Spotkania na końcu świata

Celowo wybieramy miejscowość oddaloną od wakacyjnego zgiełku, po czym okazuje się, że ...

Pięć kilometrów dalej spędza wakacje nasz znajomy blogowy Mały Adaś (klik, klik) z rodzicami.
Trudno więc nie skorzystać z okazji i - buch- spotkanie ;)

(zdjęcia autorstwa Taty Adasia ze zgodą na wykorzystanie na naszym blogu)


Wspólna herbata sączona wieczorową porą w jedynej eleganckiej kawiarni w mieścinie (ciekawe, jak wyglądają takie nadmorskie wioski/ osady po sezonie? nigdy w żadnej nie byłam w takim okresie i chcę tego koniecznie doświadczyć), cicha rozmowa z muzyką w tle i znów odkrywanie żywego świata innych ludzi, podczas gdy męska część naszej gromadki szaleje na, prym wiodących wśród tegorocznych urlopowych rozpust, gokartach ;)

Adaś.... jeszcze bardziej czarujący, niż na fotografiach i uroczo rezolutny (w porywach do "rozgadany" chłopczyk), który potrzebuje sporo uwagi otoczenia, ale urzeka od pierwszych słów powitania....
Ignacy natychmiast go zaakceptował i obdarzył swoją atencją (choć na moment jedynie- ten potrzebny do wyściskania kolegi i obsypania.... khm... pocałunkami?). Adaś dzielnie zniósł natarcie Ignaca, zbyt wiele nie robiąc sobie z niego (mniemam, że nie ucierpiał zanadto), co rokuje pozytywnie na przyszłość dla naszej, świeżo zawiązanej nowej rodzinnej znajomości ;)
I mimo, że w tym dniu byłam okrutnie zmęczona (po przejściu 10 km leśnym, nadmorskim szlakiem spacerowo-rowerowym, z wózkiem i Ignacym, co - wierzcie mi- jest już dla mnie nie lada wyczynem), a spotkanie planowaliśmy ok godziny 19:00, cały wieczór natchnął mnie nową energią i był wart zmobilizowania zasobów, trochę podratowanych krótką drzemką przed.
Wydaje mi się, że wszyscy byliśmy zadowoleni.
I że to nie było ostatnie spotkanie w tym składzie :)






***
Idąc dalej palcem po mapie w lewą stronę, odkrywamy- już bez wielkiego zaskoczenia, za to z prawdziwą przyjemnością, że ... 15 km od nas spędza w tym czasie swój urlop nasza znajoma od kilku ładnych lat Rodzina, z ciocią Mają i Wujkiem Grześkiem na czele. Tak to już jest, że przez 10 miesięcy w roku, mieszkając dosłownie obok siebie, o tradycyjny rzut beretem powiedzmy (cóż to jest bowiem 6 km?), uda nam się spotkać może raz, raptem dwa razy i to "na wyrywki", czyli nie w komplecie. Tymczasem, podobnie jak w roku ubiegłym, spotykamy się- ku obopólnemu zadowoleniu- na wakacyjnych szlakach, gdzie kawa jednak smakuje zawsze wyborniej, a te same co w domu ciastka są słodsze, za to kompletnie dietetyczne i lekkie, jak mgiełka ;)
Tu zdjęć nie zamieszczam, gdyż nie mam ;)
Ale było naprawdę miło. Uwierzcie :)

Kto rządził?- spytacie?
No jak to, kto? Ignacy. Owinął sobie wokół palca całą czwórkę nastoletnich kompanów i utrudniał rozgrywki piłkarsko-siatkarskie, ale wszyscy znosili jego potrzebę "heliocentryczną" z godnością, i nawet damska część grupy wypuściła się na krótki spacer plażowy bez obaw, że ktoś mógłby za nami tęsknić choć chwilę...



***
Jakież było nasze zdumienie, gdy dosłownie na trzy dni przed naszym wyjazdem do pokoju obok wprowadziła się- uwaga!!!- Pani Agnieszka!!!
Pani Agnieszka- pierwsza domowa Fizjoterapeutka Ignasia, która stała się częścią naszego świata gdzieś w maju 2012 roku...
Pani Agnieszka, która poznała Ignasia, gdy ten nie potrafił jeszcze samodzielnie siedzieć i bardzo słabo kontrolował głowę (mając półtora roku!!!).
Pani Agnieszka, dzięki której zaczęliśmy myśleć o włączeniu w rehabilitacyjny plan Ignacego hipoterapii i która ją zręcznie prowadziła przez przynajmniej 2 lata (pamięta Pani te czasy? 
http://ignacowka2010.blogspot.com/2012/10/totalna-zima.html ).
Pani Agnieszka, która potrafiła śpiewać płaczącemu maluchowi pół godziny, jednocześnie prowadząc ćwiczenia na koniu i korygując jego postawę...

Kobieta, która postawiła nasze dziecko na nogi i NAUCZYŁA JE CHODZIć!

http://ignacowka2010.blogspot.com/2013/09/pani-agnieszka.html


Tak. Jesteśmy bardzo wdzięczni za każdą minutę, którą Pani nam dała i każdy uśmiech, którym nas Pani otuliła. Powiedziałam to Pani osobiście, a tutaj powtórzę: 


jesteśmy Pani dłużnikami Pani Agnieszko, a Pani jest jedną z "matek" Ignasiowego sukcesu rozwojowego! Zawsze będziemy tak o Pani myśleć: ciepło, życzliwie i wielką wdzięcznością :)

(zdjęcia autorstwa pana Tomasza Kornackiego, ze zgodą na wykorzystanie na naszym blogu:)

Miło nam było poznać rodzinę Pani Agnieszki i spędzić na wspólnych, niezobowiązujących, niezawodowych, pogawędkach wieczór :) 
Taka niespodzianka! :)

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Krótka historia długiej drogi

Nie ruszyłam.

CAŁE życie.