Normalność

- Wiesz, mamo, gdy myślę o naszej rodzinie i rodzinach moich kolegów to muszę stwierdzić, że my nie jesteśmy taką normalną rodziną. - wypalił w kosmos któregoś leniwego popołudnia Najstarszy Syn, stojąc na środku kuchni z kubkiem herbaty z czystka w dłoni.
Serce mi zamarło. Ale ciekawość natychmiast serce ocuciła.
- Co masz na myśli?
- W innych rodzinach nikt nikogo tak nie pilnuje z czasem, spędzanym przy komputerze, większość weekendów moi kumple spędzają w domu, rzadko wyjeżdżają- no chyba, że na wakacje albo do babci. A my wiecznie mamy jakieś plany. Albo my wyjeżdżamy, albo ktoś do nas przyjeżdża. Ale jedno to muszę powiedzieć: chyba jesteśmy szczęśliwi ze sobą....

Nic. Ani słowa o Ignacym. Ani zająknięcia się o jego ograniczeniach. O trudach przebywania z młodszym, niepełnosprawnym, czasami "nieznośnym", bratem.

No to nam Synuś laurkę wystawił :)

Ale wiele w tym prawdy, jakby nie patrzeć...

Jesteśmy normalną rodziną. Jadamy wspólnie posiłki. W weekendy to już obowiązkowo (biedne nastolatki wyspać się do 13.00 nie mogą ;)). Chodzimy na spacery, na koncerty. Wyjeżdżamy. Zwiedzamy świat. Zdarza nam się zjeść posiłek w restauracji. Albo się pokłócić, tak z pompą, krzykiem i obrazą majestatu. Bywamy okrutni i bywamy kochający. Wszyscy bez wyjątku.
Nie chcemy udawać kogoś innego, niż jesteśmy. 
Nie chcemy rezygnować z tego, co lubimy.
Ignacy jest integralną częścią naszej rodziny. Jego ograniczenia też.




**************************************************

Jako, że już piętnasty raz usuwam dalszą część tego postu, targana niemocą zwerbalizowania tego, co chciałabym powiedzieć, a zwyczajnie nie potrafię... No, nie idzie mi pisanie dziś i basta. A kolejna okazja jakaś taka mglista bardzo- w piątek mama urywa się do Poznania w celach niby to naukowych,  a jednak "gdyż tudzież" bardziej towarzyskich- przyznam szczerze- muszę Wam coś dziś pozostawić na blogu, bo o nas jeszcze zapomnicie i co wtedy?

Dlatego poratuję się zdjęciami. Takimi- wiecie- zwyczajnymi, z pierożkiem w kadrze, z szachami z dziadkiem w saloniku, albo też na boisku z tatą podczas próby rozegrania meczu towarzyskiego ;) Takie właśnie ze zwyczajnego życia, które okazuje się również szkołą życia najlepszą. 

I chyba już wiem, co chciałam dziś przekazać.
Normalność. Tego nam potrzeba. Nic więcej.

Być może koresponduje to jakoś z tematem konferencji, na którą do tego Poznania jadę? I właśnie ten temat tak we mnie rezonuje od dni kilku? No właśnie.

Bo "Nie ma kaleki, jest pacjent". (klik, klik).

A ja bym dodała też: Człowiek.

:)

No, to teraz te pierożkowe zdjęcia z naszych ostatnich dwóch tygodni Wam zapodam ;) O, proszę:


Przedmajówkowy wypad w okolice Karpacza ;)



Jelenia Góra o smaku pizzy ;)





Pierożkowa zwyczajność ;)



Szach- mat, Dziadku :)





Zabawa. Zwyczajna.



I z tatą meczyk- czyli nauka łapania i rzucania piłką w deszczu...





A na koniec- Pałac w Wojanowie :)




Tak. Nie ma kaleki. Jest człowiek....

Komentarze

  1. Ale micha pierogów ;)
    Tak sobie pomyślałam, że Wasze sposoby na wspólny, rodzinny czas są chyba nawet bardziej normalne niż siedzenie przed komputerem :)
    Udanej konferencji życzę - i naukowo i towarzysko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, MamoAdasia :) Uzupełniając post dla jasności, dodam, że przed komputerami też siadujemy. Nikt chyba przed tym się nie ustrzeże ;)
      Miłego weekendu Wam życzę :)

      Usuń
  2. Nie wiem dlaczego, ale czytając o Waszej normalności, miałam przed oczami normalność w mojej rodzinie pomimo mojej choroby. Kiedy był czas na moją rehabilitację i terapię, to był czas. Ale po nim, po nim przechodziliśmy do życia, jakie wiodły inne rodziny. Wyjazdy za miasto, wyjścia do parku na plac zabaw i do znajomych, a nawet na imprezy. Zresztą dokładnie opisałam to tutaj - https://na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com/2015/06/dziecinstwo-osoby-niepenosprawnej-nie.html. Niepełnosprawność dziecka nie oznacza bowiem, że trzeba mu się całkowicie podporządkować i rezygnować ze zwyczajności, ale to, że trzeba tą zwyczajność trochę zmodyfikować. A Wy jesteście tego najlepszym przykładem. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :*
      czytałam twój post, Karolino...
      więcej napisałam w komentarzu u Ciebie...
      dziękuję :*

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.