03 grudnia 2015

Budowanie. Pomimo.

O akceptacji można pisać na milion sposobów.
Przychodzi taki czas, że staje się ona priorytetem w życiu rodzica. Każdego rodzica, każdego dziecka. Tak myślę.

Kto z nas- jeśli ma pod swoimi skrzydłami jakiegoś Maluszka- nie przygląda się wnikliwie relacjom swojego smyka z innymi dziećmi? Kto nie czuwa, by nie spadł ze ślizgawki, by nie sypał piaskiem w oczy innym w piaskownicy, by dzielił się zabawkami? i - by był akceptowany i lubiany przez inne dzieci?

Bardzo bym chciała, by moje dzieci miały przyjaciół- cha, górnolotnie napisane, prawda? No, to przynajmniej znajomych, kolegów... To moje chciejstwo nie jest wyjątkowe, podzielają je wszyscy członkowie naszej rodziny, mówią o tym starsi synowie, myślą babcie.... Chce ich mieć również Ignacy. Banalna sprawa. Ale paradoksalnie nie łatwa.



Inności Ignasia musimy się uczyć. Taka wiedza nie była i nie jest nam dana, jak jakiś ekstra dar od losu. Nie urodziliśmy się z nią.  Nie mieliśmy jej w sobie nawet w chwili przyjścia Ignasia na świat.....
Uczymy się systematycznie. Kolokwium zdajemy non stop. Życie nas ocenia, sama relacja z synem jest wykładnikiem naszej pilności. Zdarza mi się narzekać i skarżyć, z takiego prostego ludzkiego zmęczenia. A na to, że jestem nieustannym tłumaczem konsekutywnym, albo, że nie rozumiem, czego chce ode mnie mój syn. Czasem jest pod górkę z tym wszystkim. Po prostu.

Ale my mamy marne szanse na wymiganie się od lekcji, jaką dało nam życie. Zostaliśmy postawieni w obliczu wyzwania i je podejmujemy, ostatecznie czerpiąc z niego satysfakcję. Każdy postęp w naszej relacji, każda zmiana w Ignaca możliwościach, daje nam motywację na "dalej". Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. To MOJE życie. Takie jest. Zgadzam się na to.

Pisząc to wszystko chciałam powiedzieć, że też musiałam się nauczyć akceptacji mojego dziecka, a właściwie jego zachowań i ograniczeń. I wciąż to czynię, nieustannie.

Integracja jest wynikiem nauki akceptacji. Ta zaś jest żywym, aktywnym procesem, który trzeba gdzieś zapoczątkować, lecz później czynnie w nim uczestniczyć, zaangażować sięOna się niestety nie dzieje sama :( 

Co innego tolerancja. Ona nie wymaga zaangażowania. Może istnieć samodzielnie, nie oczekując od nas włączania się w działanie. I taką tolerancję z pewnością Ignacy otrzymuje od świata. Od dzieci w przedszkolu również. Od dorosłych, którzy stają na naszej drodze, zazwyczaj.
Sama tolerancja nie prowadzi jednak ani do akceptacji, ani tym bardziej nie integruje żadnych Światów.


Zbyt dużo chcę- pomyślicie zapewne. W głowie jej się przewraca- dodacie?
Być może. 
Ja jednak chciałabym, by moje dziecko było nie tyle tolerowane- choć to i tak wiele. Chciałabym, by było akceptowane, włączane w życie, by się integrowało ze światem i by świat zechciał się zintegrować z nim, pomimo jego trudności. 

To dlatego zabieramy Ignaca we wszystkie miejsca dla niego odpowiednie, w których bywamy. Chcemy go uczyć świata. I uczyć świat Ignacego. Chodzimy praktycznie wszędzie: do sklepów, do galerii, do muzeów, do kawiarni i restauracji, na koncerty (o ile nie są zbyt rockowe i głośne ;)). Na basen, do kościoła, na place zabaw, jeździmy autobusem, tramwajem, pociągiem. Czasami pozwalam mu załatwić proste sprawy samodzielnie- niech próbuje, stara się, doświadcza. Idzie więc Ignaś do sklepu i mówi do Pani ekspedientki swoje przeciągłe i niewyraźne "cześśś". Podaje jej pieniążki i pokazuje na migi, co chce. Czasem się udaje, ale niekiedy muszę wkroczyć z pomocą obu stronom. Znów "robię za tłumacza", objaśniam, poprawiam.... Powodzenie takich misji zależy w równym stopniu od umiejętności Ignacego, co od otwartości osoby, do której wychodzi on z inicjatywą. Czasem dogadają się sami, a ja stoję z boku i błogo się uśmiecham, czasem dorosły z zadziwieniem szuka w moim spojrzeniu wsparcia. 

Robimy wiele. A ostatnio jeszcze więcej.


Od początku listopada udaje nam się spotykać z kolegami i koleżankami Ignasia z przedszkola poza samym przedszkolem. Zapraszamy ich do siebie. Dziś zostaliśmy zaproszeni z rewizytą do kolegi. Obserwuję uważnie te spotkania i stawiam sobie pytania, odpędzam niepokoje, cieszę się, kiedy dzieci się sobą interesują. Bywa z tym jednak różnie. Jedne spotkania udają się bardziej, inne mniej. To zależy od dzieci. Od temperamentu odwiedzających nas Maluszków. Ale sądzę, że również od czegoś jeszcze...

Ignacy do wszystkich dzieci nastawiony jest pozytywnie. Cieszy się na ich przyjście bądź spotkanie ogromnie!!!. Do tego stopnia, że zdarzyło mu się prawie zjechać po schodach w dół, gdy szliśmy otwierać kiedyś drzwi Gościom (na szczęście trzymałam go za rękę i obyło się bez wypadku). Zabiera od dzieci kurteczkę, niesie ją do garderoby, łapie za rączkę i wprowadza z nieskrywaną ekscytacją na piętro. Czasem chce oprowadzić po całym domu, pokazać wszystkie zakamarki, zabawki. Chwali się i przeżywa maksymalnie.
Dzieci zazwyczaj czują się onieśmielone. Wiadomo- nowe miejsce, nowy dom, ale również- nietypowy Gospodarz. Nie mówi, inaczej się chwilami zachowuje, wielu rzeczy nie potrafi tak sprawnie wykonać, jak one, mimo, że jest starszy. Sądzę, że dzieci wykazują się wspaniałą tolerancją i życzliwością, odwiedzając Ignaca. Bardzo to doceniam. Myślę jednak, że też trochę się go obawiają, bo jest Inny. W domu wyraźnie to widać. W przedszkolu jest wiele dzieci, można się bawić z każdym. Podczas odwiedzin indywidualnych dzieci postawione są przed dużym dla nich wyzwaniem, nie ukrywajmy. Dlatego myślę, że są bardzo dzielne i odważne. Odważne, bo mają w sobie gotowość na poznanie inności. Dzielne- bo lepiej lub gorzej, ale starają się sobie z nią poradzić. I tutaj jest miejsce i czas dla nas- dorosłych.

Zwykle staram się jak mogę wyjaśniać dzieciom różne zachowania Ignaca. Nie usprawiedliwiam go jednak, gdy jest niegrzeczny. Wyjaśniam, gdy jego nieporadność może wzbudzić w innym dziecku lęk lub niechęć. Jednocześnie mocno zwracam uwagę na naukę Ignacego odpowiednich form komunikowania się z innymi,  odpowiednich zachowań wobec nich. Zawsze wymagam, by przeprosił, gdy kogoś skrzywdzi- umyślnie, bądź nie, co też się zdarza. Uciszam, gdy krzyczy zbyt głośno. Tłumaczę, gdy łapie zbyt mocno. Ale staram się nie ingerować w zabawy. Pozostawiam to dzieciom. Czasami dzieci bawią się obok siebie, ale widzę w tym pewną jedność, wspólnotę. Coś sobie wymienią z Ignasiem, coś ustalą, czasem się posprzeczają;), czasem sobie ustąpią i każde z nich pogrąża się w swojej zabawie. Jest jednak jakaś między nimi interakcja.

Ale czasami bawią się zupełnie same, jakby odizolowane, nie zwracając uwagi na Ignacego, omijając go kompletnie, trochę jakby zagubione w całej tej dziwnej dla nich sytuacji. Szybko się też wówczas nużą wizytą. Zawsze mam z tyłu głowy fakt, że to dopiero czterolatki, naprawdę dzielne czterolatki, które wspaniale radzą sobie z nową dla nich, trudną też być może, sytuacją. I jestem dla nich pełna podziwu :)

Jestem przekonana, że jeśli się dzieciom wyjaśni, co jest powodem inności, z jaką się zderzają (trochę z naszego- dorosłych- wyboru- nie ich własnego przecież jeszcze), jest im dużo łatwiej poradzić sobie z "problemem". One też potrzebują się nauczyć akceptacji Inności, zwłaszcza, jeśli uczęszczają (z wyboru dorosłych) do placówki integracyjnej. Dziś widzę i rozumiem, że jest to wyzwanie dla wszystkich. Wyzwanie, które wymaga włożenia pewnego wysiłku, psychologicznego- powiedzmy, i które ma szansę zaprocentować w przyszłości. Pod warunkiem, że nie wrzucimy dzieci na głęboką wodę bez wsparcia, czyli bez objaśniania im Świata. A nasz Świat- Świat niepełnosprawności- trzeba wyjaśniać tak samo, jak wyjaśnia się dzieciom każde ludzkie i ziemskie zjawisko, z którym ma ono do czynienia:) Brak takich wyjaśnień jest dla nich źródłem dodatkowego stresu po prostu. I w ostateczności- zniechęca do poznawania, zaś zachęca do unikania i odrzucania.


O tym, jak postanowiłam objaśniać nasz świat Dzieciom, napiszę kolejnym razem. Dziś już i tak poświęciliście nam sporo czasu :)
Za co Wam dziękuję, bardzo. mama.

1 komentarz:

  1. tak, to chyba trudne uczyć dziecka tej Inności....
    no, ale chyba przez takie wizyty dzieci mają możliwość lepszego poznania....
    oby wizyty zawsze były spokojne :-)
    pozdrawiam
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń