Gorączka trawi nas! Ale jaka?...

Miało być różowo i chwilowo było. Tak do około 13:30, tuż po obiedzie,  w planach pojawiła się możliwość spaceru... Trzecie oko matczynej intuicji, którą- jak się okazuje, można całkiem nieźle zmylić i wykiwać uśmiechami, energią i zabawą w chowanego i podwójnym zwycięstwem w UNO- postanowiło spojrzeć uważniej, zwłaszcza, że bladość jakaś zalała twarzyczkę pociągłą Ignasia.

I bańka prysnęła, a w zamian pojawiły się złowieszcze 38,6 kresek na termometrze. 
Rzuciliśmy się w te pędy do lekarza i przyznać muszę, że stać mnie na wiele- przynajmniej tak od dzisiaj zaczynam o sobie myśleć. W 10 minut ubrać siebie i nagle słaniającego się Ignasia (chyba na wieść o tym, że jednak ma gorączkę i że idziemy jednak do lekarza), zapakować go do wozu i dojechać, zaparkować pod, po czym wtachać go wtulonego w ramiona me własne do lekarskiego gabinetu tuż przed godz. 14:00! Kłaniam się sobie w pas ;)

A poważnie- choroba nie odpuszcza, niestety, choć wczoraj nas zmyliła i poluzowała swój uścisk.
Czekamy do jutra, na ewentualne badania z krwi i w zanadrzu antybiotyk... 

Tymczasem.
Gdy dziecko złożone gorączką zasypia na salonowej kanapie, a - uwierzcie- od ładnych paru lat mu się to nie zdarzyło, matka wzięła się do konspiracyjnej pracy.

Pamiętacie o akcji na FB, wspominanej przeze mnie kilka dni temu?

(klik, klik) Handmade for Hope- edycja wielkanocna 2016 trwa w najlepsze :)
Krótki spot reklamowy, przedstawiający bohaterów Handmade for Hope możecie obejrzeć tutaj (WARTO!):

https://www.youtube.com/watch?v=iZ3okKYahUQ


Jeśli jeszcze się nie przyłączyliście- mam nadzieję, że tych kilka fotek Was skutecznie zachęci ;)

W najbliższych dniach będę wystawiała moje drobiazgi (tym razem nie czapki, ani nawet nie kamyki), i gorąco zachęcam Was do zaangażowania się w licytacje i pomoc podopiecznym Fundacji SMA.













Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.