Posty

Wyświetlanie postów z luty, 2016

Gorączka trawi nas! Ale jaka?...

Obraz
Miało być różowo i chwilowo było. Tak do około 13:30, tuż po obiedzie,  w planach pojawiła się możliwość spaceru... Trzecie oko matczynej intuicji, którą- jak się okazuje, można całkiem nieźle zmylić i wykiwać uśmiechami, energią i zabawą w chowanego i podwójnym zwycięstwem w UNO- postanowiło spojrzeć uważniej, zwłaszcza, że bladość jakaś zalała twarzyczkę pociągłą Ignasia.

I bańka prysnęła, a w zamian pojawiły się złowieszcze 38,6 kresek na termometrze. 
Rzuciliśmy się w te pędy do lekarza i przyznać muszę, że stać mnie na wiele- przynajmniej tak od dzisiaj zaczynam o sobie myśleć. W 10 minut ubrać siebie i nagle słaniającego się Ignasia (chyba na wieść o tym, że jednak ma gorączkę i że idziemy jednak do lekarza), zapakować go do wozu i dojechać, zaparkować pod, po czym wtachać go wtulonego w ramiona me własne do lekarskiego gabinetu tuż przed godz. 14:00! Kłaniam się sobie w pas ;)

A poważnie- choroba nie odpuszcza, niestety, choć wczoraj nas zmyliła i poluzowała swój uścisk.
Czekamy do…

W czas :)

Obraz
No. Blog wymieciony z nadmiaru, podobnie jak szafy i piwnice :) Wspaniałe uczucie, zapewniam!

Tymczasem stwierdzić należy z całą stanowczością i uznaniem dla Sprawcy, iż wykazuje się on nadzwyczajnym wyczuciem czasu i empatią wobec matki- opiekunki. Albowiem wybrał sobie wyśmienity czas na chorowanie, w znaczeniu: gorączka, polegiwanie na kanapie, milion życzeń na godzinę (nie na minutę- podkreślić należy uczciwie), osłabiony apetyt i uciążliwa nuda.... 
Byłaby niechybnie, gdyby nie fakt, że choroba Ignaca zbiegła się wspaniale z odwiedzinami Babci :)

Dzięki tej koincydencji mama może spokojnie: wziąć kąpiel o poranku (po nocach siedzi i pisze, podaje syropy i mierzy temperaturę z częstotliwością od "co godzinę", po "raz na trzy godziny"), odespać zarwane nocki, by w godzinach popołudniowych nie przypominać zombie, wyskoczyć do sklepu bez jęzora na brodzie i palpitacji serca, pozałatwiać pewne wyjątkowe sprawy 30 km od domu (wprawdzie z poczuciem winy za pazuchą, ale …

Który to już raz?

Obraz
Wydaje mi się, że czwarty, ale głowy nie dam (zbyt cenna dla mnie ;)).
Tak czy inaczej, z pewnością trzy edycje pamiętam, a najbardziej tą, w której po prostu nie miałam siły wziąć udziału, choć chęci mnie nie opuszczały ;)

Powzięłam więc mocne postanowienie poprawy i niniejszym zapraszam Was, Drodzy Czytelnicy, do zajrzenia na stronę wydarzenia Handmade for Hope - edycja Wielkanoc 2016. Można będzie  w jego trakcie nabyć niepowtarzalne upominki, wspierając szczytny cel- poszukiwanie leku hamującego nieuleczalną jak dotąd chorobę, czyli rdzeniowy zanik mięśni.

