30 sierpnia 2016

Spotkania na końcu świata

Celowo wybieramy miejscowość oddaloną od wakacyjnego zgiełku, po czym okazuje się, że ...

Pięć kilometrów dalej spędza wakacje nasz znajomy blogowy Mały Adaś (klik, klik) z rodzicami.
Trudno więc nie skorzystać z okazji i - buch- spotkanie ;)

(zdjęcia autorstwa Taty Adasia ze zgodą na wykorzystanie na naszym blogu)


Wspólna herbata sączona wieczorową porą w jedynej eleganckiej kawiarni w mieścinie (ciekawe, jak wyglądają takie nadmorskie wioski/ osady po sezonie? nigdy w żadnej nie byłam w takim okresie i chcę tego koniecznie doświadczyć), cicha rozmowa z muzyką w tle i znów odkrywanie żywego świata innych ludzi, podczas gdy męska część naszej gromadki szaleje na, prym wiodących wśród tegorocznych urlopowych rozpust, gokartach ;)

Adaś.... jeszcze bardziej czarujący, niż na fotografiach i uroczo rezolutny (w porywach do "rozgadany" chłopczyk), który potrzebuje sporo uwagi otoczenia, ale urzeka od pierwszych słów powitania....
Ignacy natychmiast go zaakceptował i obdarzył swoją atencją (choć na moment jedynie- ten potrzebny do wyściskania kolegi i obsypania.... khm... pocałunkami?). Adaś dzielnie zniósł natarcie Ignaca, zbyt wiele nie robiąc sobie z niego (mniemam, że nie ucierpiał zanadto), co rokuje pozytywnie na przyszłość dla naszej, świeżo zawiązanej nowej rodzinnej znajomości ;)
I mimo, że w tym dniu byłam okrutnie zmęczona (po przejściu 10 km leśnym, nadmorskim szlakiem spacerowo-rowerowym, z wózkiem i Ignacym, co - wierzcie mi- jest już dla mnie nie lada wyczynem), a spotkanie planowaliśmy ok godziny 19:00, cały wieczór natchnął mnie nową energią i był wart zmobilizowania zasobów, trochę podratowanych krótką drzemką przed.
Wydaje mi się, że wszyscy byliśmy zadowoleni.
I że to nie było ostatnie spotkanie w tym składzie :)






***
Idąc dalej palcem po mapie w lewą stronę, odkrywamy- już bez wielkiego zaskoczenia, za to z prawdziwą przyjemnością, że ... 15 km od nas spędza w tym czasie swój urlop nasza znajoma od kilku ładnych lat Rodzina, z ciocią Mają i Wujkiem Grześkiem na czele. Tak to już jest, że przez 10 miesięcy w roku, mieszkając dosłownie obok siebie, o tradycyjny rzut beretem powiedzmy (cóż to jest bowiem 6 km?), uda nam się spotkać może raz, raptem dwa razy i to "na wyrywki", czyli nie w komplecie. Tymczasem, podobnie jak w roku ubiegłym, spotykamy się- ku obopólnemu zadowoleniu- na wakacyjnych szlakach, gdzie kawa jednak smakuje zawsze wyborniej, a te same co w domu ciastka są słodsze, za to kompletnie dietetyczne i lekkie, jak mgiełka ;)
Tu zdjęć nie zamieszczam, gdyż nie mam ;)
Ale było naprawdę miło. Uwierzcie :)

Kto rządził?- spytacie?
No jak to, kto? Ignacy. Owinął sobie wokół palca całą czwórkę nastoletnich kompanów i utrudniał rozgrywki piłkarsko-siatkarskie, ale wszyscy znosili jego potrzebę "heliocentryczną" z godnością, i nawet damska część grupy wypuściła się na krótki spacer plażowy bez obaw, że ktoś mógłby za nami tęsknić choć chwilę...



***
Jakież było nasze zdumienie, gdy dosłownie na trzy dni przed naszym wyjazdem do pokoju obok wprowadziła się- uwaga!!!- Pani Agnieszka!!!
Pani Agnieszka- pierwsza domowa Fizjoterapeutka Ignasia, która stała się częścią naszego świata gdzieś w maju 2012 roku...
Pani Agnieszka, która poznała Ignasia, gdy ten nie potrafił jeszcze samodzielnie siedzieć i bardzo słabo kontrolował głowę (mając półtora roku!!!).
Pani Agnieszka, dzięki której zaczęliśmy myśleć o włączeniu w rehabilitacyjny plan Ignacego hipoterapii i która ją zręcznie prowadziła przez przynajmniej 2 lata (pamięta Pani te czasy? 
http://ignacowka2010.blogspot.com/2012/10/totalna-zima.html ).
Pani Agnieszka, która potrafiła śpiewać płaczącemu maluchowi pół godziny, jednocześnie prowadząc ćwiczenia na koniu i korygując jego postawę...

Kobieta, która postawiła nasze dziecko na nogi i NAUCZYŁA JE CHODZIć!

http://ignacowka2010.blogspot.com/2013/09/pani-agnieszka.html


Tak. Jesteśmy bardzo wdzięczni za każdą minutę, którą Pani nam dała i każdy uśmiech, którym nas Pani otuliła. Powiedziałam to Pani osobiście, a tutaj powtórzę: 


jesteśmy Pani dłużnikami Pani Agnieszko, a Pani jest jedną z "matek" Ignasiowego sukcesu rozwojowego! Zawsze będziemy tak o Pani myśleć: ciepło, życzliwie i wielką wdzięcznością :)

(zdjęcia autorstwa pana Tomasza Kornackiego, ze zgodą na wykorzystanie na naszym blogu:)

Miło nam było poznać rodzinę Pani Agnieszki i spędzić na wspólnych, niezobowiązujących, niezawodowych, pogawędkach wieczór :) 
Taka niespodzianka! :)

1 komentarz: