10 kwietnia 2016

Wtedy i dziś. Czyli życie.

Jutro poniedziałek. Zabieram się więc za szykowanie prezentacji na umówione spotkanie z dziećmi i wówczas moją pamięć boleśnie przeszywa dawne wspomnienie....


Jest początek roku szkolnego, 8 lat temu? Nasz najstarszy syn rozpoczyna edukację szkolną, wracam z jakiegoś pierwszego zebrania rodziców... Jedna z mam proponuje przeprowadzenie rozmowy z dziećmi w klasie na temat epilepsji, na którą choruje... Muruje mnie. Zatyka. Chyba odczuwam jakiś niewytłumaczalny lęk, wynikający z zamkniętego umysłu i mojej niewiedzy. Pytam się siebie: ale po co? Czemu miałoby to służyć? Nie jestem zachwycona jej pomysłem jako rodzic....


Dziś siedzę i zastanawiam się, czy o tym tutaj wspominać?
Wstyd mi. Ale rozumiem moją postawę z tamtego czasu. Chcę (wówczas chciałam) chronić moje dziecko przed wszystkim, co mnie wydawało się nieznane i straszne. Oszczędzić "niepotrzebnego balastu"...
Wtedy.
Dziś wiem, że ten BALAST TO ŻYCIE...

Siedzę i przygotowuję historię małej Zosi (klik, klik) w fotografiach. Wcześniej opowiadałam i czytałam już dzieciom o niedosłyszącym Franiu i Franiu z respitratorem. (klik, klik) Słuchały z zapartym tchem, choć wcale nie były to łatwe tematy, dopytywały, opowiadały swoje doświadczenia z niepełnosprawnością... Odczuwam potrzebę takich spotkań, widzę, że dzieci chętnie- po przełamaniu bariery tabu- słuchają opowiadań (na spotkaniach czytam fragmenty książki Agnieszki Kossowskiej "Duże sprawy w małych głowach" (klik, klik) czasem- przyznam się bez bicia, je modyfikując na potrzeby konkretnej prezentacji i wieku moich słuchaczy ;)). Dzisiaj widzę sens, potrafię już odpowiedzieć sobie na pytanie: po co? czemu ma to służyć?

Jestem też wdzięczna Osobom, które dostrzegają korzyści z przeprowadzania takich spotkań w swoich placówkach dla swoich podopiecznych. Które pozwalają mi przychodzić i prowadzić takie mini-zajęcia. Cieszę się, że mają bardziej otwarte oczy i serca niż ja te 8 lat temu. Dają mi również kredyt zaufania, którego staram się nie zmarnować, ani nie nadużywać...

Dotychczas udało mi się spotkać dwukrotnie z grupą pięciolatków w przedszkolu "Czerwony Balonik" oraz uczniami czterech klas III w szkole podstawowej w naszym mieście. Wrażenia obie strony mają pozytywne (prelegentka z pewnością, zwłaszcza, gdy już opanuje tremę). Dzieci są cudownie otwarte, choć widzę, że niektórym trudno jest spotkać się z niepełnosprawnością swoich rówieśników- rozmawiamy o tym, wentylujemy uczucia (że się tak wyrażę), mówimy o wszystkich ich rodzajach, pojawiających się w trakcie zajęć. Nie musi być tylko miło i radośnie, ale nie jest też smutno i ponuro. Nie taki jest zamysł tych rozmów, czytania i fotoprezentacji... Celem jest głównie dostarczanie wiedzy i przełamywanie barier, ale też otwieranie obu światów na siebie. I chyba trochę nam się to udaje... 


Dziś pozostaję w nastroju nieco nostalgicznym, zapewne z powodu tego krępującego wspomnienia...
Życie tak wiele mnie uczy, pozwala lub zmusza czasem do zmiany... ;)
I nie da się tego powstrzymać.

Tym bardziej się cieszę, że ten eksperymentalny mój pomysł i inicjatywa spotyka się z serdecznym przyjęciem kolejnych placówek :) Będę miała co robić do wakacji, a kto wie- może i w przyszłym roku szkolnym.
Oczywiście w formie wolontariatu-- inaczej nawet sobie tego nie wyobrażam... Moją zapłatą jest zainteresowanie dzieci i otwartość dorosłych i w pełni mnie to satysfakcjonuje. Nadaje też sens.

