Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2016

Miejsce na mapie

Obraz
Akurat teraz, gdy cudownie wypoczywamy od obowiązkowych zajęć w roku tak zwanym szkolnym, znalazła się we mnie przestrzeń by opowiedzieć Wam o miejscu, w którym Ignacy czuje się jak w domu.
Czyli bezpiecznie i swobodnie.

Od początku naszej wspólnej rehabilitacyjnej wędrówki przyświecały mi dwa priorytety: żeby było profesjonalnie i w bezpiecznej atmosferze... Rehabilitacja to 1/3 życia naszego pięcioletniego syna. To niezliczone już dla mnie godziny spotkań i ćwiczeń w salach różnych specjalistów, którzy starali się z lepszym czy gorszym skutkiem mu pomóc uzyskać możliwie jak najlepszą sprawność, dogonić świat, rówieśników. To setki decyzji podjętych przeze mnie odnośnie rodzajów terapii, miejsc i godzin, kosztów, wycofania się z czegoś, co nie przynosiło efektów bądź nie służyło Młodemu (bo takie momenty też były naszym udziałem). To tony myśli i lawina emocji, które się przez nas przetaczały, miliony ruchów, które Ignacy musiał wykonać i powtórzeń, które pomagały mu utrwalić konieczne…

Lato z Ignacym

Obraz
jest wymagające.
Każdy dzień to wyzwanie.
Musi być plan.
Musi być 100 procent skoncentrowanej uwagi. Z krótkimi przerwami wytchnienia.
Musi się coś dziać, bo On inaczej nie potrafi.
A może to ja?...

Więc dzieje się...

Są spacery po lesie....
z obowiązkowym piknikiem i walką z grawitacją;)





Są domowe porządki, bo na pokładzie, jak ten ostatni Mohikanin, ostał się chętny do pomocy tylko On. Więc trzeba korzystać, póki chęć i zapał ;) A wiadomo: jak mama się szybciej wyrobi, szybciej będzie do mojej dyspozycji...



Są obowiązkowe wyjazdy do taty- bo kiedy, jak nie teraz można poczuć  i smakować ten wielki świat? ;)



Jest wspólne gotowanie. Bez udawania, ostrym nożem, z całym dziecięcym zapałem, bo wreszcie można! Mama mnie doceniła po 20 minutowym skupieniu nad cukinią ;) :) 
No i te kolory! Ta sensoryka! Te zapachy i smaki!




Jest i pieczenie, dla odmiany, ciast. A później ich zjadanie w zawrotnych ilościach: trzech kawałków pod rząd (domownicy oniemieli ze zdziwienia.... drożdżowe górą!).



Są wyprawy bez c…

"Mamy z innej planety"

Obraz
Każdej matce, która zadaje sobie pytanie: czy jestem normalna? Czy moja miłość i nienawiść jest ok? polecam tę książkę...

Już jakiś czas temu zaczęłam poszukiwać (choć nie intensywnie) książek, które w jakiś sposób dotykają problematyki niepełnosprawności wśród dzieci, oraz tego, w jaki sposób wpływa ona na najbliższych. Oczywiście, to moje zainteresowanie podyktowane było i jest wewnętrzną potrzebą poprzyglądania się i sobie i innym rodzicom, którzy przechodzą przez to doświadczenie. Porównania się, odbarczenia z poczucia winy lub zawstydzenia z powodu uczuć, które czasami się przeze mnie przetaczają.

Niewiele książek, na które się natknęłam i które pochłonęłam w co najwyżej kilka wieczorów (żadne inne pozycje tak mnie nie wciągają, jak te "z tematu"), okazały się jednocześnie tak bliskie memu sercu i zarazem tak pomocne.

Czytałam choćby "Poczwarkę" Doroty Terakowskiej, "Życiową zwrotnicę" Anny Brzoski czy "Łebki od szpilki" Agnieszki Szpili. Wszy…

Tymczasem "na poważnie"

Obraz
Tymczasem na poważnie:
z wizyty u neurologa, prócz komplementu, wynieśliśmy podejrzenie kolejnej choroby, do którego wcale się nie przywiązujemy zanadto (co wynika z naszej postawy obronnej, nie z lekceważenia Pani doktor!!!!!). Cholernie boję się diagnozy, która może "przesądzić" o wszystkim. Wolę karmić się nadzieją. I choć wiem, że to krótkowzroczna perspektywa, może nawet ryzykowna, póki nie będę mieć czarno na białym napisane, potwierdzone wynikami badań genetycznych, udaję, że nie ma żadnej choroby i robię swoje.
Na razie dosłałam Pani neurolog skany dokumentów i epikryzy z wizyty. W zaleceniach mamy przebadać kości nadgarstka Ignacego i oznaczyć wiek kostny, kontrolnie robić poziom mleczanów i tsh (tarczyca) oraz gazometrię, aż po całkowite badanie słuchu (tu laryngolog powiedział, że niekoniecznie, ale gdybyśmy bardzo chcieli to możemy zrobić badanie Bera. Nie wiem, czy będziemy chcieli, to badanie robi się chyba podczas hospitalizacji, więc muszę sprawę przemyśleć i p…

Miłe.

