Po prostu... ;)

Muszę dziś zrobić coś pozytywnego, gdyż mnie żółć zalewa...
Posprzątam trochę. Poodkurzam. Pozbieram pranie z suszarki i powieszę kolejne. Pomyję okna lub pomaluję framugi od drzwi. Potem ździebko poprasuję, pomniejszając rosnącą stertę, czekającą od zarania lata... Poczytać już pewnie nie zdążę. Ale za to popisać- i owszem ;) Pospaceruję?- hmmmm... pewnie bym i chciała, ale czasu mi nie starczy z pewnością. Pobiegnę do szkoły zapisać syna na zajęcia muzyczne (to już zrobiłam z rana, ale mi pasuje do konceptu, więc piszę ;)). Poukładam wstępnie plan rehabilitacji dla Ignasia, tak- wiecie- w zrównoważony rozwój inwestując, a zarazem nie forsując za bardzo czteroletniej psychiki mojego dziecka kochanego. Potem sobie dla odmiany popichcę troszeczkę, bo temperatura spadła i znów chce nam się jeść. Posłucham muzyki, co łagodzi obyczaje i napędza pozytywną energię. Przygotuję deser, by wieczorem napić się kawy i poplotkować z koleżanką. Polecę na zakupy (na szczęście mam blisko!). 
I zrobiwszy to wszystko w moim ślimaczym tempie, powędruję radośnie po mojego Przedszkolaka, który po 4 godzinach w przedszkolu dziarsko i radośnie powróci do domu (hmmm- może spacer wtedy uda nam się zrealizować wspólnie?). 

Wieczorem padnę. Znaczy się położę do łóżka. I powtórzę sobie ze dwieście razy "Coś ty, dziś, kobieto, zrobiła, żeś taka zmęczona?". Pobujam się w objęciach wyrzutów sumienia. Połajam się rezolutnie, że przecież kolejny dzień minął, a ja nic nie zrobiłam sensownego i zasnę....


***
Gdy dziś rano, szykując śniadanie, obejrzałam się rutynowo za siebie, ujrzałam taki widok przecudny: Ignacy stał chwiejnie, naciągając na pupę oporne dżinsy i z lubością wyczekując gromkiego aplauzu. Należy mu się! Boże. Cudowne mam to moje dziecko (pozostałe również! proszę nie zapominać!). Zastanawiam się czasem, jak to będzie, gdy już dobijemy do mety? A mam przeczucie, że ona jest naprawdę niedaleko. Raczej bliżej, niż dalej.  Może nie być idealna, ale wychodzimy na prostą. Co ja wtedy zrobię? Jak na nowo ułożę sobie życie? Czym się zajmę?


***

Proszę nie posądzać mnie o ukryte sympatie polityczne ;) Nie przejawiam takich.
Pobawić się chciałam trochę. Powygłupiać ;)


*** 
Poranek:



Komentarze

  1. :) Fajny post, uśmiałam się. Zazdroszczę Wam tej prostej. Uściski dla chłopaków.

    OdpowiedzUsuń
  2. A propos śmiesznych rzeczy. Parę razy przejeżdżaliśmy koło Trzebnicy i chyba raz albo dwa powiedziałam do męża: wiesz, tu mieszka Ignacy. Od tego momentu za każdym razem, gdy przejeżdżamy tamtędy, mąż się śmieje i mówi: Zaraz powiesz, że tu mieszka Ignacy:) zawsze to powtarzasz. Ach ci mężczyźni.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. ha ha, padłam :) :)
    POdnieść się nie mogę :) :)
    POmóż :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.