18 października 2015

Wpis leniwy, pochmurny i chłodny. Tak bywa.

Ech, te emocje... Co byśmy bez nich zrobili? Życie byłoby nudne, ale być może znośniejsze? ;)

Piszę te słowa w niedzielę około południa - trzy dni po dwóch emocjonujących wydarzeniach z naszego życia (Ignasia i mojego), które chyba  jednak wyczerpały moją energię na tyle, że wylądowałam w łóżku z nastrojem minorowym...
Taki mały paradoks. Powodów do radości całe mnóstwo, a ja się ślimaczę i guzdram, wycofując na wcześniej upatrzone (upragnione) pozycje... 
Moje doświadczenie podpowiada mi jeden wniosek: zmęczenie. No i ta szarzyzna za oknem....

Tym niemniej: wyprawa do teatru udała się znakomicie :) Ignaś wrócił zadowolony, choć relację zdał mi nad wyraz ubogą z samego spektaklu. Co właściwie koresponduje z zasobem jego aktualnego słownictwa, więc nie zdziwiło mnie wcale ;)

Z relacji zaś Pań Przedszkolanek- poradził sobie wzorowo, szybko opanowując lekki niepokój, związany z nowym miejscem, nieznanymi okolicznościami oraz przygasającymi światłami, teatralnymi dzwonkami i czasem trwania spektaklu. Ogólnie imprezę należy uznać za udaną, zaś tę formę obcowania naszego Perszinga ze sztuką za dostępną dla nas... Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że dotychczas raczej omijaliśmy takie przybytki kultury z Ignasiem, oceniając je jako zbyt wymagające dla niego i przepełnione zbyt dużą dawką różnorodnych bodźców, które mogłyby okazać się raczej obciążające, zamiast atrakcyjne.

Czasem jednak warto odpuścić sobie granie pierwszych skrzypiec w życiu swojego dziecka i pozwolić Innym uczyć go świata. Okazuje się bowiem, że to, co w odczuciu matki bywa jeszcze nieosiągalne dla dziecka, w opinii Innych jest w sam raz i możliwe do zrealizowania :)

Także, ten tego.... do Teatru już wybrać się z Ignacym możemy. Ścieżka została przetarta ;)


Musicie mi wybaczyć, o co Was bardzo proszę, ton dzisiejszego wpisu... Słowa niespecjalnie mi się piszą, układają zaś jeszcze toporniej. Jednak, by nie zostawiać tematów otwartych na wieczność, niedokończonych, oddaję Wam właśnie taki koślawy wpis. Niedzielny. Leniwy. Pochmurny. I chłodny ;)

Pozdrawiam...

1 komentarz:

  1. cieszę się, że w teatrze wszystko wypadło dobrze :-) :-) :-)
    wpis wcale nie koślawy :P
    pozdrawiam cieplutko mimo pluchy za oknem
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń