "Ignasiu, wstań, proszę, mamy mało czasu do przedszkola!". A on coś tam pomrukuje leniwie... Wstawiam wodę na kawę, na szybko szykuję kanapkę z dżemem (ostatni hicior ignasiowych śniadań, pozostawiający jednak wieeeele do życzenia pod względem wartości odżywczych). Ponawiam prośbę- "chodź, Kochanie,  mam już dla ciebie ubranka na dole!"...

Zaglądam na schody i widzę dwie gołe nóżki, a potem małe rączki, a w nich..... pakiet startowy w składzie: skarpetki, koszulka, majteczki!!!!

Mowę mi odbiera w takich momentach ze wzruszen…

Przyszedł....

Obraz
No i co?
Nie spodziewałam się go jeszcze dwa lata temu.
A dziś nadszedł. 
Ten dzień.
Dzień, w którym z nieopisaną dumą i satysfakcją Ignacy otrzymał swoją pierwszą wyprawkę przedszkolną. Taszczył ją zapamiętale i samodzielnie, nie bacząc na okazałe gabaryty i swoje niestabilne jeszcze kroki i był jak w siódmym niebie... Przedszkolak. NASZ Przedszkolak...

Który od dłuższego już czasu nie potrzebuje pomocnej dłoni, schodząc samodzielnie  po schodach, uciekając mamie z kuchni na dół, do "pokoju dziadka" i wcale nie stosując się do maminych zachowawczych próśb "na pupie, Ignasiu, proszę Cię"....

Ten dzień :)
Duma nas rozpiera i wzruszenie okrutne. 



Tak, tak- dobrze widzicie :) Przedszkolne mury wyglądają już inaczej:)  Od sierpnia mamy do przedszkola około 300 kroków od domu :D Jakaż to radość, gdy przychodzi po Ciebie Brat lub Ciocia! A mama nie musi co dzień odpalać silnika samochodu (choć z tego powodu to Ignaś może akurat ubolewać ;))... A jak wspaniale przechodzi się samodzie…

Dys- komfort...

A co, jeśli to życie wyrzuci Was brutalnie z bezpiecznej strefy komfortu? Czy jest tu miejsce na osobisty rozwój? Prawdopodobnie tak, choć trudno mi się wymądrzać, bom nieobiektywna w tej sprawie, ale z pewnością dochodzenie do takiej perspektywy zajmuje nieco więcej czasu, niż w efekcie świadomego, dobrowolnego wyboru o zmianie....


Już wcześniej błąkało mi się po zakamarkach takie wynurzenie (ufam, że nie wynaturzenie ;)). A po tym tekście wyklarowało się tylko precyzyjnie i błyszcząco....

http://www.wonderandponder.pl/szczesliwa-strefa-dyskomfortu/


Jest listopad 2010. Stajemy się po raz trzeci rodzicami i wszystko zapowiada się prawie różowo. Obycie mamy. Siły jeszcze również. Entuzjazm- wiecie jak działają endorfiny ;)- ogromny.

Ignaś malutki, milutki, cichutki. Nic nie zapowiada żadnego bum do pewnego dnia listopada, gdy lądujemy ponownie w szpitalu z żółtaczką. Przechodzi mnie dreszcz, czuwającą przy inkubatorze, łzy zawstydzenia lecą jak grochy, bo trzeba wprowadzić butelkę. Wkręcam…

Po prostu... ;)

Obraz
Muszę dziś zrobić coś pozytywnego, gdyż mnie żółć zalewa...
Posprzątam trochę. Poodkurzam. Pozbieram pranie z suszarki i powieszę kolejne. Pomyję okna lub pomaluję framugi od drzwi. Potem ździebko poprasuję, pomniejszając rosnącą stertę, czekającą od zarania lata... Poczytać już pewnie nie zdążę. Ale za to popisać- i owszem ;) Pospaceruję?- hmmmm... pewnie bym i chciała, ale czasu mi nie starczy z pewnością. Pobiegnę do szkoły zapisać syna na zajęcia muzyczne (to już zrobiłam z rana, ale mi pasuje do konceptu, więc piszę ;)). Poukładam wstępnie plan rehabilitacji dla Ignasia, tak- wiecie- w zrównoważony rozwój inwestując, a zarazem nie forsując za bardzo czteroletniej psychiki mojego dziecka kochanego. Potem sobie dla odmiany popichcę troszeczkę, bo temperatura spadła i znów chce nam się jeść. Posłucham muzyki, co łagodzi obyczaje i napędza pozytywną energię. Przygotuję deser, by wieczorem napić się kawy i poplotkować z koleżanką. Polecę na zakupy (na szczęście mam blisko!). 
I zrobiwsz…

Warto!

Obraz
Nie oglądajcie tego filmu :) Jest... nudny...? 50 sekund wdrapywania się pod górę i 5-ciosekundowy zjazd... ot, co ;)

Ale jaka nas duma rozpiera! Jaka radość na twarzy, jaka satysfakcja! Dla takich chwil warto! Ponad wszelką cenę i ponad wszystko! Wypuszczać spod skrzydeł nieopierzonego kurczaka i patrzeć, jak zaczyna... latać?




Powodzenia dla wszystkich "nieopierzonych kurczaczków"! Rozwińcie skrzydła tak szeroko, jak tylko się da :) I  nie bójcie się latać, choćby ktoś twierdził, że Wam się nie uda :)
I do .... wakacji ;)


PS. Szczególne życzenia pomyślności i powodzenia dla naszego kolegi Frania, który dziś rozpoczął "zerówkę"! Wspaniałej przygody, Franiuuuuuuuuuuuuuu!