Zagadka rozwikłana ;)

Jednak nie zdecydowaliśmy się na zwiększenie częstotliwości domowych zajęć logopedycznych, kosztem zajęć w przedszkolu. Okazało się to bowiem niepotrzebne :)

Zagadka rozwiązała się sama i problem niechęci do zajęć z "Ułą" (dla przypomnienia klik, klik) jakby zniknął, wyblakł, a w każdym razie stał się mniej uciążliwy i dla nas, i dla samego Ignasia. Okazało się bowiem, że Ignacy się bał....
Jednej konkretnej sytuacji, którą źle zinterpretował i która pozostała w nim taka właśnie zawikłana i budząca jego (dla nas niewytłumaczalny) niepokój. 
Podczas jednych z pierwszych zajęć z panią Logopedą zadzwonił jej telefon, a że był pilny bardzo i wyjątkowo ważny- Pani odebrała połączenie. Rozmowa toczyła się wartko i padło w niej kilkakrotnie słowo: "tato". Co niechybnie Ignacemu skojarzyło się z tatą jego własnym i musiało sobie dziecko wytłumaczyć, że pani Logopeda dzwoni do jego osobistego taty i opowiada o tym, co się dzieje na zajęciach. A nie zawsze dzieje się rewelacyjnie, bo zajęcia wymagają wysiłku i różnie to z zaangażowaniem Ignasia bywa zapewne...

No i "Uła"+ [telefon] + tata" wyjaśniło całą trudność Ignasia i niechęć.
Po wielokrotnym zapewnieniu, że pani Logopeda nie dzwoni do taty, bo nie ma do niego nr telefonu, Ignacy jakby odetchnął z ulgą, otarł łezki i zgodził się pójść na próbę na zajęcia. Wrócił z cukierkami, zadowolony i ucieszony, że tym razem telefon się nie odzywał w trakcie zajęć.

I w całej tej historii pouczające dla mnie jest to, że nie mam pewności, czy dobrze zrozumiałam obawy mojego dziecka? Ta sekwencja słów mogła oznaczać jeszcze przynajmniej dwa inne zdania. Ale to jedno przyniosło ukojenie, więc ufam, że dobrze trafiłam.
Pani Logopeda już też poinformowana o sprawie- zresztą Ona sama podała podczas naszej wspólnej narady taki możliwy powód niechęci Ignasia do spotkań z nią, przeczuwając niejako, że to może być przyczyną lęku i płaczu przed zajęciami z nią.

Mam nadzieję, że kryzys został opanowany przynajmniej na jakiś czas. A umiejętności językowe Ignasia będą się na tyle poprawiać, że będzie mi łatwiej mu pomagać w takich, rzadkich, ale trudnych chwilach.

Tymczasem- o czym wspominałam na FB- Ignacy odkrył w sobie pasję :) Prawdziwą. Wielką. Pochłaniającą go bez reszty od bladego świtu do rozgwieżdżonych nocy.
Tak oto rozpoczyna on swoje dni i kończy- spójrzcie:






I nic go tak nie zajmuje i nie wciąga w ostatnim tygodniu, jak muzyka, śpiew, aplauz, widownia i testowanie własnego głosu. Koniecznie z mikrofonem (nie działającym niestety, ale od czego się ma wyobraźnię)....

Tymczasem, Ciekawych pasji mamy zapraszam gorąco do Czapek :) Wczoraj, dziś i jutro (a kto wie?- może i pojutrze) pojawiają się nowe wpisy- nadrabiam zaległości nawet sprzed świąt ;)


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.