Miłe.

Takie miłe mi się zdarzają spotkania ostatnio. Spójrzcie tylko:

Wchodzę do Fundacji, rozliczyć faktury za terapię i wizyty specjalistyczne dla Ignacego, witam się na uśmiechu, choć deszcz, i na dzień dobry słyszę komplement z ust kompletnie nieznanej mi Kobiety :)

Że fajnie piszę, lekko o trudnych sprawach, że prawie jak jakiś zawodowiec, choć nie jestem nim zupełnie, ni w ząb. I że naprawdę i w ogóle, dobrze się czyta "Pani bloga", i robi mi się naraz tak miło i wdzięcznie, że nie wiem, gdzie oczy posiać, spojrzenie skierować, żeby się nie wydało, że w nich mi łzy wzruszenia stanęły.
Dziękuję:)

Lub takie:

Kolejna lipcowa wizyta u specjalisty w toku. Masywne, dębowo-stylowe biurko, zasłania połowę sylwetki Pani doktor o karminowych ustach i fantazyjnym koku. Czuję przejęcie i zaangażowanie z drugiej strony, ale też coś na kształt zafascynowania, wychodzącego poza zwyczajne granice lekarskiej praktyki. Tak- myślę- trafiłam na pasję i być może teraz właśnie Ktoś taki jest nam potrzebny, by pociągnąć diagnozę w odpowiednim kierunku. Za to skierowania na buty ortopedyczne nam ta Pani doktor raczej nie wypisze;) Kartki papieru latają w powietrzu, i jeszcze ten wypis poproszę, a ceruloplazminę mu oznaczano?- tak, wiedziałam, musieli to robić- i szeroki uśmiech tryumfu na twarzy... I jeszcze to badanie i to proszę, tak, nie, ooo!- tak myślałam- monologuje Pani doktor i nagle strzela do mnie salwą komplementów, zupełnie nieoczekiwanych i nie wiadomo, co mam z nimi zrobić...
"Świetnie go, Pani mamo, poprowadziłaś i przebadany jest wyjątkowo skrupulatnie. Brawo. Uznanie. Cudny chłopczyk."
Bum. No bo mam jak rozumieć to wyznanie? Jako ocenę traktować? Podziw? No nie wiem...

I znowu parę dni później, kolejna wizyta w sympatycznej atmosferze. Pani doktor w białym kitelku, skrupulatnie notująca swoje spostrzeżenia i dane z wywiadu w małym laptopie, przy schludnym acz skromnym, "paździerzowym" biurku, łypie wzrokiem to na mnie, to na Ignasia, uśmiecha się szczerze- mam wbudowany czujnik autentyczności w siódmym oku koło serca ;) - po czym przenosi się w klęczki na małą kolorową i sfatygowaną matę na podłodze, by zbadać zakres ruchomości kończyn Młodego i wyciągnąć niezbędne do dalszej terapii wnioski. Jestem pełna uznania i czuję przez skórę, że znowu dobrze trafiliśmy. Słucham z uwagą i staram się jak najmniej przerywać, co zwykle idzie mi z trudem, zwłaszcza, gdy ktoś zawłaszcza na dłużej całą przestrzeń dialogu dla siebie. I nagle padają: bang, bang, bang- jak jędrne krople deszczu na rozpalony chodnik pod stopami, z tej jednej niepozornej chmury co buja nad głową- słowa: "Wspaniale wyprowadzony chłopiec, dużo dobrej roboty Pani już zrobiła"... (Dlaczego do lekarzy specjalistów zwykle czekają matki z dziećmi, czasami oboje rodziców, a rzadko sam ojciec?- przemyka mi przez myśl)...

"To nie ja"- staram się głupio tłumaczyć- "to fizjoterapeuci i Ignaś, mieliśmy mnóstwo szczęścia..." bąkam pod nosem, z czego wnoszę, że nie potrafię przyjąć tej pochwały i słów uznania, jak to uczyniłam, dziękując zwyczajnie, jeśli chodzi o blog...
Dlaczego?

Wygląda na to, że powinnam się poduczyć, podszkolić i zacząć zauważać, że szczęście szczęściem, a moje zachody- zachodami, które przynoszą efekty. I tylko w takim duecie to działa ;)






Komentarze

  1. o tak... mi skrzydeł dodał młody pasjonat/neurolog jednym zdaniem - "świetnie prowadzony chłopiec, widać, że wiecie, co robicie".Niby nic a mi się tak jeszcze bardziej zachciało :))))
    no a że piszesz świetnie - prawda najprawdziwsza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))
      Dobre słowo może wiele, prawda :)
      Anonimowa komentatorko :)

      Usuń
  2. Czyli nie taki doktor straszny jak go malują. A z drugiej strony w pełni stosujecie wobec Iggiego INTENSYWNĄ TERAPIĘ MIŁOŚCIĄ, więc nie ma się co dziwić, że robi postępy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładnie to ujęłaś, Karolino! Dziękuję :)

      Usuń
  3. Aaaaaaaaaaaaale fajnie.
    I jak poetycko tak jakoś :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.