21 września 2016

Ona ma pecha...

Przychodzi kilka razy w tygodniu. Z pięterka, znad parujących garnków lub talerzy, ściąga mnie odgłos dzwonka do drzwi, gdzieś około godziny 15:00. Gdy zaglądam przez szybę, widzę jej purpurową czuprynę. Susie - klik, klik.

-"Dzień dobry"- westchnienie, zaczerpnięcie oddechu, by głos zabrzmiał nieco czulej i dramatyczniej- "Proszę Pani, czy mogę się dziś pobawić z Ignasiem?"...

Nadal z nami jest.
Szaleje z dziećmi w ogrodzie lub bawi się w podróżowanie. Ma nieskończoną cierpliwość do Ignaca. Chodzimy razem na spacery lub na lody, albo na plac zabaw do parku. Lubię żartować, w odpowiedzi na zaciekawione spojrzenia, że to "moja córka z poprzedniego małżeństwa" :D...

Świetnie się ROZUMIE z Ignasiem. Zna jego mowę, idealnie potrafi posterować zabawą lub się w nią wkomponować, jeśli akurat Ignacy ma swój plan. Czasem zadaje pytanie, albo opowiada, co u niej w szkole. Jest słodka. Czuła. Rozważna. Dziecięca. Ułożona. Ciekawa. Cierpliwa i wyrozumiała.

- Ale Ona ma pecha- westchnął kiedyś Tata- na całej ulicy został jej tylko jeden kolega. I w dodatku niepełnosprawny...

-Pecha?- kompletnie nie zrozumiałam takiej perspektywy męża- Kochanie, ona ma SZCZĘŚCIE. Już nigdy w życiu nie będzie się bała/ wstydziła/ unikała czy krępowała niepełnosprawnych ludzi. - wypaliłam bez chwili zastanowienia.

I poczułam się dumna z siebie. Bo naprawdę od razu tak pomyślałam :)

1 komentarz:

  1. Też uważam, że Susie ma niesamowite szczęście obcować z Iggim, ponieważ to najlepsza lekcja integracji jaka może być. Kto wie, być może dzięki temu doświadczeniu w przyszłości pójdzie na pedagogikę specjalną, rehabilitację lub jakieś pokrewne studia. Proszę mi wierzyć lub nie, ale my umiemy zainspirować innych do pójścia tą drogą... Podrawiam

    OdpowiedzUsuń