Miejsce na mapie

Akurat teraz, gdy cudownie wypoczywamy od obowiązkowych zajęć w roku tak zwanym szkolnym, znalazła się we mnie przestrzeń by opowiedzieć Wam o miejscu, w którym Ignacy czuje się jak w domu.
Czyli bezpiecznie i swobodnie.

Od początku naszej wspólnej rehabilitacyjnej wędrówki przyświecały mi dwa priorytety: żeby było profesjonalnie i w bezpiecznej atmosferze... Rehabilitacja to 1/3 życia naszego pięcioletniego syna. To niezliczone już dla mnie godziny spotkań i ćwiczeń w salach różnych specjalistów, którzy starali się z lepszym czy gorszym skutkiem mu pomóc uzyskać możliwie jak najlepszą sprawność, dogonić świat, rówieśników. To setki decyzji podjętych przeze mnie odnośnie rodzajów terapii, miejsc i godzin, kosztów, wycofania się z czegoś, co nie przynosiło efektów bądź nie służyło Młodemu (bo takie momenty też były naszym udziałem). To tony myśli i lawina emocji, które się przez nas przetaczały, miliony ruchów, które Ignacy musiał wykonać i powtórzeń, które pomagały mu utrwalić konieczne schematy i wzorce. To też mnóstwo wzruszeń i niepokojów, które przeplatały się we mnie nieustannie, jak w wielobarwnym kilimie pojedyncze nitki. To mega wysiłek jednym słowem, no.... dwoma :)

Dlatego tak ważne było i jest to, jak Ignacy się czuje podczas pracy z fizjoterapeutami, czy ich lubi, czy oni lubią jego i czy atmosfera i więź, jaka się między nami rodzi, sprzyja wzrostowi naszego Syna, nie tylko stawiając przed nim kolejne wyzwania i dążąc do obranego celu.

Od przeszło pół roku na naszej rehabilitacyjnej mapie pojawił się nowy ośrodek, o którym jakoś nie zdążyłam Wam donieść, a może chciałam celowo zaczekać, popróbować, doświadczyć, by nie zarażać nadmierną euforią na zapas?
Dziś już spokojnie mogę napisać, że w naszym mieście jest takie miejsce, gdzie rehabilitacja jest na najwyższym poziomie. A serdeczność i indywidualne podejście do każdego pacjenta to (zaraz po świadczonych usługach) sprawa pierwszoplanowa-bis ;)
  


"Różowa kanapa", o której kiedyś wspominałam na fb ;).
Czerwonego dywanu nie przewidujemy :))))

Reh4U- bo o tym miejscu mowa, stworzyły Panie dość dobrze nam znane z innych okoliczności- mianowicie z terapii na basenie, z której Ignacy korzystał w ubiegłym roku (w tym już zwyczajnie nie znaleźliśmy sił i czasu na "baraszkowanie w wodzie" pod okiem specjalisty).
Pani "Uła" i Pani Monika na długo zostaną w naszych wspomnieniach jako te, które rozkręciły i jednocześnie nieźle namieszały w Ignasiowym słowniku ;) Od "Uły" właściwie wszystko się zaczęło, bo najpierw pojawiło się to słowo, a później naturalnie przeniosło na "Monikę". W ten sposób "Monika" stała się "Ułą" na długie miesiące i trzeba było nie lada orientacji w ignasiowym słowniku, żeby się czasem domyśleć, o co i o kogo akurat mu chodzi, gdy mówi "Uła". Ale- to historia na odrębną dykteryjkę.

Pani Monika, już na samym początku spotkań basenowych, jak ta kropla, co drąży skałę, napomykała mi dyskretnie o terapii Cranio-sakralnej, która może niezbyt popularna jest i "twarda", ale służy dzieciom i dorosłym z podobnymi problemami, jak Ignasia. Początkowo, jako ta skała, puszczałam mimo uszu podpowiedzi, nie znajdując dla nich zwyczajnie przestrzeni i czasu w naszym zapełnionym grafiku, ale wiecie, jak to jest: życie tak się w końcu poukłada, żeby było dobrze. I miejsce na to, co potrzebne w końcu się znalazło. 
Chodzi więc Ignacy (a właściwie chodził, bo obecnie ma przerwę wakacyjną) do Pani Moniki, do obecnego Reh4U, raz w tygodniu, w środowe wieczory, na zajęcia z elementami terapii czaszkowo- krzyżowej (czyli tej tajemniczej Cranio-sakralnej) cały ostatni rok przedszkolny i chodzić nie przestanie. Bo wygląda na to, że służy mu ten delikatny dotyk, ciekawią bajeczki, którymi Pani Monika stara się zająć jego uwagę, gdy ów kręci się na stole rehabilitacyjnym niemiłosiernie, smakują te czekoladowe łakocie, którymi nagradzany jest za wysiłek i subordynację podczas godziny zajęć. Czasem zdarzało się, że zajęcia kończyły się po 15 minutach, bo Ignaś był bez formy i nie był w stanie się skupić, a niekiedy nie można go było wygonić z gabinetu, bo tak mu się dobrze z panią Moniką pracowało, że chciał zwyczajnie jeszcze. I tu jest chyba cały sekret naszego uznania dla pracy specjalistów z Reh4U, że podążają za pacjentem/ klientem i są ciągle na niego uważni. To nas związało z tym miejscem, w którym Ignacy czasami traktowany jest jak król, witany z entuzjazmem i szanowany w swoich ograniczeniach. Do tego stopnia, że aż mnie- mamie- robi się czasami niezręcznie, bo nie oczekuję aż tak ciepłego przyjęcia i zaangażowania, a tam dostajemy to zupełnie gratis i szczerze :)

W Reh4U, prócz terapii dla dzieci, która jest- tak to nazwijmy- na początku drogi (jak i cała placówka, która funkcjonuje od dosłownie kilku miesięcy, za to jak energicznie i z jakim rozmachem!), dostępny jest cały szereg zabiegów fizjoterapeutycznych dla osób dorosłych, sportowców, osób po urazach różnego typu, od masaży począwszy na fali uderzeniowej, krioterapii czy specjalistycznym urządzeniu NuStep skończywszy. Ciągle się coś tam dzieje, jak chociażby ostatnio prezentacje Egzoszkieletu, o którym na pewno słyszeliście, jeśli śledzicie walkę wokalisty Tomka Kowalskiego.
Dla zainteresowanych podaję link do profilu FB oraz strony www ośrodka- warto ich śledzić, bo wciąż zaskakują jakimiś nowościami w ofercie dla swoich pacjentów:

https://www.facebook.com/REH4U

http://www.reh4u.com/


Ostatnio dowiedziałam się również, że załoga Reh4U planuje od 2017 roku organizować tygodniowe turnusy rehabilitacyjne dla dzieci w wariancie "wakacyjno- feryjnym". Z niecierpliwością wyczekuję szczegółów tego planu... i mam nadzieję, że się uda.
Takich miejsc po prostu nigdy dość :)










Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.