Ta edycja Handmade for Hope, organizowana przez Fundację SMA, prócz tradycyjnych już licytacji przedmiotów wykonanych przez uczestników wydarzenia własnoręcznie (!), daje możliwość wystawianie przedmiotów na aukcjach charytatywnych (Charytatywni.Allegro) oraz licytowania książek! Można więc zaangażować się wielorako: zrobić coś samodzielnie na licytację (ja preferuję ten wariant), wystawić przedmiot na aukcji charytatywnej, podarow…

Tour de la Rodzina

Obraz
Całą naszą pięcioosobową rodziną czekaliśmy na ten moment. Wszystko było ustalone już dużo wcześniej, pozostało nam się jedynie spakować i ruszyć w drogę. To były zdecydowanie najwspanialsze "ferie" od bez mała 3 lat. Znakomicie udane. Spędzone w gronie Rodziny ze strony Taty. Pełne życzliwości. Przesympatycznych spotkań, na które na co dzień zwyczajnie brakuje sił i czasu. Spokojne. Leniwe. Komfortowe. Smaczne. Wypełnione dziecięcymi śmiechami i baraszkowaniem kuzynostwa. Kompletnie odrywające nas od trosk i miliarda różnych spraw do załatwienia. Czuliśmy się jak goście, byliśmy w gościach i napawaliśmy się tym stanem bez najdrobniejszych choćby znamion wyrzutów sumienia :)
Serdecznie dziękujemy całej naszej Rodzinie z Jaworzna i Bukowna, gdyż w tamte to okolice nas zwiało tym razem. Zaś w szczególności Cioci Oli i Wujkowi Bartkowi, którzy udostępnili nam swoje mieszkanie na całych 5 dni, byśmy mogli poczuć się jak królowie (i królowa ;)). 
Do dziś wspominamy wtorkowe ognisko (…

Zimo-wiosna, czyli ferie po naszemu.

Obraz
Po tak trudnym wywodzie, jaki zaserwowałam Wam i sobie ostatnim razem, dziś nie planuję żadnych ekstremalnych wynurzeń. Odbijam się lekko od dna i mogę śmiało podryfować na fali lżejszego nastroju:) 

Macie ochotę na odrobinę fotowspomnień? Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że zwyczajnie się Wam one należą. Za całą cierpliwość, którą mi okazujecie, brnąc przez zakręty moich dylematów i dywagacji;)

Ferie w rozkwicie, choć nasze już zmieniły się w przeszłość, zatem warto utrwalić kilka cennych momentów z udziałem Ignasia.

Zimy tej zimy jak na lekarstwo, z zapałem i chciwie rzucaliśmy się zatem na każdy jej drobny zwiastun, okruszek, wirujący w powietrzu płatek śniegu o nieustalonej trajektorii lotu... Raz zdarzyło się nawet, że odzialiśmy naszego pięciolatka w narciarskie oprzyrządowanie ;) Wyglądało to lepiej na zdjęciach, niż w czasie rzeczywistym, ale warto zaszczepiać pasje, nawet jeśli nic z niej w przyszłości nie wypączkuje. Zabawa była krótka, ale zdecydowanie przednia!







Kiedy już zimowa…

Strategia straceńca

Nie jestem w stanie przypomnieć sobie, kiedy ostatnio miałam tak długą przerwę w pisaniu. Ale chyba wiem dlaczego ;)

Zanim, o ile w ogóle, wprowadzę Was w tajniki powodów milczenia mego, niemocy, lenistwa, tudzież zaniedbania pragnę zrobić coś pilnego, pilącego mnie już bardzo, gdyż muszę to uwolnić, bo zaczynam się tym dławić i krztusić od powstrzymywania.

Zachodzę w głowę, dlaczego sobie to robię i Wam poniekąd również, pomijając milczeniem mieszankę tych uczuć, z którymi zazwyczaj, od lat czterech, o prawie że tej samej porze roku, zderza mnie życie i nie daje się wykiwać, że niby nic, że to już ostatni raz i że nie ma co się nad tym pochylać, to może nie zapeszę mojego pobożnego życzenia tym razem.

Na początku, gdy była ku temu najlepsza okazja, bo gorąca i świeża, pozwoliłam sobie jednak chwilę zwłoki uczynić, by przemyśleć tegoroczną strategię dziękczynną i zebrać potrzebne zasoby, pomysły, rozplanować czas i natachać odpowiednią ilość surowca do domu. A było tego sporo, tak wiele,…