Miganie i mowa, czyli o czwartkowym spotkaniu.

We wczorajszym wpisie, leniwym i chmurnym, napomknęłam o pewnym, ważnym dla mnie osobiście, czwartkowym spotkaniu, w którym miałam przyjemność i w pewnym sensie  szczęście, uczestniczyć.

Otóż, dziwnym- jak to u nas ;)- zbiegiem okoliczności, sprawy potoczyły się następująco: najpierw otrzymałam informację o możliwości uzyskania bezpłatnego dostępu do platformy edukacyjnej Migaj.eu od Mamy Frania (we środę bodajże).  I natychmiast z niej skorzystałam :)
Wieczorem, dzięki uprzejmości innej Mamy- Adasia, dowiedziałam się, że we czwartek o godz. 19:00 organizowane jest spotkanie z twórcami owej platformy w ramach wrocławskiego Klubu Mamuśki. Poleciałam jak na skrzydłach :) - choć, przyznam się szczerze, emocje mnie tak podgryzały i przejęcie dziwne, że zjadłam na tym spotkaniu chyba pół tony babeczek cytrynowych, przygotowanych przez jedną z uczestniczek.

I o tym spotkaniu chcę dziś wspomnieć nieco.

Prowadził je przesympatyczny Człowiek- Olgierd Kosiba, wraz z Paniami: Aleksandrą Włodarczak, Klaudią Marcinkowską i Maritą Stęposz.
Jego celem prawdopodobnie było przekonanie audytorium do celowości i sensowności nauki gestów i samego języka migowego zarówno osób dorosłych, jak i zdrowych, małych dzieci. Mnie nikt o tym przekonywać nie musi ;)

Dzięki rozmowom, które odbywały się na forum, udało mi się doprecyzować kilka ważnych kwestii dla samej siebie. 
Pierwszą z nich jest ta, że dla mnie osobiście celem nadrzędnym, jako matki Ignaca, jest możliwość KOMUNIKOWANIA się z własnym dzieckiem. Bez względu na kanał tej komunikacji (gest czy słowo). 
Kolejnym priorytetem jest przygotowanie Ignasia do efektywnego komunikowania się z innymi ludźmi, otoczeniem- wszak nie wyobrażam sobie być do końca życia jego tłumaczem.

Oczywiście byłabym przeszczęśliwa, gdyby Ignacy mówił. Do tego zmierzamy ze wszystkich sił. Nie za wszelką cenę jednakże.

Jeśli Ignacy będzie mówił, jego życie będzie o wiele prostsze. Przecież świat zdominowany jest przez słowo i jest to najskuteczniejszy prawdopodobnie, a z pewnością najprostszy sposób nawiązywania relacji z drugim człowiekiem. Jednak nie dla wszystkich osiągalny z różnych przyczyn i o tym też chcę pamiętać.

Nasza wiedza na temat przyczyn problemów Ignasia jest ograniczona. Wiemy, że kora mózgowa nie jest uszkodzona. Wiemy, że wciąż aparat artykulacyjny Ignasia (potocznie- buzia i to, co w buzi się mieści) ma obniżone napięcie. Wiemy również, że w ostatnim czasie Ignacy zrobił, jak na niego, geometryczny postęp w artykułowaniu około 25 słów. Jego słownik powoli się więc poszerza, a gesty, którymi posługiwał się wcześniej na określenie tego, co już potrafi powiedzieć słowami, poszły w przysłowiową "odstawkę". Dla mnie wniosek jest jeden: miganie nie przeszkadza Ignasiowi rozwijać kompetencji językowych i mowy czynnej. Zanim Ignacy powiedział swoje pierwsze "Tak" i "Nie", nauczył się je komunikować ciałem tudzież gestem (stało się to dzięki Pani neurologopedce na turnusie w bydgoskim ośrodku Neuron- to ona zaproponowała i nauczyła Ignasia pokazywać główką nie!). Wpierw migał, potem mówił. Taka była kolejność. 

