10 czerwca 2016

Dzień na głowie

Dziś miał być zupełnie inny dzień, niż był. Wszystko nagle postawiło się na głowie.

Miał być wieczorny relaksik w ogródku, niania Asia dla Ignasia, wczesne spanie.

Tymczasem około 14:00 dowiedziałam się od znajomej przedszkolnej mamy, że wrocławskie ZOO otwiera wieczorem swoje bramy dla osób niepełnosprawnych w ramach "Wieczoru marzeń 2016".

Zamiast zostawić tę informację w spokoju, upchnąć gdzieś głęboko w kieszeń i spokojnym truchcikiem odwieźć jednego syna do domu, a Ignasia na rehabilitację, tam wypić spokojną kawkę w promieniach czerwcowego słońca, po czym wrócić równie spokojnie do domu, by beztrosko trwonić piątkowy wieczór przy komputerze, tudzież prasowaniu lub pieleniu ogródka- wpadłam w decyzyjny popłoch. Na fali tego popłochu zadałam niefortunne pytanie, które właściwie o wszystkim przesądziło w momencie, gdy stawiałam znak zapytania na końcu zdania. Jeszcze nie wybrzmiał doszczętnie, a już padła entuzjastyczna odpowiedź "Taaaaa, mama, ooooo".

No i zaczęło się to, co się miało początkowo wcale nie wydarzyć.

Milion telefonów do dzieci pozostałych. To znów do męża, czy reflektuje? Potem znów do dzieci, czy aby na pewno nie, czy może jednak tak? I znowu do męża, czy to bynajmniej dobry plan na wieczór? 


Nękana wątpliwościami praktycznie połowę drogi do Wrocławia, trzy razy zmieniałam trasy dojazdu, dwa razy widziałam kierowcę, który pukał się w czoło bądź kiwał głową z dezaprobatą. Cóż- uwielbiam to wytłumaczenie na 40-letnią blondynkę ;)

Ale jednak dotarliśmy. Cali i zdrowi. I z całą pewnością mogę napisać, że to był cudowny wieczór, spędzony w bardzo miłym otoczeniu. 

Spotkaliśmy kilkoro znajomych z rehabilitacji, koleżankę Ignasia z przedszkola i naszą znajomą Gosię, która lat temu kilka zorganizowała dla nas wycieczkę po ZOO w wersji "VIP" i dotrzymywała nam towarzystwa oraz oprowadzała po najciekawszych wówczas zakamarkach tego ogrodu (czasy to były zamierzchłe- sprzed Afrykarium, które było w budowie). Dla ciekawych relacji - tu linkuję Wspomnienia z ZOO. Pozdrawiamy Cię Gosiu :) I obiecujemy na milion procent, ty wiesz, co :)

Było uroczo, leniwie, czerwcowo, bez tłoku i upału, a zatem komfortowo, ale przede wszystkim w jakimś sensie przełomowo. Ignacy był bardzo zainteresowany, słuchał moich opowieści, zaglądał do zwierzątek, komentował po swojemu i przede wszystkim sam poprosił o ... przejażdżkę na kucyku! Tego akurat się nie spodziewaliśmy :)



Bardzo to miły gest ze strony Organizatorów: udostępnić nieodpłatnie cały teren ZOO niepełnosprawnym osobom i ich opiekunom. Pierwszy raz braliśmy udział w takim wydarzeniu i sądząc po reakcji Ignasia- chyba będziemy je częściej odwiedzać. Jednak. Poza tym dla mnie jest to znak, że niepełnosprawni są mile widziani w przestrzeni społecznej, ona jest na nich otwarta, czeka. Może jeszcze wielce niedoskonała, ucząca się, w procesie poznawania potrzeb i oczekiwań- niekiedy żmudnym i wyboistym. Dostosowująca się, choć nie idealnie. Ale istnieje wola, nie łaska. Jest otwartość, nie litość. Jest życzliwość, nie współczucie. Każda inicjatywa, która buduje pozytywny klimat w jej uczestnikach, buduje przyszłość naszego syna... A ta akcja taka właśnie była.




Jest jeszcze inny wymiar tego wieczoru. Bezcenny. Nieprzeliczalny w żaden sposób na pieniądze...

Kiedy doświadczam bycia częścią jakiejś większej całości, gdy jestem otoczona rodzinami w jakimś sensie podobnymi do naszej, gdy zaglądam w oczy innych rodziców, którzy mierzyli się z podobnymi, co my wyzwaniami, jest mi lżej i łatwiej. Spokojniej. Otwiera się we mnie nowa perspektywa, budzi się kolejny pokład nadziei na przyszłość i wówczas wiem, że skoro tylu innych, zwyczajnych ludzi poradziło sobie z niepełnosprawnością swojego dziecka, to ja też dam radę. Potrafię.




No i przypomniały mi się czasy, gdy- jako początkujący rodzice naszego pierworodnego i wówczas jedynego syna, pokazywaliśmy mu ten fascynujący świat, który nas otacza i pasjami zabieraliśmy go w najprzeróżniejsze miejsca, gdzie mógł chłonąć wiedzę o świecie i życiu prawie przez skórę. ZOO było na tej mapie na honorowym miejscu.
 I w tajemnicy Wam wyjawię, że dzisiaj wieczorem czułam się.... dokładnie tak samo jak wtedy :) Odmłodzona? ... ;)


I za te wrażenia dnia dzisiejszego dziękuję. Wszystkim zamieszanym w to, co stanęło na głowie;)





5 komentarzy:

  1. Bardzo się cieszę, że tak przyjemnie spędziliście popołudnie.
    Tak sobie właśnie myślałam, czy się wybraliście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Wy? Też skorzystaliście? :)

      Usuń
    2. Nie, my nie byliśmy. Czułam, że Adasiowi tym razem najlepiej zrobi popołudnie spędzone w domu, ze względu na tempo tego tygodnia. Zresztą chyba nawet gdybyśmy chcieli się wybrać, to byśmy nie mogli.
      Inicjatywa jednak super!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. super inicjatywa :-)
    pozdrawiam zza miedzy
    ivonesca

    OdpowiedzUsuń