18 września 2015

Zwyczajność codzienna

Okropnieśmy dziś zaspali, katastroficznie! 
Podniosłam zaspaną powiekę i w mig zorientowałam się, że mamy 35 minut do rozpoczęcia terapii pedagogicznej w przedszkolu. I to nie takiej zwyczajnej, tylko z nauką gestów Ignasia na początku! Nie mogliśmy się więc spóźnić za żadne skarby świata, a tu śniadanie, ubieranie i cały ten galimatias z wyciągnięciem Śpiocha z łóżka.... Zbiegam w popłochu do kuchni, wciągając bluzkę na plecy i nawołując do góry: "Ignasiu, wstań, proszę, mamy mało czasu do przedszkola!". A on coś tam pomrukuje leniwie... Wstawiam wodę na kawę, na szybko szykuję kanapkę z dżemem (ostatni hicior ignasiowych śniadań, pozostawiający jednak wieeeele do życzenia pod względem wartości odżywczych). Ponawiam prośbę- "chodź, Kochanie,  mam już dla ciebie ubranka na dole!"...

Zaglądam na schody i widzę dwie gołe nóżki, a potem małe rączki, a w nich..... pakiet startowy w składzie: skarpetki, koszulka, majteczki!!!!

Mowę mi odbiera w takich momentach ze wzruszenia....

Taka nasza zwyczajność codzienna.... <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz