Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2016

Kumulacja jak w Lotto

Chyba nie przesadzę, jeśli napiszę, że przynajmniej raz w tygodniu ją przeżywamy.
Nagromadzenie atrakcji i emocji to nasza rodzinna specjalność, choć założę się, że połowa z Was mogłaby śmiało podpisać się pod tym stwierdzeniem (o ile nie rościć sobie prawo do wyłączności tudzież pierwszeństwa w tej kwestii kumulacji jak w Lotto).

Ha :)

Skoro przebrnęliście przez ten krótki akapit ze wstępem, macie już jako takie pojęcie, jak u nas zasuwa ten czas, poprzetykany różnościami no i oczywiście macie moje uznanie w oczach, że zwyczajnie daliście radę (przeczytać, zrozumieć itd). Sama mam czasem z sobą kłopot, więc wiecie :)

We czwartek był alarm. Wpadłam w dawno nie przeżywaną i kompletnie nie przeczuwaną mini-panikę, gdy odkryłam pewien niesmaczny i niestrawny, żółty fakt w sedesie. No bo wiecie- żółć, wątroba, niewydolność, ostatni rotawirus, który nas nieźle przetrzepał, uruchomiły we mnie paniczny lęk, że możemy znowu się zapaść z Ignasiem na szpitalnych łóżkach (lub pod nimi- bo nie wiem, …

Te sześć lat.

Obraz
To nie był wcale łatwy tydzień. Przez nasz dom przetoczyła się najpierw huraganowa infekcja, zwalająca z nóg każdego po kolei (Ignacy ucierpiał najmniej- zaznaczam), a w jej obliczu nasze misterne urodzinowe plany runęły z hukiem, choć nie całkiem. Ale długo trzymała nas w szachu....

Zabawę dla Ignasiowych kolegów i koleżanek zmuszeni byliśmy przełożyć na przyszłą środę. W sobotę jednakowoż zawitali do nas goście (niby, że dla odmiany po ostatnim weekendzie, tym razem urodzinowi) i przy naszym stole znów zasiadła serdeczna gromada babć i cioć, rozkoszująca się tortem i innymi pysznościami, zgotowanymi na tę okoliczność.

Od wczoraj nasz salon zmienił się w oddział ratunkowy, do którego co rusz zajeżdża wymarzona od miesiąca karetka na sygnale, poganiana chwilami przez straż pożarną, a leżące miesiącami w wielkim, wiklinowym koszu, playmobilowe ludziki, w końcu zasłużyły na godne role cierpiących pacjentów, wymagających natychmiastowego transportu medycznego. Koniecznie na sygnale i nosza…

Eksplozja wdzięczności :)

Powracaliście pewnie już z Waszych podróży listopadowych, a może właśnie się w nie wybieracie?...

Czas nam umyka.
Codziennie staję wieczorem w kuchni, bądź w innym miejscu, gdzie myśl mnie zatrzyma i zadaję sobie pytanie,  jak to możliwe? Jak to możliwe, że jestem matką trzech młodych ludzi, tak do siebie podobnych i różnych zarazem od siebie? :)

Listopad nas powitał, a to miesiąc wyjątkowy w kalendarzu Ignacego. Gdyż wówczas do nas dołączył i od 6 lat z nami JEST. 
Jest na wszelkie możliwe sposoby, dotkliwie, magicznie, czarująco i fizycznie. Nie ma już życia bez niego i jest życie Z NIM. I to jest piękne.

"Ignacy, jak ty wspaniale mówisz!"- powitała wczoraj Ciocia Ola naszego najmłodszego Syna, przybywając w dawno wyczekiwane przez nas odwiedziny.

Tak, Moi Drodzy- można powiedzieć, że jesteśmy w połowie drogi do osiągnięcia naszego celu na ten rok. Rok MOWY. Rok poprawy komunikacji, podczas którego Ignacy rozkwitł nam, jak jeszcze nigdy dotąd, licząc do piętnastu, wciąż wydając …