02 września 2016

Rower. To jest to.

Niektórzy nasi Znajomi poszli wczoraj do szkoły! Pierwszy raz w życiu. U progu wielkiej kariery stanąwszy :) Gratulujemy i życzymy Ci powodzenia, Franiu!

Tymczasem u nas.... "rower- to jest coś" !!!

Anonsowałam niedawno na profilu fb Ignacowki, Ignasia przymiarkę do roweru rehabilitacyjnego i jego mistrzowski start. Tak- jest to efekt treningu gokartowego (pisałam o nim na blogu? nieeee????), który nauczył Ignasia czynności pedałowania, czego my wcześniej nie byliśmy w stanie zrobić... To się nazywa motywacja i metoda :)
Przez gokarty do mózgu, można by rzec właściwie...

A we wtorek, będąc na gościnnych występach u naszego kumpla, Wiktora, Ignacy dosiadł trójkołowego mustanga i zejść zeń nie chciał!
Tacie łzy w oczach się zaszkliły, gdy widział mininagrania, które matka śpiesznie poczyniła, jedną ręką dzierżąc aparat, drugą- wstrzymując galopującego prawie na oślep rowerzystę.

Ja, zniechęcona nieco ceną nowego rowerka (oscylującą w okolicy 3000 zł!), wklepałam w pewną aplikację hasło i dosłownie w 10 minut znalazłam używany wehikuł, do odbioru 30 km od domu, o 1/3 ceny tańszy! O 21:15 byliśmy umówieni na przymiarkę sprzętu w dniu następnym!

Pan, który nam sprzedawał rowerek, miał łzy w oczach i ocean cierpliwości w sercu dla niezdecydowanych rodziców. Łzy- bo tak go poruszył widok rozemocjonowanego Ignasia, który- gdyby mógł- z pewnością sam doprowadziłby sprawę do końca, wpakował rower do bagażnika i odjechał w podskokach ;) 
Ocean- bo kompletnie nie wiedzieliśmy na który model się zdecydować i który będzie zarazem najlepiej i najdłużej służył Ignacemu. Podnosiliśmy zatem, by zaraz z powrotem opuścić, kierownicę, regulowaliśmy wysokość siodełka, mierzyliśmy modele pedałów (w Ignasia przypadku ważne jest, by miał on ograniczniki dla stóp na pedałach- gdyż te mu zjeżdżają na skutek nieadekwatnego napięcia mięśni w emocjach, a które jednocześnie nie unieruchomią mu ich na stałe- tak by bez pomocy osoby towarzyszącej mógł sam wysunąć stopy z "pasków"). Ostatecznie wybraliśmy ten model, po który wcale nie przyjechaliśmy ;), ale okazał się najlepszy dla Iggiego.

I cóż, hmmmm, spójrzcie.... Czyż to nie jest SZCZĘŚCIE????


A teraz, Moi Drodzy, wisienka na torcie. Poważnie.
Na prośbę dwóch facebook'owych Fanek Ignasiowych perypetii coś, co sprawi, że ten post będzie nie tylko pozytywny, ale i pełen słońca ;)

A wszystkich naszych Czytelników, którzy jeszcze tego nie uczynili- bardzo proszę o polubienie naszego fanpage'a na facebook'u. Jeśli chcecie wiedzieć, co u nas, na bieżąco- to jest najlepszy sposób :) (bezpośrednie okno do fanpage'a Ignacówki po lewej stronie na pasku :)).




Moje Słońce.....

6 komentarzy:

  1. Iggi, wymiatasz. Stara ciotka do dzisiaj nie potrafi ujechać nawet 5 metrów na rowerze, a Ty śmigasz niczym młody Rafał Majka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My jesteśmy zachwyceni Karolino i cieszymy się jak dzieci, że mogliśmy mu dać taką możliwość, a on może z niej skorzystać :)
      fajnie, że Iggi ma taką sympatyczną "ciotkę" :)

      Usuń
  2. Po pobycie w Częstochowie[modlitwa w intencji Ignasia]przeczytałem ten tekst.I znowu łzy w oczach,tym razem łzy szczęścia,że mogłem się przyczynić,choć za pieniądze,do radości Ignasia.Tulę go do swojego serca i pozdrawiam.Wacław.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Wacławie- dziękujemy za całą życzliwość okazaną nam i naszemu synkowi :)
      I oczywiście- za rower, który jest codziennie w użyciu i z pewnością, prócz radości, wspomaga jego rehabilitację.
      Pozdrawiamy pana serdecznie!

      Usuń
  3. Kto by pomyślał, że nadmorskie gokarty przyniosą taki efekt!
    Rowerek świetna sprawa, a Ignaś jaki szczęśliwy :)
    Rozumiem, że następnym razem idziemy nie na gokarty a na rowery? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak :) koniecznie rowery! Tylko może bliżej, niż nad morzem, co? :))))

      Usuń