Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2016

Elektryzujące wiadomości

Obraz
Zgodnie z zapowiedzią na ignacówkowym profilu fb, dziś relacja z naszej czwartkowej wyprawy do Poznania. Gdyż jest o czym pisać- takie mam wrażenie.
Dobrze, że macie więcej czasu, Święta :), bo wpis będzie dłuuugi. Ale jakże ważny!!!

Jednak cofnijmy się nieco w czasie...

W ubiegłym roku, w marcu, podążyliśmy za sugestią fizjoterapeutów i zameldowaliśmy się  po raz pierwszy na wizycie diagnostycznej w Innomed'zie, w Poznaniu. Jako, że była to wizyta zwiadowcza, służąca raczej orientacji w temacie, dająca nam czas na decyzję, przemyślenie metody, nie opisywałam jej na blogu. Zdradziłam się dopiero, gdy podjęliśmy wyzwanie, mimo wielu wątpliwości i zakupiliśmy elektrostymulator mięśni, o czym pisałam tu: Łaskotanie... prądem

Wiecie (a może wcale nie wiecie, bo życie nie postawiło Was dotąd w takiej sytuacji) jak to jest:
ktoś coś poleca, ale ty wcześniej o tym nie słyszałeś.... rozmawiasz z neurologiem, a ten bagatelizuje temat, kwitując twoje pytania jakimś zdawkowym stwierdzeniem (typu:…

Rytuał

Obraz
Już, już miałam nadzieję, że przeminęło z wiatrem. Że wraz z dorastaniem naszego trzeciego Muszkietera, odeszło w zapomnienie i zrobiło przestrzeń dla zajęć bardziej dostojnych, edukacyjnych, stanowiących intelektualne wyzwanie. Że nie napiszę- rozwijających...

Tymczasem klops. Powtarzalny. Rytualny, Powracający ze zdwojoną siłą, li to tęsknotą spowodowaną, li dziecięcą przekorą, kto wie?

Co poniedziałek, tuż po godzinie 16:00, oznaczającej koniec "mordęgi" rehabilitacyjnej (która w rzeczy samej ostatnio przypomina przyjemne pogawędki i leciutki "truchcik" w towarzystwie uroczych i wyrozumiałych Pań fizjoterapeutek, niż mordercze, żmudne, wyciskające siódme lub piętnaste poty z chudziutkiego ciałka ekwilibrystyczne ćwiczenia), następuje ON. Ignacowy rytuał.

"Auto, mama, la <bawić się>?".

I choćby za oknem zawierucha, deszcz i ziąb, choćby umówione wizyty ze specjalistami, choćby w domu wypieczony na rumiano kotlecik i dwóch braci z zapowiedzią budowania…

Meloman

Obraz
Tak przejętego Ignaca nie widzieliśmy już dawno. I choć ekscytacji starczyło mu na 10 minut, a cierpliwości na 45, i tak uważam, że wspaniale się spisał jako mały meloman, który na dodatek oglądał przedstawienie z góry i pod kątem co najmniej 90 stopni ;) Zdecydowanie miejsca na balkonie B nie nadają się do śledzenia sceny, do słuchania zaś muzyki stworzone są idealnie, zwłaszcza gdy na sali głównej siedzą głównie mali słuchacze, którym buzia się nie zamyka ;) Na balkonie przynajmniej jest cicho, a dźwięki płyną wprost ze sceny pod nami...

Odwiedziliśmy wczoraj Narodowe Forum Muzyki i jestem stuprocentowo przekonana, że takie przybytki kultury nie są dla Ignasia zbyt dużym wyzwaniem. Ignacy zachowywał się dystyngowanie, z przejęciem obserwował spektakl dla dzieci i naprawdę powściągał swą dziecięcą energię, by honorowo wytrwać do końca. W niczym nie ustępował zdrowym rówieśnikom, należą mu się nawet słowa pochwały za to, że w miarę spokojnie usiedział na miejscu przez 60 minut (nie lic…

"Au, sza la la la"

Pamiętacie?

"Au sza la la la" rozbrzmiało w naszym salonie wczoraj przynajmniej 15 razy z rzędu, ku przeogromnej uciesze Ignasia ;) Bo oto odkrył on, że piosenka, którą radośnie podśpiewuje z Tatą, istnieje NAPRAWDĘ :)

Tak. Ignacy stara się ŚPIEWAĆ i najwyraźniej sprawia mu to ogromną satysfakcję! Już w okresie bożonarodzeniowym udało mu się w zwolnionym tempie powtarzać frazę "li-li-li-li-laj", gdy uczyliśmy się migać kolędę, a od nowego roku usilnie domaga się swoich dziecięcych piosenek podczas każdej wyprawy samochodowej, słucha ich z najwyższą koncentracją, stara się powtarzać znane mu słowa w tekstach piosenek i powtarzać melodię. 
"Au sza la la la" czy fragment refrenu Amy W. "no-no-no" opanował do perfekcji, czym nas rozczula przeokrutnie i cieszy niewyobrażalnie. Mamy jak nic rozśpiewanego pięciolatka i wygląda na to, że to dopiero początek :)

Właśnie- pięciolatka. Gdyby nie zmiany w ustawodawstwie, przystępowałabym do procedury odraczania …

Niemerytorycznie o konferencji sobotniej i życzeniowo na Dzień Kobiet ;)

Obraz
Sobotnia konferencja... Studenckich czasów czar- aż ciśnie mi się na usta... 