No. I cieszę się ogromnie z tego, że Rodzice wspomnianych wyżej Bohaterów opowieści wyrazili zgodę na to, żebym mogła opowiadać o ich dzieciach dzieciom zdrowym :) A Agnieszce K. wdzięczna jestem za napisanie książki, która popycha do działania i nie pozwala zachować swych treści wyłącznie dla siebie ;)

No. To do poniedziałku, Mili Państwo! Ja już jestem przygotowana :)
Spotkanie z dziećmi w Czerwonym Baloniku.



Słodki poczęstunek na "do widzenia".



Spotkanie z uczniami klasy III w szkole podstawowej

14 komentarzy:

  1. Robisz bardzo dobrą pracę dla wszystkich- tych z niepełnosprawnością i tych bez.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Ania! Taką mam nadzieję- że wszyscy korzystają ;) Ja też...

      Usuń
  2. Powiem szczerze, że ja rozumiem zarówno jedną, jak i drugą postawę. W pewnym sensie rozumiem obawy rodziców zdrowych dzieci przed rozmowami o niepełnosprawności. Przede wszystkim więc ważne, żeby rozmowy na takie tematy były prowadzone mądrze i odpowiednie do wieku dziecka...i z tego właśnie względu zgłoszę się kiedyś do Ciebie na korepetycje, bo już od dawna zamierzam wybrać się do adasiowego przedszkola z książką "Duże Sprawy w Małych Głowach" :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam serdecznie, Mamo Adasia :) Wiesz, gdzie mnie szukać :)

      Usuń
  3. Podziwiam, bo mi strasznie trudno opowiadać o chorobie mojej córki. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam. Ja jeszcze tak nie potrafię. Może kiedyś.......
    Mama Zosi

    OdpowiedzUsuń
  5. Och, Dziewczyny- ja taka spryciula jestem i głównie o innych dzieciach opowiadam ;) ale o Ignacym też zawsze kilka słów wrzucę, tylko rozdziału nie potrafię jeszcze przerobić, żeby poprzeć opowieść czytaniem :D
    Pozdrawiam Was i Wasze Dziewczynki :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja chciałabym być przy tym, kurczaczki..

    Jesteś wielka, Anita, wiesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem? Staram się zrzucić co nieco ;)
      Niestety nagrań wideo nie przewiduję. A poza tym, gdyby nie Ty, Agnieszko, to i ja bym się nie uaktywniła:)
      Także- dziękuję, moja Droga!

      Usuń
  7. Bo o niepełnosprawności powinno się mówić od najmłodszych lat, uwrażliwiać dzieci na innych i ich potrzeby. To dzięki takim mamą jak Pani i Pani Agnieszka najmłodsze społeczeństwo staje się coraz bardziej wrażliwe i empatyczne w stosunku do niepełnosprawnych. I ostatnia sytuacja z kolegą Ignasia najlepiej o tym świadczy. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę Karolino, że dzieciństwo to najlepszy czas- bez lęków i z ogromną otwartością. I z pewnością jest dużo osób, które świadomie lub nie nie "robią tu dobrą robotę" ;) Ja jestem tylko okruszkiem :)
      Pozdrawiam Cię ciepło!

      Usuń
  8. super że to robisz :-)
    ja zawsze byłam bardzo zachowawcza i pewnie bym zareagowała tak jak Ty 8 lat temu.....a teraz? dzięki przede wszystkim Dzielnemu Frankowi inaczej na to wszystko patrzę....wychowawczyni mojego Maćka (I klasa)zaniosłam książkę "Duże sprawy w małych głowach", mam nadzieję, że uda się ją wykorzystać....a może Ty będziesz chciała podjechac do Kryniczna?
    pozdrawiam
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jakaś myśl, Ivonesca :)
      Najpierw jednak muszę się wywiązać z moich zobowiązań w Trzebnicy :) Jak nikt mnie nie ubiegnie- pewnie i tam złożę propozycję :)
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
    2. ok, trzymamy rękę na pulsie ;-)
      gdybyś potrzebowała kontaktu do wychowawczyni Maćka to zawsze mogę z nią porozmawiać :-)
      jakbym tu długo nie zaglądała, a będziesz coś potrzebować, po prostu napisz: ivonesca@wp.pl
      pozdrawiam
      ivonesca

      Usuń