Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2016

"Dajesz radę...

Obraz
Kochana .. :) "- usłyszałam komplement z ust Kobiety, która doskonale wie, co to znaczy dawać sobie w życiu radę, podczas przesympatycznego weekendowego spotkania, w przemiłych okolicznościach przyrody*.

- Dziękuję, Kasiu. Najważniejsze, że Ignacy daje radę- zripostowałam i przez myśl mi przebiegło, że właściwie tylko dlatego ja daję radę, bo On daje radę. Taką zależność widzę. Nie inną. Choć możliwe, że oba te czynniki wzajemnie wpływają na siebie. Ja na niego, On na mnie. I jakoś to leci, postępuje do przodu.

Chyba w tym kryje się fenomen motywacyjny ludzi niepełnosprawnych. Z ograniczeniami pokonują ograniczenia. Najróżniejsze. Tego się od nich uczymy i to w nich nierzadko podziwiamy. Ja przynajmniej.

I skoro Jemu się chce, to mnie też często łatwiej jest chcieć, choć czasem nie zawsze;)


Dziękuję, Kasiu, za inspirację :) Mam nadzieję, że się na mnie nie pogniewasz...

A oto, jak Ignacy ostatnio wspaniale daje sobie radę:

(aż dech w piersi zapiera z dumy i podziwu)....







*o okoliczności…

Czym?

Po ostatnim poście, który napisałam, pozostał we mnie jakiś smutek...

Wiem- był mocny. Do dziś kołaczą we mnie określenia, których w nim używałam. Jak wiele pogardy- nie prawdy, która w oczy kole- ale właśnie pogardy mieści się w tych określeniach. Jak bardzo trzeba być wypełnionym jakimś rodzajem arogancji i agresji wobec innych ludzi, by operować takim językiem?

Po określenia "debil", "idiota" sięgamy w chwilach, gdy targa nami wściekłość, złość, rozgoryczenie. Gdy czujemy się przez kogoś skrzywdzeni i poczucie krzywdy podszeptuje nam taką poniżającą innych, strategię obronną. Przeradzającą się w rodzaj zemsty- upokorzę go, obrażę, okażę mu totalny brak szacunku...

Czym mój syn zasłużył sobie na brak szacunku?

Być może tym, że z niewiadomych przyczyn zapadł na zdrowiu, gdy był jeszcze maleńkim niemowlęciem? Okazał się słabszym organizmem?

Może tym, że od wczesnego dzieciństwa, czyli od 6 m-ca życia, tuż po powrocie ze szpitalnej wędrówki do domu na stałe, dzień w dzie…

Debil i idiota

Obraz
W styczniu 2014 roku Ignacy rozpoczął swoją edukację przedszkolną. Miał ukończone 3 lata (w listopadzie 2013) i nie potrafił wówczas:

- chodzić ! (czworakował jedynie lub wymagał trzymania za obie rączki)- wchodzić i schodzić po schodach- samodzielnie jeść- korzystać z toalety- bawić się sam i z dziećmi- budować z klocków- mówić- ubierać się ani rozbierać samodzielnie- interesować się książeczkami- skupiać się na 10 minutowej bajce

Kto śledzi jego losy  na łamach bloga, zapewne pamięta te czasy jak przez mgłę. Ja również. Ale one były naprawdę!

Z uwagi na fakt sprzężonej niepełnosprawności Ignaca, właściwie od początku uczęszczania do przedszkola posiadał on orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego. Wybrałam dla niego wraz z mężem jednak placówkę integracyjną- taką, w której większość grupy przedszkolnej stanowią dzieci zdrowe, prawidłowo się rozwijające. Integracyjną, a nie publiczną, zwyczajną- gdyż w takich nie było zaplecza terapeutycznego, którego Ignacy potrzebował jak powiet…

Też tak macie?

Kiedy miałam z 19 lat, mój ówczesny Znajomy zwykł powtarzać (głównie będąc w stanie wesołkowatym- tak to nazwijmy) pewną sentencję. 

"Life is brutal.... and full of zasadzkassss"...

Śmialiśmy się wówczas w głos, choć ewidentnie pobrzmiewał w nim jakiś depresyjny ton, ale kto by się wówczas nad tym zatrzymywał? Byliśmy młodzi i szaleliśmy ociupinkę.

Niedawno natknęłam się na takie stwierdzenie w internecie, jako zwieńczenie pewnego komentarza pod relacją z rozmowy z p. Korwinem-Mikke, którą przeprowadzali przedstawiciele Integracji (klik, klik dla zainteresowanych).

"Life is brutal..." taaaak.

Rzecz, znaczy się rozmowa, była próbą- nieudaną, jak się okazało- znalezienia porozumienia i szacunku w postawie europosła wobec osób niepełnosprawnych. W przeszłości bowiem wypowiadał się on w tonie obraźliwym o intelektualnie niepełnosprawnych dzieciach, że zacytuję za portalem Integracja (link źródłowy: http://www.niepelnosprawni.pl/ledge/x/306354 ):

(...) "Dzieci chore umys…

Wtedy i dziś. Czyli życie.

Obraz
Jutro poniedziałek. Zabieram się więc za szykowanie prezentacji na umówione spotkanie z dziećmi i wówczas moją pamięć boleśnie przeszywa dawne wspomnienie....


