Wielka Sowa

Podczas, gdy ubiegłą, słoneczną sobotę mama spędzała w Poznaniu, uczestnicząc w konferencji, poświęconej problematyce osób niepełnosprawnych, Ignacy z Tatą i Średnim Bratem podróżował w całkiem innym kierunku...

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyż lubimy (tak jak z pewnością część z Was), spędzać czas na poznawaniu świata- a akurat tam nas jeszcze nie było- gdyby nie fakt, że nasz Podróżnik samodzielnie przeszedł połowę szlaku, prowadzącego na szczyt! Przeszedłby zapewne trasy więcej, gdyby nie fakt, że pojawiły się na niej kamienie i nierówności, i te przeszkody okazały się zdecydowanie zbyt wyczerpujące dla słabych wciąż nóżek Ignacego. Jakby tego było mało, okazało się, że zupełnie nowe siły wstąpiły w niego na szczycie Wielkiej Sowy (bo o tej górze mowa), gdzie znajduje się 25 metrowa wieża widokowa. Na nią Ignaś wszedł również o własnych siłach! Chociaż ze schodzeniem już tak łatwo nie było- jest to czynność o wiele bardziej wyczerpująca dla układu mięśniowego, niż wchodzenie i wymaga większego wysiłku- toteż został on zniesiony na rękach przez Tatę, to i tak wstydzić się nie ma czego. Nasz mały Wędrowiec... :* <3

Piszę o tak banalnej sytuacji, gdyż na myśl przychodzą mi dwa wspomnienia:

- pierwsze, sprzed 2,5 roku, gdy Ignacy samodzielnie przeszedł dosłownie kilka kroków, mając wówczas trzy lata i dwa miesiące (tutaj znajdziecie upamiętniający to wydarzenie filmik- klik, klik)...

- oraz dość świeże, drugie, o którym jeszcze nie wspominałam Wam na blogu, pod tytułem roboczym "wygląda na...". Otóż, kilka tygodni temu spotkaliśmy się w realu z pewną naszą Znajomą ("blogowo- internetową" głównie), podczas popołudniowego spaceru po okolicy. Wieczorem, rozmawiając na komunikatorze Znajoma (którą niniejszym serdecznie pozdrawiam, jeśli czyta te słowa) zauważyła, że Ignacy wygląda na bardzo szczęśliwe dziecko, na które aż miło jest patrzeć :) 

I wiecie, że faktycznie tak jest :)

Bez względu na wszystko, co dzieje się i działo w naszym życiu i przez co Ignacy przechodził, przechodzi i przeszedł - on naprawdę emanuje radością i szczęściem. I w sumie nie wyobrażam sobie dzisiaj, że mogłoby być inaczej... choć było.

Niepełnosprawność jak widać wcale nie musi być ponura i smutna.
Może być również szczęśliwa ;)


Zdjęcia autorstwa wujka Marka, który- wraz z ciocią Magdą i naszą ulubioną Tosią- wędrowali z naszymi Chłopakami :) (troszkę przerobione przeze mnie, ale tylko troszkę!)...





Post pokonferencyjny będzie, jak dojrzeje. Na razie się inkubuje ;)


Komentarze

  1. Wielki piechur! A to, że Iggi jest szczęśliwym dzieckiem widać na każdym zamieszczonym na blogu zdjęciu. Pozdrawiam kochani!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.