21 kwietnia 2016

Czym?

Po ostatnim poście, który napisałam, pozostał we mnie jakiś smutek...

Wiem- był mocny. Do dziś kołaczą we mnie określenia, których w nim używałam. Jak wiele pogardy- nie prawdy, która w oczy kole- ale właśnie pogardy mieści się w tych określeniach. Jak bardzo trzeba być wypełnionym jakimś rodzajem arogancji i agresji wobec innych ludzi, by operować takim językiem?

Po określenia "debil", "idiota" sięgamy w chwilach, gdy targa nami wściekłość, złość, rozgoryczenie. Gdy czujemy się przez kogoś skrzywdzeni i poczucie krzywdy podszeptuje nam taką poniżającą innych, strategię obronną. Przeradzającą się w rodzaj zemsty- upokorzę go, obrażę, okażę mu totalny brak szacunku...

Czym mój syn zasłużył sobie na brak szacunku?

Być może tym, że z niewiadomych przyczyn zapadł na zdrowiu, gdy był jeszcze maleńkim niemowlęciem? Okazał się słabszym organizmem?

Może tym, że od wczesnego dzieciństwa, czyli od 6 m-ca życia, tuż po powrocie ze szpitalnej wędrówki do domu na stałe, dzień w dzień poddawany był  i jest systematycznej rehabilitacji?

A może tym, że wbrew oczekiwaniom świata medycznego postanowił się jednak zmobilizować i zaczął się powoli rozwijać, każdy swój sukces okupując godzinami skrupulatnie zaplanowanej pracy z różnymi specjalistami?

Nie. To chyba niewystarczające powody. Chyba jednak nie jest on godny szacunku, bo wciąż się niewyraźnie wysławia, a jak ekscytuje się czymś i mocno przeżywa, to jego ciało napręża się niekontrolowanie, dłonie ściskają mocniej niż u zdrowych osób, a głos podnosi się o kilka decybeli. No i chodzi tak jakoś nietypowo, dziwnie. I nie potrafi biegać i przeskakiwać przez kałuże.
Nie czyta również płynnie, choć rozpoznaje trafnie wszystkie prawie samogłoski. I marki samochodów także, ale zamiast płynnie wymawiać ich nazwy, ponadawał im swoje własne. Tak, to z pewnością dyskredytuje go w oczach sprawnego świata.... Jest gorszy i tyle. Bezsprzecznie.

Gdy wychodziłam na spacer swego czasu z siedmiomiesięcznym, a później z półtorarocznym Ignacym w wózku, przeżywałam kosmiczny wstyd. Wydawało mi się wtedy, że wszyscy przechodnie, którzy nas mijają na ulicy, widzą, że z Moim Dzieckiem jest coś nie w porządku! Bałam się litości, współczucia, pogardy, wytknięcia moich zaniedbań i błędów jako matki, lub zwyczajnego ludzkiego śmiechu... Nienawidziłam tego. Choć wszystko to rozgrywało się głównie w mojej głowie. Nigdy nic takiego wówczas nam się nie przytrafiło. A jednak miałam zakorzenione przekonanie, prawdopodobnie z czasów mojego dzieciństwa, że niepełnosprawność nie zasługuje na szacunek...

Coś w tym jednak jest i było.

Dzisiaj miewam chwile, gdy- będąc bardzo zmęczoną codziennością, opieką nad Ignacym, domem - przeżywam momenty słabości i zniecierpliwienia. Czasem zwyczajnie podnoszę głos, czasem nakażę odejść do swojego pokoju, warknę... Ale gdy złapię odrobinę dystansu, głębiej odetchnę, odpocznę, widzę wszystko w innym świetle. Dostrzegam wówczas cały wysiłek, który wkładamy z Ignacym w jego usprawnianie, wiem, ile waży każda godzina ćwiczeń, czasem żmudnych, czasem trudnych, czasem nudnych, bo wymagających wielu powtórzeń. Widzę tego drobnego pięciolatka i myślę, że w gruncie rzeczy jest on bardzo dzielnym facetem. Nie poddaje się. Nie zniechęca. Nie kwęka. A jeśli nawet kwęknąć mu się zdarzy, to i tak się zmobilizuje i przynajmniej stara się wykonać swoją "pracę domową", którą dostał od życia.

I wtedy myślę, i czuję, że on bezdyskusyjnie i absolutnie ZASŁUGUJE  NA SZACUNEK. Bez względu na to, ile jeszcze uda mu się wypracować, co osiągnie i do jakiej szkoły pójdzie.
Miło nam będzie, jeśli Świat będzie o tym pamiętał. 

5 komentarzy:

  1. Mamo Ignasia... Ignaś w pełni zasługuje na szacunek, moim zdaniem na szacunek przez duże SZ i Wy Jego rodzice, bracia, terapeuci, nauczyciele, koledzy itp. również. Przecież gdyby nie Jego i Wasza determinacja, Jego i Wasz wysiłek, czas zapewne byłoby inaczej... Jako nauczycielka (miałam naprawdę różnych uczniów) wiem, że dziecko chore, trudne, czy niepełnosprawne nie zaszkodzi tym zdrowym, grzecznym o ile nauczyciel współpracuje z rodzicami i terapeutami, a także z samymi dziećmi, okazując im właśnie szacunek, nie pozwalając na wszystko, ale mając zrozumienie i życzliwość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ci dziękuję za opinię :) fragment dotyczący twojego zawodowego doświadczenia mam ochotę zacytować na fb. Mogę?
      Pozdrawiam cię, Taka Sobie Mamo.
      Miło, że jesteś.

      Usuń
  2. Naprawdę nie warto rozkminiać i brać do siebie, czy swojego dziecka, co jakiś tam przygłup, w drodze do geriatry, powiedział. Ja tego człowieka spotkałam jakiś czas temu w aptece. Kolejka była chyba 5-ciosobowa. Wszyscy stali normalnie, a ten idiota przestępował z nogi na nogę, gadał coś do siebie pod nosem, potem coraz głośniej komentował pracę farmaceutek, że za wolno, klientów, że za długo przy ladzie stoją; szedł na początek kolejki, coś gadał, wracał na swoje miejsce. No rasowy debil, panie! A tymczasem ja i mój synek z orzeczeniem, staliśmy normalnie, czekając na swoja kolejkę, jak wszyscy normalni ludzie... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interesujący opis :) niestety przypuszczam, że takie sądy mogą być aktualne w ludzkiej świadomości. Sam Pan JKM to jedna osoba. Ale inni go słuchają...
      Dzięki za komentarz i słowa otuchy :) ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń