23 grudnia 2015

Święta

Przed Świętami, czyli dziś, trzeba mi się szczególnie zmobilizować. A to sztuka nie lada, zwłaszcza, gdy za oknem wiosna ;)

Jak to jest, że właśnie teraz tyle zdarzeń pogania jedno drugie?

Bo i koncert kolęd wczoraj, Jasełka w ubiegłym tygodniu, wizyta u lekarza i spotkanie autorskie? A między tym pierniczki, których nie upiekłam i nie upiekę już pewnie, zepsuty robot kuchenny, skutecznie rozgrzeszający mnie z opieszałości cukierniczej, choinka gubiąca już pierwsze igiełki i premiera Gwiezdnych Wojen, które kuszą bardziej, niż świąteczne porządki.

Święta...


Jasełka przedszkolne udały się wybornie tego roku. Nasz Pastuszek poradził sobie rewelacyjnie, i choć nie śpiewał z dziećmi, to tańczył, odgrywał rolę w punkt i nie pomylił się ani razu. Kto był, ten widział, jak pękaliśmy z przejęcia i dumy. Nawet tata się pojawił punktualnie w drzwiach sali, czym zrobił nam najpiękniejszą niespodziankę, bo wiadomo- praca zawodowa....
I choć Ignaś znowu nie zaśpiewał w tym roku żadnej kolędy, to wraz z dziećmi zamigał przebojowo "Lulajże Jezuniu" po raz pierwszy w życiu, choć jestem pewna- nie ostatni.




Żeby poradzić sobie z całorocznym, kumulującym się akurat w grudniu, zmęczeniem, postanowiliśmy odwrócić skutecznie naszą uwagę i życie od przedświątecznych porządków, zakupów, szaleństwa i naszą sprawdzoną już metodą, uciekaliśmy w świat przyjemnie spędzanego rodzinnego czasu.

I tak, w ubiegłą niedzielę, zupełnym już, ciemnym wieczorem, ruszyliśmy na pewną fascynującą wystawę, z której przywieźliśmy takie wspomnienia: puste przestrzenie, eksponaty prawie wyłącznie do naszej dyspozycji, cisza, spokój, brak tłumów (bo wszyscy na zakupach ;)) i mnóstwo czasu, by bawić się kolejkami.... Ignacy był przeszczęśliwy :) A my razem z nim.










W trakcie tej wycieczki zaskoczyła mnie pewna obserwacja zachowania mojego Syna. I dała sporo do myślenia.... Otóż- Ignaś zabrał z sobą znalezionego gdzieś w jednej z szuflad, niedziałającego już, pilota od sprzętu stereo. A ponieważ od miesiąca całkowicie ograniczamy mu dostęp do telefonów komórkowych, bo stały się one źródłem niepokojącego mnie uzależnienia, pilot ów zamienił się w jego rączkach w wyimaginowany telefon, którym na przemian to dzwonił do swojej ukochanej Babci, opowiadając jej w swoim narzeczu wrażenia z wystawy, to znów "pstrykając" zdjęcia tym konstrukcjom, które najbardziej go urzekły...
Niezwyczajny był to widok. Trochę zawstydzający nas, dorosłych, a tak dobrze oddający ducha obecnych czasów... Podziałał na mnie oczywiście jak kubeł jeszcze zimniejszej wody, pokazując, jak mistrzowskim obserwatorem otoczenia jest nasz 5-latek...

Także, ten... tego...

Święta. Są dla nas coraz większym wyzwaniem duchowym... Ale mam wrażenie, że udało nam się nie zginąć pod ostrzałem reklam i marketingowej nagonki... 

Jutro przyjadą goście. Będzie tak po naszemu- niespiesznie, z nieumytymi oknami, w delikatnym chaosie.

I Wam tego samego życzymy: bądźcie sobą. Czujcie się z sobą tak dobrze, jak to tylko możliwe. Bądźcie. Po prostu. I w zdrowiu.





2 komentarze:

  1. Dziękujemy :) Jeszcze raz- spokojnych, niespiesznych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My również dziękujemy za życzenia- te i poprzednie :) To właśnie komentarz pod ostatnim postem zmobilizował mnie, by się przed świętami uaktywnić trochę na blogu. Dziękuję :)

      Usuń