Obraz
Takie miłe mi się zdarzają spotkania ostatnio. Spójrzcie tylko:

Wchodzę do Fundacji, rozliczyć faktury za terapię i wizyty specjalistyczne dla Ignacego, witam się na uśmiechu, choć deszcz, i na dzień dobry słyszę komplement z ust kompletnie nieznanej mi Kobiety :)
Że fajnie piszę, lekko o trudnych sprawach, że prawie jak jakiś zawodowiec, choć nie jestem nim zupełnie, ni w ząb. I że naprawdę i w ogóle, dobrze się czyta "Pani bloga", i robi mi się naraz tak miło i wdzięcznie, że nie wiem, gdzie oczy posiać, spojrzenie skierować, żeby się nie wydało, że w nich mi łzy wzruszenia stanęły.
Dziękuję:)

Lub takie:
Kolejna lipcowa wizyta u specjalisty w toku. Masywne, dębowo-stylowe biurko, zasłania połowę sylwetki Pani doktor o karminowych ustach i fantazyjnym koku. Czuję przejęcie i zaangażowanie z drugiej strony, ale też coś na kształt zafascynowania, wychodzącego poza zwyczajne granice lekarskiej praktyki. Tak- myślę- trafiłam na pasję i być może teraz właśnie Ktoś taki jest nam potrz…

taki klimat.

Obraz
Więc jest taki klimat:
z głośników pod ścianą w salonie brzęczy mi Amy i Bonobo, a za oknem targa wierzchołkami choinek wietrzysko nieposkromione i atakuje okna...
poczytałam już nieco, kocem się nakryłam i zjadłam tę sałatkę z bobem, której od kilku dni nie miałam nastroju przygotować, choć bób w lodówce cierpliwie nęcił i czekał milcząco...
odebrałam wyczekiwany telefon, na wyświetlaczu którego twarz Najważniejszego Faceta w moim życiu się pojawiła na chwilę, by usłyszeć, na co czekałam-że dojechaliśmy na miejsce i jesteśmy cali i zdrowi...
zapowiada nam się spokojny wieczór i poranek zatem, które kocham miłością bezwstydną i wyczekiwane są one zawsze przeze mnie z utęsknieniem.

Znaczy się mogę pisać ;)


I tu pojawia się dylemat. Bo tematów kilka, rozpoczętych wątków jeszcze więcej, a noc tylko jedna;)

Zrobię więc tak: popiszę, ile mi sił starczy i będę uwalniać miarowo, stopniowo, słowa w sieć, byście je łapać mogli, ale nie w nadmiarze. Bez przesytu. 

A co potem... czas pokaże.


***


gdy byłam…

Ogarnięci, wypoczęci.

Obraz
Tydzień zajęło mi ogarnianie rodziny po wyjeździe wakacyjnym. Dom porósł kurzem, ogród chwastami, a pralka cierpliwie czekała na pauzę. Zaś ja na wenę.

W tym roku zrobiliśmy szaleńczą powtórkę z ... Włoch i śmiało napiszę, bez cienia zawstydu, że to były najpiękniejsze wakacje naszej rodziny od lat przynajmniej pięciu! Choć poprzednie, gdy je tak wspominam szczegółowo, też należały do przepięknych... Wyobraźcie więc sobie, jak nam dobrze było tym razem... Słucham? Że trudno to sobie wyobrazić? Taaaaak. Rozumiem. Mnie też było niełatwo, a jednak dokonaliśmy rzeczy prawie niemożliwej i jednak było przecudownie ;)


Kto pamięta, ten szczęściarz, a kto nie- może zerknąć na wpis sprzed lat czterech (!!!), gdy to po raz pierwszy, w ramach walki z depresją i stresem, wyruszyliśmy z Ignasiem na naszą krótką, rodzinną wyprawę do słonecznej Italii (klik, klik wpis 1. oraz wpis 2.)...


Mnie takie wyprawy zawsze dobrze na duszy czynią, zaś Ignasiowi dostarczają takiego ogromu wrażeń, że śmiało można to…