22 lipca 2016

"Mamy z innej planety"

Każdej matce, która zadaje sobie pytanie: czy jestem normalna? Czy moja miłość i nienawiść jest ok? polecam tę książkę...

Już jakiś czas temu zaczęłam poszukiwać (choć nie intensywnie) książek, które w jakiś sposób dotykają problematyki niepełnosprawności wśród dzieci, oraz tego, w jaki sposób wpływa ona na najbliższych. Oczywiście, to moje zainteresowanie podyktowane było i jest wewnętrzną potrzebą poprzyglądania się i sobie i innym rodzicom, którzy przechodzą przez to doświadczenie. Porównania się, odbarczenia z poczucia winy lub zawstydzenia z powodu uczuć, które czasami się przeze mnie przetaczają.

Niewiele książek, na które się natknęłam i które pochłonęłam w co najwyżej kilka wieczorów (żadne inne pozycje tak mnie nie wciągają, jak te "z tematu"), okazały się jednocześnie tak bliskie memu sercu i zarazem tak pomocne.

Czytałam choćby "Poczwarkę" Doroty Terakowskiej, "Życiową zwrotnicę" Anny Brzoski czy "Łebki od szpilki" Agnieszki Szpili. Wszystkie one były dla mnie ważne, ale dopiero "Mamy z innej planety" dotknęły we mnie tego, co najważniejsze...

Można powiedzieć, że w jakimś sensie jest to kompendium wiedzy o problemach, z jakimi może (i zwykle tak się dzieje) zderzyć się rodzic - tu akurat matka- dziecka, które rodzi się naznaczone niepełnosprawnością na początku swojego życia. Książka jest idealnie wyważoną mieszanką osobistych historii konkretnych kobiet i ich dzieci oraz przeglądem stanu wiedzy teoretycznej na temat procesu stawania się rodzicem niepełnosprawnego malucha. Autorka tej książki poświęciła sporo uwagi literaturze specjalistycznej (głównie z zakresu psychologii i pedagogiki), czerpiąc z niej wiedzę na temat procesów, które zachodzą w psychice matek (i ojców zapewne też), dynamice rodzin z niepełnosprawnym dzieckiem i dzięki temu obraz, który przedstawia jest bardzo realistyczny i rzetelny. Życiowy. Autentyczny. kompletnie nie patetyczny. Idealnie nadający się do celu, jaki stawiałam sobie, sięgając po nią: odnaleźć odrobinę siebie i prawdy o tym, przez co przechodzę sama przez ostatnie pięć i pół roku.

Dziękuję Autorce za to, że z odwagą zajrzała  w głąb własnych uczuć i potrafiła o nich opowiedzieć. Że nie cenzurowała i nie idealizowała naszego macierzyństwa. Że miała przenikliwe spojrzenie na doświadczanie niepełnosprawności naszych dzieci i uciekała wszelkimi możliwymi sposobami od złudzenia bohaterstwa nas- rodziców.

Wiele fragmentów z tej książki mogłabym przyjąć za własne (stwierdzenia, myśli), choć nasze doświadczenie niepełnosprawności Ignasia nie jest tożsame z historiami dzieci, opowiedzianymi w tej książce. A jednak udało jej się uchwycić pewne uniwersalne prawdy, które - wygląda na to- przeplatają się w każdej historii o tym jednym wspólnym mianowniku. Nie zważając na jego licznik...

Mamom, które, podobnie jak ja, lubią szukać oparcia również w literaturze- spokojnie polecam tę książkę.
Ona jest mądra i prawdziwa. I przy tym w jakimś sensie uniwersalna nawet. Trzeba tylko mieć odwagę spojrzeć w głąb siebie, co wcale nie jest takie proste, niestety. Ale cudownie pomaga.

A pani Krystynie dziękuję. Za całą pracę, jaką wykonała i całe serce, które włożyła w te rozdziały.

2 komentarze:

  1. Huśtawka Agnieszki Sujaty
    Niewidoczne dla oczu i Filipina Sophie Lutz
    Wyjatkowy dzień -autorka Julliand
    Nie pamietam dokładnie nazwisk.
    pozdrawiam Grazyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Pani Grażyno. Z pewnością poszukam i poczytam. Takich lektur nigdy dość, jak widać, choć ostatnio mam się psychicznie dużo lepiej :)
      Pozdrawiam również.

      Usuń