Oni dwaj.

- Mogę napisać o Was na blogu: jakich mam wspaniałych synów, chłopcy?

-Nie!

-Tak!
Padły jednocześnie dwie odpowiedzi.

-No dobra, możesz, tylko nie pisz moich danych osobowych!- zgodził się ten, który najpierw się nie zgodził.

-I nie zamieszczaj żadnych zdjęć ze mną- dodał rezolutnie ten drugi.

Zdarzało mi się już wspominać o starszych braciach Ignacego, na przykład tutaj (klik, klik). Mam jednak ciągle wrażenie, że w jakimś sensie to niesprawiedliwe, bo cała uwaga blogowa skupiona jest na najmłodszym, a o nich tak rzadko... Na szczęście w naszym realnym życiu te proporcje są nieco inaczej rozłożone.


Przez trzy ostatnie dni leżałam złożona klasyczną, wypasioną, wszystkimi objawami się objawiającą, anginą ropną. Jak z dzieciństwa wyjętą. Leżałam odosobniona, odizolowana od reszty, i cały świat się kręcił beze mnie.


I podczas gdy ja, tam w sypialni, od domowników odcięta i obowiązków domowych, oni tu na dole wspaniale sobie radzili we czwórkę, zupełnie nie dając po sobie poznać, że im do czegoś mama jest potrzebna lub, że czegoś nie potrafią. Może nawet trochę odpoczywali po cichu ;)


***


-Mamo, zająłem drugie miejsce- rzucił mimochodem najstarszy syn, witając się ze mną w kuchni.- Tu jest dyplom.


O rany! Kiedy on się uczył? Chciało mu się? Pod koniec roku szkolnego? To te 3 wczorajsze godziny przy komputerze wieczorem, plus 30 minut rano, przed wyjściem do szkoły, po drodze jeszcze odprowadzając Ignasia do przedszkola (ja leżę z anginą na górze)...


Nie rozumiem... skąd w nich tak dużo mądrości?

Podziwiam, wzruszam się z dumy, rozmyślam nad tym, jakich wyjątkowych synów od życia dostałam. Czy fakt, że dobrze ich poprowadzę na początku ich życia wystarczy, by czuć się spełnioną pod koniec?...

-Oj tam, oj tam!- odzywa się drugi syn- a jak ja zająłem III miejsce, to się tak nie przejęłaś!- zazdrośnik, upomina się o należny mu podziw i uznanie :) 


Tak. Pamiętam ten konkurs. Wcale nie chciało mu się przygotowywać, ale się zobowiązał przed panią nauczycielką. Głupio by było się wycofać. Z drugiej strony wiedzieliśmy z mężem, że dwa, trzy dni intensywnej nauki i podium będzie jego, bo zdolna z niego bestia, jak rzadko która. Więc się zaczęło- dopingowanie, dopilnowanie, kilka chwil spędzonych na rozmowach o temacie. Utwory odsłuchiwał samodzielnie, w swoim tempie i własnym rytmie.

No i ta radość, gdy komisja konkursowa wyczytywała jego imię i nazwisko! W oczach blask, głowa jakby nieco wyżej uniesiona:)
Warto było jego i siebie pomęczyć. Dla tego uczucia sukcesu, które zostanie na wiele dni w tej wrażliwej duszy rubasznego dwunastolatka.

Niebawem chłopcy mają urodziny.

Dosłownie lada dzień- tak się złożyło, że dzieli ich niespełna 3 dni i 3 lata.

Bardzo jestem z Was dumna na co dzień, chłopaki!

Uwielbiam wasze przekomarzanie się przy kolacji (choć czasem uszy mi więdną i zamiast się śmiać- się wściekam).
Uwielbiam, gdy któryś z Was zalega potem na kanapie i wdaje się z nami w pogawędkę.
I wiem, że czasem muszę powtórzyć coś po raz milionowy, żeby dotarło i zmobilizowało do działania, a czasem nawet wrzasnąć tak, że sąsiedzi słyszą. Tak to już jest w tym wieku.

Wiem, że jesteście mądrymi, wrażliwymi, wyjątkowymi- każdy na swój sposób- młodymi ludźmi i bardzo sobie cenię waszą sumienność, pracowitość, odpowiedzialność, której się teraz uczycie i cierpliwość do tego najmłodszego, który czasami daje nam wszystkim popalić równo ;)


Bardzo Was kocham.

I jestem zwyczajnie dumna.
mama


Komentarze

  1. Gratulacje dla zdolniachów! To zaszczyt mieć tak dojrzałych i mądrych synóów

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.