29 maja 2016

Nie poganiaj go, proszę...

Wyszli z domu, zanim zdążyłam otworzyć na dobre powieki. Gdzieś jakby przez sen usłyszałam klikanie centralnego zamka w samochodzie, ale pomyślałam, że to Ignacy się bawi przez okno kluczykami...

Dom był pusty. Śniadanie jadłam w towarzystwie telewizora. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów (ja i telewizor = największy konflikt świata ;))...


Około 12.30 otrzymałam takiego sms'a:



Chwilę później dotarły do mnie kolejne wiadomości:

Debiut:



I seria króciutkich filmików (niestety jakości dość kiepskiej):










Wnioski- nasuwają się same:

1. lepiej wybrać się na wyprawę, niż spędzać niedzielę w domu;
2. parki linowe to miejsca, które moi mężczyźni- bez względu na wiek i możliwości- kochają najbardziej.
3. niepełnosprawność uczy wytrwałości i niezłomności.
4. gdy się ma solidne oparcie w bliskich i ludzi, którzy w ciebie wierzą, można pokonać naprawdę wiele przeszkód.
5. niepełnosprawność uczy cierpliwości i szacunku do innych.
6. niepełnosprawność nie zawsze ogranicza i wycofuje z życia
7. taki tata to prawdziwy skarb! <3



A teraz łyżka dziegciu:

Sytuacja, jak z 2 filmiku pojawia się czasem w naszym życiu. Jest ona nie tyle przykra (nie bądźmy sentymentalni), co wręcz niebezpieczna dla Ignacego, gdyż jego możliwości ruchowe jakie są- wiemy wszyscy. Nie są jednocześnie na tyle słabe, by zabraniać mu korzystania z atrakcji, dostępnych dla zupełnie zdrowych dzieci. Poza tym, nawet wśród zdrowych dzieci jedne są bardziej, inne mniej sprawne, więc nie widzimy powodu, dla którego Ignaś miałby nie bawić się w takich miejscach. Okazuje się jednak, że zagrożenie płynie z niecierpliwości innych. Raz zdarzyło się nawet, że Ignacy przeturlał się z samej góry dmuchanych schodków, wiodących na zjeżdżalnię, na sam dół, w sposób niekontrolowany, ponieważ grupa małych dziewczynek wspinających się za nim za bardzo na niego naciskała i popychała go. Gdy ten stracił równowagę, dziewczynki nie utrzymały jego ciężaru i Ignacy spadł... sam śmiejąc się wprawdzie w głos, jednak nas przyprawiając o palpitację serca.
Dlatego pozwalamy sobie z mężem na interweniowanie w takich sytuacjach. Wychodzimy z założenia, że 5 sekund dłuższej wędrówki nikomu nie zepsuje zabawy. My też różnimy się sprawnością między sobą, kierowcy mają różny refleks i umiejętności... wiecie, co mam na myśli...

Dlatego "nie poganiaj go, proszę, daj mu spokojnie przejść", jeśli stanie na twojej drodze. I on i ty macie takie same prawa do zabawy.

1 komentarz:

  1. Odważny chłopak z Ignasia!
    Co do drugiej części wpisu - w pewnej zupełnie zwykłej książeczce dla dzieci o dobrym wychowaniu widziałam identyczną sytuację.

    OdpowiedzUsuń