Ponieważ potrzeba rozmowy z nami w Ignasiu jest PRZEOGROMNA- widać to po nim, po jego relacjach z braćmi, z bliskimi, a zasób słów i gestów języka migowego skromny jak na pięciolatka, postanowiłam nie rezygnować z tej formy komunikacji i nadal uczyć go migania na użytek domowy i własny. Nie jest to prosta decyzja, biorąc pod uwagę opinie specjalistów, gdyż wymaga ona ode mnie nie stosowania się do ich zaleceń, a z drugiej strony bardzo potrzebuję dla Ignasia specjalistycznej pomocy logopedycznej. Trudno mi więc pogodzić w sobie te dwa bieguny. Nie chcę też nikogo oszukiwać, zatajać, kręcić. Więc sytuacja robi się trudna, jak widać...

Z drugiej strony pojawia się mała wprawdzie, lecz jednak wątpliwość: co będzie, jeśli Ignaś nie nauczy się płynnie i swobodnie mówić? Jeśli jego rozwój mowy dojdzie do pewnego poziomu i się zatrzyma? nie potrafimy w tej chwili tego przewidzieć, nie wiemy, jak potoczy się rozwój tej sfery. Bardzo pragniemy i robimy wiele, by to osiągnąć, ale zawsze jest jakaś odrobina niewiadomej. 
Gesty języka migowego traktuję więc również jako pewną inwestycję w przyszłość Ignacego. Takie koło zabezpieczające na wypadek wszelki. A jeśli okaże się ono nieprzydatne, jestem przekonana, że ta umiejętność nie będzie w przyszłości dla Ignasia balastem, ale raczej dodatkowym atutem. Jak język angielski, którego uczą się już trzylatki w przedszkolu. Ignaś będzie znał migowy ;)


Ponieważ zagadnienie jest na swój sposób pionierskie- niewiele znam dzieci i ich rodziców, którzy bez problemów ze słuchem, zaś z problemami komunikacyjnymi- uczą siebie i swoje dzieci języka migowego bądź samych jego gestów,  stąd wciąż zmagam się z brakiem wiedzy na temat, brakiem doświadczenia i mega-wątpliwościami. Nie chcę ZASZKODZIĆ własnemu dziecku! A jednocześnie nie widzę (nie widziałam wcześniej też) innej, komfortowej dla nas drogi rozwiązania problemu skutecznej komunikacji z Ignacym, jak właśnie gesty. Początkowo posługiwaliśmy się prostymi gestami systemu MAKATON, ale o tym chyba już pisałam. Wolę, żeby Ignaś znał gesty języka migowego- to lepsza inwestycja w przyszłość :)
Piktogramy i systemy obrazkowego komunikacji alternatywnej okazały się dla nas zbyt skomplikowane w użyciu i obsłudze - jednak gest można zabrać ze sobą wszędzie i tu zdecydowało właśnie wygodnictwo w pewnym sensie ;)
Od kiedy Ignaś ćwiczy komunikację gestem sprawność jego rączek też wzrosła. Nie chcę gloryfikować migania, i skłonna jestem raczej twierdzić, że polepszająca się motoryka mała daje Ignacowi możliwości opanowania coraz większej ilości gestów, a nie odwrotnie. Samo jednak miganie z pewnością nie pozostaje bez korzystnego wpływu na jego rozwój poznawczy- tak sądzę (jak śpiewała pewna piosenkarka nawet: "bardziej to czuję, niż wiem" ;)).

Dzięki spotkaniu w czwartkowy wieczór dotarłam do cennych dla mnie informacji, które nieco uciszają moje wątpliwości i dowiedziałam się, jaka jest różnica pomiędzy PJM i SJM :) Dostałam też kilka drobnych, ale jakże cennych, wskazówek "metodycznych"- że tak to określę- jak uczyć moje dziecko dalszego migania... I przede wszystkim otrzymałam niezły ładunek otuchy i wsparcia, że to co robię, jest cenne, nie karygodne i ma swój sens. I nie szkodzi!

