05 kwietnia 2016

dyskretne przenoszenie akcentów

Piękna świąteczne pogoda (kto jeszcze o niej pamięta- ręka w górę ;)) sprzyjała wybitnie. Dziś kolejny piękny, wiosenny dzień. Zapewne nie utrzymam Was przy monitorze dłużej niż 10 minut, a samych filmów, które chciałam Wam pokazać, jest na 15;)

Czy cieszą?

I owszem- gdy się patrzy z tej perspektywy- rozsadzają serce z radości i dumy.

Jednak- gdy zakradnie się ta perspektywa, bardziej powszechna, radości już nieco mniej, troski raczej.

Obserwowałam Ignaca z mieszanką emocji. Że chodzi- to wspaniale. Ba- nawet uczy się jeździć samodzielnie na laufradzie, co w zeszłym roku, mimo naszych nadziei i chęci, leżało daleko poza jego możliwościami. 

Teraz idzie mu o niebo lepiej, a jednak na ułamek milisekundy wkrada się ta zdradziecka myśl: "Chłopcy mieli 3 latka, gdy śmigali na laufradzie... Iggi ma skończone 5". I kwasica gotowa - zalewa serce wzburzoną falą. Trzeba się później z niej pieczołowicie obmywać, odświeżać spojrzenie, krzesać wdzięczność tak długo, aż znowu zaiskrzy i zajmie całą powierzchnię rozsądku.

Wiecie, o czym piszę. 
O najbardziej niszczycielskiej sile, którą w sobie noszę- o porównywaniu. Co to potrafi zniweczyć każdą radość.

Nie łatwo się mu oprzeć, gdy się wychowuje dziecko z opóźnionym rozwojem. Wybaczam więc sobie i mam nadzieję, że i wy mi wybaczycie to smęcenie przy tak pięknym dniu, Zwłaszcza, że mam dla Was takie dwie małe migaweczki z naszych wiosennych wędrówek, dzięki którym stwarzam w sobie dla siebie z siebie mistrzynię dyskretnego przenoszenia akcentów. Z tego, co martwi, bo może nastąpić, na to, co dodaje otuchy i jest właśnie w tej chwili, istnieje.





(W szczególności po odtworzeniu powyższego filmiku powtarzam sobie, że warto. Że trzeba czekać, próbować, ćwiczyć, uczyć i ufać, że powoli dotrzemy do naszego celu...)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz