Z przytupem ;)

Listopad rozpoczęliśmy z takim przytupem, że do dziś nie możemy się otrząsnąć ;) (i pozbierać).
I tak, mija dzień za dniem, pełne wrażeń, a po imprezie urodzinowej pozostały już tylko wspomnienia :)

Sporo się zastanawiałam, jak ten wieczór poubierać w słowa, jakim komentarzem go opatrzyć?
Czy w ogóle komentarz jest potrzebny? 
Mędrkowałam, mędrkowałam i nic.
Doszłam bowiem do wniosku, że właściwie nie wydarzyło się nic szczególnego...
Przyjęcie urodzinowe. Dwugodzinna impreza dla kosmicznie szczęśliwych czterolatków, które w moim skromnym odczuciu mają w sobie niepoliczone pokłady radości i energii. Tak, jak to dzieci.

Gdyby Ignaś był zupełnie zdrowym przedszkolakiem, zapewne też urządzilibyśmy mu takie urodziny. Zwyczajnie. Tak, jak to miało miejsce z jego starszymi braćmi.
Zwykłe kinder-party. 
I z tej perspektywy nie wydarzyło się nic szczególnego.

Ponieważ jednak były to pierwsze tego typu urodziny naszego Perszinga, nie obyło się bez wzruszenia i przejęcia ;) Zwłaszcza w chwili, gdy Ignacy witał swoich małych Gości i przyjmował od nich życzenia i upominki :) Widok- bezcenny.

A poza tym- klasyk, proszę Państwa, czyli tak:


był wielki powitalny napis na ścianie ;)


był 'tort' z pięcioma świeczkami ;)


było malowanie tatuaży dla chętnych....


było wspólne pałaszowanie słodkości w krótkich przerwach na wystudzenie silników ;)


i świeczki były, i śpiewanie "sto lat"....


i na koniec, gdy już wszyscy przeżyli w całkiem niezłej formie, było również zdjęcie pamiątkowe :)




Podsumowując zgrabnie: było sporo świetnej zabawy, mnóstwo śmiechów, krzyków i gonitwy po kolorowych zjeżdżalniach i labiryntach, strzelanie z kulek, zero guzów, kilka wywrotek i była przy tym wszystkim prawdziwa, najlepsza pod słońcem, integracja :D

Widzimy się za rok, Dzieciaki?
no, baaaaa.......


PS.
Nie będę owijać w bawełnę ani przed Wami jednak ukrywać... za nic w świecie nie urządziłabym takich urodzin w naszym domu :) Ilość energii, prędkość światła, z jaką poruszali się chłopcy, entuzjazm, jaki sobie okazywali, przekroczył moje najśmielsze wyobrażenia ;) Cóż, pamięć zaciera wspomnienia, a Ignaś ma swoje ograniczenia, zapomniałam więc w międzyczasie, jaką niespożytą energię mają zdrowi chłopcy i dziewczynki gdy ich jedynym celem jest BAWIĆ SIĘ :)

PS2.
No dobra, niech będzie...
Przeżywałam. Każdy by przeżywał, prawda? I już po wszystkim powiem otwarcie, że strasznie się cieszę, ja- czterdziestoletnia- że tyle dzieci przyszło na to przyjęcie :) Co wybitnie pokazuje w czyjej głowie czai się ograniczenie i niepewność, kompletnie nieuzasadnione i śmieszne :P. Dziękuję tym samym wszystkim Rodzicom, którzy tak chętnie przyjęli zaproszenia dla swoich Pociech i tak naturalnie na nie odpowiedzieli. Nie wybiegając zbyt daleko w przyszłość, na dziś wiem, że jest dobrze :)

PS3.
Prezenty zasypały Ignasia. Ale ja wiem.... że największym prezentem była dla niego wspólna zabawa i to, jaki się poczuł ważny, będąc częścią tej rozbrykanej grupy.

PS4.
Mamy też przemiłą wiadomość, która tak jakoś wydaje mi się związana z powyższym.... Ignaś dostał zaproszenie na urodziny kolegi :) Czy pójdziemy?- pytanie.... Jasne, że tak! Dziękujemy :)

PS5.... nie będzie :)
pozdrawiam!

Komentarze

  1. Anita! Ależ on śmignął. Po prostu jestem taka szczęśliwa, że Was zaraz zobaczę! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko matko matko a my to przegapilismy!!!!!!!!!!!!!!!!! Jak mogłam????
    Wybaczysz Ignasiu?
    Już wkrótce ciotka CIę wyściska i osobiście poprosi o wybaczenie :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.