Szkoda, że tego typu spotkań nie było w moim życiu więcej. Mam nadzieję, ze to się zmieni ....

Tymczasem, zamieszczam poniżej linki, które warto przeczytać, jeśli zmaga się z takimi, jak moje, wątpliwościami (znalazłam je na stronie Pana Olgierda: http://jezykmigowy.org.pl/):

http://jezykmigowy.org.pl/index.php?pokazgal=149&r=m&t=Media%20o%20jezyku%20migowym

http://jezykmigowy.org.pl/index.php?pokazgal=142&r=m&t=Media%20o%20jezyku%20migowym 

- (ten, szczególnie dla mnie interesujący, gdyż poruszający problem migania od strony neurologicznej budowy mózgu: okazuje się, że w proces migania angażują się te same ośrodki mózgowe, co w proces mowy - Brocka i Wernickego. Być może, choć nie chcę popełnić nadużycia interpretacyjnego, wyjaśniałoby to fakt, że miganie utorowało drogę słowom Ignasia, trenując i wzmacniając właśnie te obszary mózgu).

Bardzo to wszystko jest dla mnie interesujące. Nie wiem, czy dla Was również?
Niestety nie mam poczucia, że wyczerpałam zagadnienie, więc będę z pewnością powracać do wątku... Ale tyle już znieśliście przy nas, więc ufam, że zniesiecie i to ;)

Komentarze

  1. Ty wiesz, że bardzo się cieszę i z całych sił Wam kibicuję, prawda? :*

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie cieszę się, że mogłam podrzucić informację na temat ciekawego spotkania :)
    Ja przyznam szczerze, że najbardziej obawiałam się chyba, jak to będzie rozmawiać o języku migowym w gronie mam dzieci pełnosprawnych. Zapewne niepotrzebnie.
    My z języka migowego nie korzystamy, ale już wcześniej postanowiłam nauczyć się chociaż kilku podstawowych zwrotów oraz odświeżyć znajomość liter :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę - i pozdrawiam serdecznie MamoAdasia!

      Usuń
  3. Fajnie, że i u Was jest miganie. To super sprawa.
    Bo to tak właśnie jest: dziecko musi najpierw załapać, po co mu komunikacja. Później uczy się tej komunikacji z sukcesem używać w taki sposób, jak potrafi. Bardzo wiele dzieci zanim nauczy się mówić werbalnie pokazuje, czego chce, wymyślając przy tym własne gesty, które rozumieją (lub nie) tylko najbliżsi. A później ta komunikacja przechodzi w mowę czynną.
    Masz rację, że miganie aktywuje ośrodki mowy ORAZ korę ruchową, zatem im więcej migania tym lepsza motoryka i odwrotnie :) im więcej migania tym więcej komunikacji (migowej lub słownej) :)
    W niektórych krajach (USA oczywiście) są organizowane spotkania dla rodziców z niemowlakami, na których uczy się ich wszystkich niektórych gestów j. migowego. Dzieci znacznie wcześniej są w stanie pokazać gest niż wypowiedzieć słowo, zatem są znacznie wcześniej w stanie się komunikować. To pociąga za sobą ich dalszy rozwój.
    Ja też do mojego Aspika daaawno temu migałam kilkoma podstawowymi gestami (pić, jeść, zabawa...) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak- słyszałam, że w USA język migowym jest czwartym obcym językiem rozpowszechnianym w społeczeństwie.... Nauka migania niemowląt zmniejsza ich ewentualną frustrację, buduje poczucie wpływu i sprawczości i oczywiście rozwój poznawczy katalizuje.
      Dzięki za te słowa i odwiedziny, Mamo Aspika. Pozdrawiam :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.