25 lutego 2016

W czas :)

No. Blog wymieciony z nadmiaru, podobnie jak szafy i piwnice :) Wspaniałe uczucie, zapewniam!

Tymczasem stwierdzić należy z całą stanowczością i uznaniem dla Sprawcy, iż wykazuje się on nadzwyczajnym wyczuciem czasu i empatią wobec matki- opiekunki. Albowiem wybrał sobie wyśmienity czas na chorowanie, w znaczeniu: gorączka, polegiwanie na kanapie, milion życzeń na godzinę (nie na minutę- podkreślić należy uczciwie), osłabiony apetyt i uciążliwa nuda.... 
Byłaby niechybnie, gdyby nie fakt, że choroba Ignaca zbiegła się wspaniale z odwiedzinami Babci :)

Dzięki tej koincydencji mama może spokojnie: wziąć kąpiel o poranku (po nocach siedzi i pisze, podaje syropy i mierzy temperaturę z częstotliwością od "co godzinę", po "raz na trzy godziny"), odespać zarwane nocki, by w godzinach popołudniowych nie przypominać zombie, wyskoczyć do sklepu bez jęzora na brodzie i palpitacji serca, pozałatwiać pewne wyjątkowe sprawy 30 km od domu (wprawdzie z poczuciem winy za pazuchą, ale jednak na poluzowanym postronku).
No i zalegiwać z Dziecięciem na kanapie, oglądać bajki na tablecie, grać w UNO lub zwyczajnie się wspólnie ponudzić, bo obiadki "gotują się same", "pranie wskakuje do pralki", a Starszaki nie snują się same o świcie, obijając się zaspanym wzrokiem po pustej kuchni...

Nie redukując roli Taty w tym czasie, powinno się przyznać, iż on również z tej sytuacji korzysta, nie spiesząc się rano, wieczór i w południe, wykonując jeno to, co konieczne i najbardziej niezbędne (np. szukając termometru o 5 nad ranem w pokoju syna ;)).


Dzięki temu cudownemu spięciu zdarzeń (choroby- nieplanowanej i odwiedzin- planowanych, i owszem) wszyscy mamy szansę na wyjście żywo z tygodniowej przerwy w życiorysie przedszkolnym i nawet w dobrych nastrojach :) No i zdrowieje się o niebo lepiej w takiej atmosferze i w takim towarzystwie Babci kochanej :)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz