18 lipca 2016

Tymczasem "na poważnie"

Tymczasem na poważnie:
z wizyty u neurologa, prócz komplementu, wynieśliśmy podejrzenie kolejnej choroby, do którego wcale się nie przywiązujemy zanadto (co wynika z naszej postawy obronnej, nie z lekceważenia Pani doktor!!!!!). Cholernie boję się diagnozy, która może "przesądzić" o wszystkim. Wolę karmić się nadzieją. I choć wiem, że to krótkowzroczna perspektywa, może nawet ryzykowna, póki nie będę mieć czarno na białym napisane, potwierdzone wynikami badań genetycznych, udaję, że nie ma żadnej choroby i robię swoje.
Na razie dosłałam Pani neurolog skany dokumentów i epikryzy z wizyty. W zaleceniach mamy przebadać kości nadgarstka Ignacego i oznaczyć wiek kostny, kontrolnie robić poziom mleczanów i tsh (tarczyca) oraz gazometrię, aż po całkowite badanie słuchu (tu laryngolog powiedział, że niekoniecznie, ale gdybyśmy bardzo chcieli to możemy zrobić badanie Bera. Nie wiem, czy będziemy chcieli, to badanie robi się chyba podczas hospitalizacji, więc muszę sprawę przemyśleć i poszukać info). Czeka nas również szczegółowe badanie psychologiczne określające poziom intelektualny Młodzieńca naszego oraz konsultacja kardiologiczna z badaniem Holtera (potrzebne do celów diagnostycznych choroby podstawowej- Pani neurolog podejrzewa jednak jakąś wredną chorobę mitochondrialną).
Jak widać- zaleceń niemało. Nuda nam nie groźna, plan pięciomiesięczny wyznaczony mamy ;) Co najmniej. 



Ortopedycznie sprawa wygląda następująco:
poza komplementami ;) Ignacy dostał wskazanie do hipoterapii- na czym mi zależało (jemu chyba nieco mniej ;)), wskazanie do wykonania bad RTG bioder AP, dalsza rehabilitacja NDT-Bobath, terapia manualna- rozluźnianie mięśniowo-powięziowe/ osteopatia (akurat nam znana, już zaklepałam wizytę u Pana Mularczyka, do którego chodziłam z Ignacym w 2011 i 2012 roku; 170 zł wizyta wyłącznie prywatnie;) ).
Musimy również rozciągać Ignaca stopy (Achillesy), bo one odpowiadają za chodzenie 'z automatu' na palcach i ogólnie za nieprawidłowe ustawienie miednicy oraz postawę pleców podczas siadu prostego w opinii Pani ortopedy odpowiedzialne są mięśnie nóg, które też należy rozciągać. Ale poza tym jest dość dobrze. Operacja żadna nie wchodzi w grę (nawet o niej nie myślałam!).
Kontrola za 6 miesięcy.


I ostatni nasz przystanek: okulista z poradni leczenia zeza orzekła, że dna oczu  u Ignasia są prawidłowe, wada wzroku minimalna in plus i w chwili obecnej ani okularów ani zabiegu chirurgicznego korygowania zeza nie zaleca. Za to sporo ćwiczeń na konwergencję i czekanie, co nastąpi dalej. Akurat ja się z taką opinią zgadzam, choć byłam ciekawa, czy nie potrzebne byłyby Ignasiowi jakieś okulary, ale okazało się, że nie przy tej wadzie. Pogłębiałyby one jedynie uciekanie oczek, co wiążę raczej ze słabą mięśniówką i napięciem.


I w zasadzie z tego miłego wpisu zrobił się wpis nudny, za co Was przepraszam, ale czułam się w obowiązku pociągnąć temat wizyt specjalistycznych, gdyby ktoś akurat był ciekaw... 


Przy okazji jedynie dodam, że na okoliczność tych zmasowanych wizyt lipcowych przeprosiłam się z opasłą teczką dokumentów medycznych Ignasia, gromadzonych chaotycznie od pierwszych dni jego życia (na pohybel im!) i dosłownie w dniu (UWAGA!!!) powrotu z naszego cudownego włoskiego urlopu, walcząc chyba z czającą się za rogiem depresją pourlopową, zrobiłam z nich profesjonalną książkę historii choroby, w której teraz wszyściuteńko mogę znaleźć na zawołanie, tak piknie poopisywałam kilkadziesiąt dokumentów, poukładałam tematycznie i chronologicznie i teraz już się nie muszę ani wstydzić, ani stresować, gdy mnie jakiś doktor o coś spyta bądź poprosi na wizycie :))))

No.
:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz