06 kwietnia 2016

Lekcja pokory

Takie kwiatki, proszę Państwa:

Najpierw postanowiłam to przemilczeć. Ostatecznie- zwyczajny dzień, nic szczególnego, bez rewelacji.
Wrodzona przekora jednak nie pozwala mi. Opiszę. Zaryzykuję.

Piękne popołudnie. Idziemy na umówione spotkanie. Miejsce: plac zabaw na pobliskim osiedlu. Ignacy ma spotkać się z Kolegą, mama z koleżanką. Zapowiada się sympatycznie. I tak też się toczy sytuacja, do pewnego incydentu.

Na placu zabaw dołącza Chłopczyk. 
Zdrowy. Spragniony dziecięcego, co tam- chłopięcego, towarzystwa. Ma lat pięć i natychmiast nawiązuje znajomość z Kolegą Ignasia. Ignaś się przygląda. Na początku jeszcze próbuje wziąć udział w zabawie, dogonić chłopców, którzy śmigają jak odrzutowce, bawią się w wyścigi, po chwili jednak wycofuje się na ubocze, bo chyba widzi, co się święci...

Nie ma z nimi szans. Ani płynnie nie mówi, ani sprawnie nie biega. Potrafi, owszem, stanąć okrakiem na barierkach ze sznura, zjechać z fantazją ze ślizgawki, wspiąć się po schodach lub drabinkach, ale ganiać za kolegami już nie bardzo. Przygląda się im, rozbawionym na całego. Czeka. Na co? Na swoją kolej?- nie wiem. 
Chyba wie, że w życiu jest pewna hierarchia i każdy ma swoje miejsce. Tu: wyznaczone przez sprawność.

W pewnej chwili postanawia pobujać się na huśtawce. Takiej- wiecie- dla dwóch osób, jedna w górze, druga w dole. Huśtawka nie sprężynuje, więc samemu nie ma jak się wzbić w górę. Ignacy wciąż jednak próbuje, żeby cokolwiek robić. Chłopcy radośnie nadbiegają. 

Na ten jeden moment odwracam wzrok i właściwie nie wiem, jak to się stało, że nagle oni dwaj podskakują na huśtawce, a Ignacy stoi obok, przyglądając się i opierając się o ogrodzenie....

Koleżanka dostrzega. Komentuje. Zachęca synka, by zawołał Ignasia do zabawy. Ten wesoło go woła, już będąc daleko, już wdrapując się bez trudu na oddalone o jakieś 10 metrów schodki konstrukcji. Ignacy rusza z kopyta. Ile ma sił w swoich chudych nóżkach. Walczy z grawitacją, walczy w równowagą, ale dociera bez szwanku. Zwycięzca ;)
Zaczyna się wdrapywać na rzeczone schodki, czując na plecach oddech Chłopca, który "zabrał mu" Kolegę. Chłopiec szturcha Ignasia, popycha, żeby ten się odsunął. Ignacy traci poczucie bezpieczeństwa, chwieje się, ale nie puszcza rączek z barierek. Sporym wysiłkiem utrzymuje jednocześnie równowagę, przewagę i nie przepuszcza swojego "rywala" przed siebie. 
Co więcej: walczy!

Odwraca się w stronę Chłopca i zaczyna go łapać za ramię, odpychać, bić po ramieniu. Wygląda na to, że jest zły. Bardzo. Jego cierpliwość się skończyła właśnie w tej chwili.

Wkraczamy do akcji: ja i mama Chłopca. Sytuacja jest na kilkanaście sekund opanowana.

Ignacy staje bezpiecznie na platformie, Chłopiec wchodzi za nim i dalej rozmawia z Kolegą Ignasia, kompletnie nie zwracając na Ignaca  uwagi. Wtedy ten łapie go za czapkę, ściąga ją i chce ją wyrzucić na piasek. Przelało mu się. Gorycz, frustracja, oburzenie- nie wiem, co jeszcze....

Interweniuję, zabraniając takiego zachowania, niefortunnie jednak Ignac drasnął "rywala" w policzek w okolicy oczka. Chłopiec jest wściekły i oburzony, chce oddać Ignasiowi. Robi się gorąco między nimi. Obie mamy czuwają w gotowości.

I wtedy Kolega Ignasia mówi tych kilka słów: "Zostaw go, to mój kolega. Jest słabszy, ale go lubię!"... Czteroletni chłopczyk... 

Nie wiem, czy świat poczeka na Ignasia...
Jakie będzie jego w nim miejsce w przyszłości...
Ile uda mu się nadgonić straconego czasu? i czy w ogóle? I do którego momentu?

Wiem tylko, że tych kilka słów dla mnie, matki, znaczyło bardzo wiele. Tych kilka prostych słów znaczyło, że świat czasami go dostrzega.
A to i tak wiele.

Tylko czy i na jak długo wystarczy?