Jest początek roku szkolnego, 8 lat temu? Nasz najstarszy syn rozpoczyna edukację szkolną, wracam z jakiegoś pierwszego zebrania rodziców... Jedna z mam proponuje przeprowadzenie rozmowy z dziećmi w klasie na temat epilepsji, na którą choruje... Muruje mnie. Zatyka. Chyba odczuwam jakiś niewytłumaczalny lęk, wynikający z zamkniętego umysłu i mojej niewiedzy. Pytam się siebie: ale po co? Czemu miałoby to służyć? Nie jestem zachwycona jej pomysłem jako rodzic....


Dziś siedzę i zastanawiam się, czy o tym tutaj wspominać?
Wstyd mi. Ale rozumiem moją postawę z tamtego czasu. Chcę (wówczas chciałam) chronić moje dziecko przed wszystkim, co mnie wydawało się nieznane i straszne. Oszczędzić "niepotrzebnego balastu"...
Wtedy.
Dziś wiem, że ten BALAST TO ŻYCIE...

Siedzę i przygotowuję historię małej Zosi (klik, klik) w fotografiach. W…

Lekcji pokory ciąg dalszy*

Obraz
Tamtej podobnych, sytuacji, jak to zwykle bywa, nim ją opisałam, wydarzyło się kilka w ostatnim czasie.
Dlatego mnie też się przelało. Zrozumcie.
Nie wszystko, jak my wszyscy, jestem w stanie przekuwać notorycznie i bohatersko na "złoto". Czasem jest buro i ponuro.  Bądź szaro. Jak w życiu. Czasem. Nie mogę.

Ta historia z "przedwczoraj"  tym niemniej ma swój miły początek i koniec. Choć jednak... w całym garze słodyczy - goryczy jest trochę, nie przeczę.

Po akcji walecznej, bezpiecznej (bo Mamy), podjęłyśmy z Koleżanką decyzję o ewakuacji. Z osiedla na spacer. W nieznane. Wieczór był bowiem ciepły, rozkoszny; słońce bujało na niebie, nie zamierzając zachodzić przedwcześnie; ruszyłyśmy. Więc z dziećmi, z nadzieją na wspólną ich w końcu zabawę. 

I nawet - udało się chłopcom pobawić we dwójkę.  Przez chwilę. I była to chwila dość długa i miła. Zdecydowanie sympatyczna. Osładzająca wcześniejszą, tą przykrą, nam wszystkim. Do czasu. 

Do czasu, gdy pod kolejny plac zabaw, któr…

Lekcja pokory

Obraz
Takie kwiatki, proszę Państwa:

Najpierw postanowiłam to przemilczeć. Ostatecznie- zwyczajny dzień, nic szczególnego, bez rewelacji.
Wrodzona przekora jednak nie pozwala mi. Opiszę. Zaryzykuję.

Piękne popołudnie. Idziemy na umówione spotkanie. Miejsce: plac zabaw na pobliskim osiedlu. Ignacy ma spotkać się z Kolegą, mama z koleżanką. Zapowiada się sympatycznie. I tak też się toczy sytuacja, do pewnego incydentu.

Na placu zabaw dołącza Chłopczyk. 
Zdrowy. Spragniony dziecięcego, co tam- chłopięcego, towarzystwa. Ma lat pięć i natychmiast nawiązuje znajomość z Kolegą Ignasia. Ignaś się przygląda. Na początku jeszcze próbuje wziąć udział w zabawie, dogonić chłopców, którzy śmigają jak odrzutowce, bawią się w wyścigi, po chwili jednak wycofuje się na ubocze, bo chyba widzi, co się święci...

Nie ma z nimi szans. Ani płynnie nie mówi, ani sprawnie nie biega. Potrafi, owszem, stanąć okrakiem na barierkach ze sznura, zjechać z fantazją ze ślizgawki, wspiąć się po schodach lub drabinkach, ale ganiać …

dyskretne przenoszenie akcentów

Obraz
Piękna świąteczne pogoda (kto jeszcze o niej pamięta- ręka w górę ;)) sprzyjała wybitnie. Dziś kolejny piękny, wiosenny dzień. Zapewne nie utrzymam Was przy monitorze dłużej niż 10 minut, a samych filmów, które chciałam Wam pokazać, jest na 15;)

Czy cieszą?

I owszem- gdy się patrzy z tej perspektywy- rozsadzają serce z radości i dumy.

Jednak- gdy zakradnie się ta perspektywa, bardziej powszechna, radości już nieco mniej, troski raczej.

Obserwowałam Ignaca z mieszanką emocji. Że chodzi- to wspaniale. Ba- nawet uczy się jeździć samodzielnie na laufradzie, co w zeszłym roku, mimo naszych nadziei i chęci, leżało daleko poza jego możliwościami. 

Teraz idzie mu o niebo lepiej, a jednak na ułamek milisekundy wkrada się ta zdradziecka myśl: "Chłopcy mieli 3 latka, gdy śmigali na laufradzie... Iggi ma skończone 5". I kwasica gotowa - zalewa serce wzburzoną falą. Trzeba się później z niej pieczołowicie obmywać, odświeżać spojrzenie, krzesać wdzięczność tak długo, aż znowu zaiskrzy i zajmie…