Przyszedł....

No i co?
Nie spodziewałam się go jeszcze dwa lata temu.
A dziś nadszedł. 
Ten dzień.
Dzień, w którym z nieopisaną dumą i satysfakcją Ignacy otrzymał swoją pierwszą wyprawkę przedszkolną. Taszczył ją zapamiętale i samodzielnie, nie bacząc na okazałe gabaryty i swoje niestabilne jeszcze kroki i był jak w siódmym niebie... Przedszkolak. NASZ Przedszkolak...

Który od dłuższego już czasu nie potrzebuje pomocnej dłoni, schodząc samodzielnie  po schodach, uciekając mamie z kuchni na dół, do "pokoju dziadka" i wcale nie stosując się do maminych zachowawczych próśb "na pupie, Ignasiu, proszę Cię"....

Ten dzień :)
Duma nas rozpiera i wzruszenie okrutne. 



Tak, tak- dobrze widzicie :)
Przedszkolne mury wyglądają już inaczej:) 
Od sierpnia mamy do przedszkola około 300 kroków od domu :D
Jakaż to radość, gdy przychodzi po Ciebie Brat lub Ciocia! A mama nie musi co dzień odpalać silnika samochodu (choć z tego powodu to Ignaś może akurat ubolewać ;))...
A jak wspaniale przechodzi się samodzielnie przez jezdnię, podnosząc jedną rączkę w umownym geście zatrzymującym nadjeżdżające pojazdy ;)
No mówię Wam- Przedszkolak pełną parą...

Pomysł wprowadzania pojedynczych gestów w grupie Ignasia też nabiera już rumieńców i zapewne niebawem Ignaś będzie już mógł nawiązać dialog z kolegami z grupy. Nawet bez tego widać już subtelną zmianę we wzajemnych relacjach Ignasia z dziećmi. On już też poszukuje ich towarzystwa, więc ufam, że jesteśmy wszyscy na tak zwanej "dobrej drodze".


A najlepsza zabawa jest z?

Tatą oczywiście!
Bo któż inny tak pięknie wprowadzi cię w fascynujący świat warsztatów samochodowych, myjni i wyścigów resorakami?.....


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.