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz uczestniczyłam w takim wydarzeniu. Po tak długiej przerwie w życiu "naukowym" udział w niej sprawił mi niezmierną radość i zwyczajną przyjemność. Warto było tam być. Bezsprzecznie nie żałuję ani jednej minuty.

Program konferencji dotyczył chorób rzadkich- ich dzień obchodzony był zupełnie niedawno, 29 lutego 2016. Rzadki dzień- rzadkie choroby. Choć wcale nie takie niespotykane. Dokładniej zaś WWM- wrodzonych wad metabolizmu.

Mój osobisty stosunek do chorób rzadkich, z naciskiem na wrodzone wady metabolizmu, wciąż pozostaje niejednoznaczny. Może fakt, iż Ignacy nadal nie ma postawionego rozpoznania sprawia właśnie, że czuję się zawieszona pomiędzy dwoma światami. Wciąż nie wiem, czy ten problem dotyczy naszej rodziny, czy nie. Dotychczasowe badania, które wyłącznie wykluczały, nie podpowiadając w którym należy szukać kierunku, powinny raczej nas uspokoić. Natomiast wspo…

Na niedzielne popołudnie

Obraz
Na niedzielne popołudnie wrzucam Wam, Kochani, krótki film z naszej dzisiejszej pogawędki z Ignacym.

Ja wiem, że mało Ignasia na Ignacówce ostatnio, oj mało, ale takie życie, Moi Mili, takie życie ;) Obiecuję to niebawem nadgonić, donieść Wam kilka świeżych wieści o naszym Synu, które ma się całkiem dobrze, tymczasem pochłaniają mnie inne sprawy, odzywają się stare wspomnienia i im też należy się uwaga.

Niewykluczone, że rok 2016 na Ignacówce będzie rokiem rozliczania się z przeszłością, która wciąż w nas zalega... Wczorajsza nocna rozmowa z Tatą-Mężem mnie w tym upewnia: nic w nas nie ginie, czasem się tylko ukrywa sprytnie.

A dziś- pogawędka niedzielna. Dla Tych, którzy nie korzystają z fb ;) (bo przecież są wśród Was takie osoby, prawda? :)



Cofka

Brzydki tytuł. Wiem. Nachodzi mnie ostatnio ta scena, prosto z przeszłości. Więc "cofka".

Jest styczeń 2011. 
Jedziemy we trójkę z Ignacym do Wrocławia, na oddział chirurgii dziecięcej. Na wysokości Psar zaczynamy się kłócić w samochodzie tak gwałtowanie, że każde z nas ma ochotę wysiąść i nigdy już nie wrócić. Nigdy wcześniej tak się nie kłóciliśmy.... Nie radzimy sobie z lękiem i napięciem. Jesteśmy przerażeni.

Kilka dni później stoimy z mężem na chodniku przy ul. Marii Curie Skłodowskiej we Wrocławiu. Na wysokości wjazdu pod oddział chirurgii dziecięcej. Przez ulicę przelewa się morze samochodów. Jest głośno. Klaksony przemieszane z chlupotem opon na mokrej nawierzchni i warkotem silników. Przystaje tramwaj na pobliskim przystanku. Dzwonki. Światła. Zmierzcha. Ludzie.

Zapalamy papierosa.
Pierwszego z pełną premedytacją od ładnych kilku lat. Łamiemy się. Mąż przyznaje, że w końcu kupił całą nową paczkę i że może mi zostawić na wieczór. I na jutro. I na kiedy tylko będę chciała.

Idziemy do przedszkola

Nie znoszę tytułowej formy "pluralis majestatis', ale w dzisiejszym poście jest ona absolutnie uzasadniona.

"Jutro to już na pewno Ignacy pójdzie do przedszkola!"- tak sobie obiecuję od dwóch dni, po czym spędzamy wspólnie kolejne przedpołudnie.... 

Uniknęliśmy na razie widma podania antybiotyku i postawiliśmy na czas i wewnętrzną siłę Ignaca.
Wygląda na to, że sobie poradził z infekcją i po dodatkowych dwóch dniach w domu, jutro już na pewno pójdzie do przedszkola! ;)

A ja razem z nim.

Wcześniej nie wspominałam o tym na blogu (w prywatnych rozmowach i owszem), ale odwiedzam Ignasiową grupę przedszkolną z różną częstotliwością i w różnych celach. Cele te dyktuje samo życie rówieśnicze i moje jego obserwacje, staram się więc nie zanudzać przedszkolaków wciąż tym samym.
Nigdy wcześniej nie angażowałam się tak w edukację moich dzieci. Chodziłam na zebrania, rozmawiałam dużo z dziećmi w domu, nie byłam jednak typem społecznika, szukającego sobie dodatkowego zajęcia, konieczni…