Przeprawa

Oczekuję jej jutro, choć wolałabym jej sobie zaoszczędzić.
Jej widmo krąży nad nami od jakichś trzech lat, czyli od momentu, gdy po raz ostatni zgodziłam się zaszczepić Ignasia szczepionką skojarzoną.

Szykuję się na nią psychicznie, składam chrono- i logicznie dokumentację, tak, by po raz kolejny w życiu wyjść na głupca w obliczu wiedzy medycznej i "braku przeciwwskazań". 

Na szczęście nie będę tam sama, poprosiłam tym razem męża by mi towarzyszył, czuję bowiem, że to będzie trudna rozmowa i nie chcę jej prowadzić sama.

Ignacy otrzymał dwa cykle szczepionek. Zakończyliśmy ten proces po drugim, gdy jego wątroba na skutek rotawirusa chyba oznajmiła swoją niewydolność. Wówczas czara się przelała, zaś lęk urósł już we mnie tak bardzo, że podjęłam rozpaczliwą decyzję o stawianiu czoła wszelkim naciskom i namowom podania mu kolejnych dawek szczepionek.
Możecie tego nie rozumieć, ani nie pochwalać. Ja jednak wiem, że mam prawo podejmować suwerenną decyzję w tej sprawie, nawet kosztem bycia nękaną i straszoną przez Sanepid, pod groźbą kary administracyjnej czy grzywny.


Jak długo jeszcze będę poszukiwać wsparcia w opinii lekarzy, by odroczyć Ignacego od kolejnych dawek szczepionek, nie wiem. Czasem jestem już tym wyczerpana, zwłaszcza, gdy znajduję w skrzynce pocztowej kolejne, podnoszące mi ciśnienie pismo....
Nasza rodzinna Pani Pediatra na szczęście mnie wspiera i wydaje się, że rozumie nawet. Wstawiła się za nami w lokalnej stacji Sanepid'u, gdzie gorliwe Panie urzędniczki groziły wystosowaniem kolejnego oficjalnego pisma i przymuszaniem mnie grzywną. Cóż, gdy wyjaśnienia Pani Doktor okazały się niewystarczające, potrzebne jest pismo odraczające, którego wystawić się nie zdecydowała, albo sąd. Doszło do tego, że nawet sama Pani Doktor odbiera telefony ponaglające ze stacji, ja zaś termin wizyty trzy miesiące temu zarezerwowałam w Poradni Szczepień na dzień jutrzejszy- wcześniejszego nie było.

I podczas gdy Wy będziecie jutro popijać drugą poranną kawę w pracy, ja będę tłumaczyć moją obawę i spostrzeżenia kolejnej lekarce i narażać się na niezrozumienie tudzież lekceważenie moich obaw. Które są proste i niestety już niereformowalne. Boję się jak ognia jedynie tego, że Ignaś może mieć jakieś powikłania poszczepienne. I regres. Najgłupszy z możliwych. Jeśli znajdę kogoś, kto mi zagwarantuje wzięciem na siebie odpowiedzialności za taką ewentualność i podpisze się pod tym- zaszczepię. W przeciwnym razie- nigdy. Niestety. Gdyż ja takich możliwych (choć niekoniecznych) konsekwencji po prostu już nie udźwignę. 


Niewtajemniczonym wyjaśnię jedynie, że w krótkim odstępie czasu (1-4 tygodnie) po każdym szczepieniu przeciwko WZW B w okresie niemowlęctwa u Ignasia występowało zapalenie wątroby i żółtaczka o nieustalonej etiologii. To właściwie mi wystarczy by się po prostu bać kolejnego. Zaś opisane w jednej z ulotek powikłanie o nazwie "encefalopatia" przywodzi mi na myśl wynik pierwszego rezonansu magnetycznego mózgu Ignasia.
Dlatego, cokolwiek ktokolwiek próbowałby mi tłumaczyć- niewiele to da. Bo nic mnie nie zmusi do podjęcia kolejnego tego kalibru ryzyka.....


Trzymajcie, proszę, kciuki. Choć trochę.....


PS. Krztusiec i szkarlatynę mamy już za sobą. Właściwie boimy się tylko odry i tężca. I tyle.

Komentarze

  1. W pełni rozumiem obawy. Trzymam kciuki.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. W pełni rozumiem obawy. Trzymam kciuki.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Mimo, źr generalnie jestem zwolenniczką szczepionek i uważam, że uciekanie przed nimi na zapas jest nierozsądne, o tyle w Waszym przypadku w pełni to rozumiem i popieram! Może Ignaś jest właśnie tym jednym przypadkiem na milion, który szczepiony być nie powinien? A widząc ogrom pracy i niesamowite postępy, które zrobiliście, nie dziwie się, że nie chcecie stracić choćby fragmenciku. Pozdrawiam i trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.