16 komentarzy:

  1. "Jest słabszy, ale go lubię" - i to się nazywa empatia czterolatka. Jeżeli Ignasia będą otaczać takie osoby, to przyszłość mu nie straszna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że poruszające? Cała ta sytuacja to jedna wielka lekcja życia. Oby tych empatycznych osób nie zabrakło w jego gronie, gdy już nas zabraknie.
      Pozdrawiam Karolino :)

      Usuń
  2. Gratuluję Kolegi. I Twojej mądrości.
    Łzy wzruszenia i bezsilności??
    Pozdrawiam z Krakowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Anno! Wrażliwe dzieci mają wrażliwych rodziców :)
      Tym razem obyło się bez łez. Ale nie zawsze się udaje ;)
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  3. A ja Wam bardzo dziękuję za to że zaprosiliscie Nas do Waszego świata... i za to ze Patryk może nauczyc sie id Ignasia rzeczy o wiele ważniejszej niż bieganie z kolegami na placu zabaw...uczy sie tolerancji i szacunku...bezcenne :)
    Mama TEGO kolegi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudownie, że się odezwałaś, Moniko ;)
      Zastanawiałam się, jak Ty widziałaś tę sytuację....
      Dobrze, że jesteście! My w Waszym, Wy w naszym, a oba światy się przenikają.
      Dziękuję. I za komentarz i za spacer. I za znajomość :)

      Usuń
  4. HMMMMM....ZAWSZE WPROWADZASZ MNIE W TAKI STAN,ZE WIEDZĄC CO CHCĘ POWIEDZIEĆ-NIE UMIEM POWIEDZIEĆ NIC....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marto Droga :) ja nie chciałam!
      Ale przy Was, przy Twoim Synku, też czuję, że świat przystaje, żeby Ignacy miał szansę trochę go dogonić.
      Dziękuję, że są tacy rodzice i takie dzieci:) ściskam cię taką oniemiałą serdecznie :D :*

      Usuń
  5. A ja się poryczałam... Tym bardziej, że wczoraj usłyszałam od dziecka znajomej,że "trochę boi się mojej Zosi". Kurcze, stanęłam jak wryta i nie wiedziałam co tej małej odpowiedzieć. Dobę zajęło mi zrozumienie tego, czego ta dziewczynka się boi. Ona boi się inności mojej Zosi.
    Mama Zosi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się spotkałam z takim szczerym dziecięcym wyznaniem, które bardzo cenię. Rozumiem doskonale dzieci, które tak czują. Wspaniale, że o tym potrafią powiedzieć. A my możemy wówczas stosownie zareagować, wyjaśnić i czekać...
      Jak widać, spotkanie tych światów bywa trudne dla obu stron :)
      Pozdrawiam Mamo Zosi ;)

      Usuń
  6. Maly chłopczyk -wielkie serce i wspaniałe spojrzenie na swiat❤️
    A my tylko możemy sie uczyć i podziwiać! Pozdrawiam z Lubeki
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My zaś pozdrawiamy Mieszkankę Lubeki i całą jej kochaną rodzinę :)
      :*
      Wy tam w Lubece też TO już przecież potraficie :) wiemy to od dawna.... :*

      Usuń
  7. A mnie wzruszył inny fragment, ten. pt. "walczy". Zuch chłopak! :) Melduję się jako nowa podczytywaczka bloga i do zobaczenia gdzieś między szatnią a przedszkolnym podwórkiem (przynajmniej na razie:). Pozdrawiam bardzo serdecznie / Ewelina Gładysz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi cię powitać wirtualnie, Ewelino :) ale mnie zaskoczyłaś! Mam nadzieję na szybkie poznanie w realu :)

      Usuń
  8. ale mądre dziecko, szczere, mądre i jakby nie patrzeć bardzo odważne, fajnych musi mieć rodziców. a a propos takich sytuacji - moje dziecko jest "zdrowe" (choć czas niemowlęcy poświęciliśmy na namiętną rehabilitację ruchową, jest super, dzieciak wygadany, pogodny), ale ja za każdym razem kiedy spotyka inne dzieci, zamieram, jak młody zostanie odebrany, czy nie poczuje się odepchnięty, pominięty itd. Synek nie jest duszą towarzystwa, nie umie/nie chce pierwszy podchodzić do dzieci, nie specjalnie zależy mu na ich akceptacji itd. Moje lęki są bardzo podobne do Pani lęków, chyba mamy po prostu tak mają, a może to moja wieczna potrzeba akceptacji... nie wiem, ale jak przeczytałam wpis, od razu wiedziałam, jak się Pani czuła. Niefajne uczucie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak :) Mamy mają wiele obaw, bez względu na zdrowie dzieci- zdaję sobie z tego sprawę, bo wiele z nich przerabiałam- że się tak wyrażę, przy okazji dorastania starszych synów... Tym niemniej, emocje zawsze są intensywne, ale pomaga dystans i zdjęcie zasłony niepełnosprawności ;)
      Dziękuję za komentarz :)

      Usuń