Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2017

Kij w mrowisko

Zdaję sobie sprawę z tego, że lubię wkurzać innych ludzi, zadając prowokujące do refleksji pytania.

Ale zanim zadam je innym, najpierw sama się z nimi mierzę- co mnie jakoś (?) usprawiedliwia (pewnie jedynie w moich oczach).
Dziś znów wkładam kij w mrowisko.

Ale bodaj jedna osoba, która się nad tym zastanowi, będzie dla mnie ogromną satysfakcją :)


                                                      ***


-Cześć, Kochana… Co słychać? Jak się czujesz- dobiega mnie miękki, znajomy głos ze słuchawki. Moja przyjaciółka. Dwadzieścia kilka lat razem. Morza, góry, studia, dzieci, kłopoty w związkach, z pracą, sukcesy i radości. Tyle nas łączy. I Ignaś. - Cześć, Olu*. Aaaa…- przeciągam, nie wiedząc, dlaczego: szukam w sobie słów? Czy raczej szukam siebie? – Jakaś zmęczona jestem ostatnio.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Spacer. Park. Jakieś ptaki, jakieś dzieci, jacy…

Krótka historia długiej drogi

Jak to było u nas? Jak to zrobiliśmy?
Dziś chwilę o tym, że komunikacja wspomagająca/ alternatywna wspiera, a nie zaburza.
Jeśli macie chęć przebrnąć ze mną przez cztery lata dylematów, zwieńczonych pięknym finiszem- zapraszam :)


Zacznijmy od popołudnia, gdy, żegnając się z Panią Agnieszką (aktualną logopedką, pracującą z Ignacym), w jej gabinecie padło pytanie, czy nie zechciałabym opowiedzieć na konferencji o naszej pracy nad komunikacją z Ignasiem wówczas, gdy ten jeszcze nie wypowiadał ani jednego wyraźnego słowa… Jako, że od ładnych kilku lat przemawiam najczęściej z kuchni do naszych trzech synów, rozpierzchniętych po pokojach, w pierwszej chwili się wystraszyłam. I odmówiłam.
Kilka tygodni później zmieniłam decyzję. 
Nie zwykłam się przechwalać czczo, ale pomyślałam, że może faktycznie ktoś może skorzystać z naszych doświadczeń? Może- gdy usłyszy o wszystkich tych wątpliwościach, dylematach, trudnych decyzjach, ale też pojawiających się efektach naszego "eksperymentu z gestami&q…

"One wiedzą, że ja wiem...."

"One wiedzą, że ja wiem, że one wiedzą" - 

takiego sformułowania użyła Pani Katarzyna Łuszczak z poznańskiej firmy ATABI, podczas swojego wystąpienia na niedzielnym seminarium naukowo-szkoleniowym dotyczącym technologii w komunikacji oraz komunikacji wspomagającej w pracy (i życiu) z osobami doświadczającymi niemożności lub trudności w mówieniu...

"One wiedzą, że ja wiem, że one wiedzą"....
Brzmi mi w uszach do dziś i porusza różne struny.

Jakich terapeutów potrzebują nasze dzieci? Nasi bliscy, doświadczający trudności?

Takich!

Terapeutów, którzy wierzą w możliwości pacjenta. Którzy nie odbierają nadziei. Nie pomniejszają wartości. Zakładają najwięcej, ryzykując ewentualną pomyłką... Bo przecież, każdy może popełnić błąd. Ale lepszy taki, niż błąd niewiary i zaniechania...
Jestem zdania, że każdy z nas zasługuje na kredyt zaufania i wiary w jego możliwości. Jeśli się je zakłada apriori, ludzie często rozwijają swoje skrzydła. Jeśli ich się im odmawia- odchodzą bądź zamyka…

Gorący weekend z marzeniami...

Obraz
To był gorący weekend. Nie tylko ze względu na pogodę, która w sobotę dopisała nam znakomicie.

Gorący, bo obfitujący w spełnianie marzeń.






Zanim ochłonę i zyskam konieczny dystans, by napisać słów kilka o seminarium naukowo-szkoleniowym, w którym brałam udział w niedzielę- dziś trochę o Ignasiu...


Kto zna to uczucie, gdy wchodząc ukradkiem do domu, dość późnym wieczorem, dostrzega się na schodach bose stópki, w ręce książeczkę (czytaną już tryliard razy) i cichutki głosik: "mamo, pocytasss?"...

Wsuwasz więc stopy pod kołdrę, przytulasz blond główkę i tu następuje nagły zwrot akcji: "Najpierw ja Ci opowiem, mamoooo!!!!" 

Siedząc tak wczoraj w tym dziecięcym łóżku, wsłuchiwałam się w skandujące słowa rozemocjonowanego Ignasia i myślałam o tym, jakie to piękne:

móc słuchać własnego dziecka, które chce się z tobą podzielić swoimi przeżyciami z minionego dnia. I potrafi to zrobić!!!! Ma takie kompetencje i możliwości!!!

Po 5 latach - doczekałam się :)

A miał Ignacy o czym opowia…

CAŁE życie.

Podczas, kiedy ja będę tutaj, inni będą tam, gdzie właściwie też chciałabym móc być ;) Ale mnie nie będzie.
Znacie to uczucie, prawda? ;)
W dniach 9-10 wrześnie br w Poznaniu odbędzie się Kongres Kobiet, w tym roku poświęcony sytuacji rodzin i osób związanych z niepełnosprawnością. Będą tam panele dyskusyjne na interesujące mnie tematy, będą warsztaty, debaty...
"Chcemy całego życia" to hasło przewodnie tegorocznego spotkania, które bardzo mnie porusza za każdym razem. Zazwyczaj z perspektywy dzieci, ale tym razem również z perspektywy rodzica. 
Zastanawialiście się kiedyś, jak ograniczenia osoby chorej ograniczają osoby towarzyszące jej? Opiekunów, rodzeństwo, rodziców?
Jednym z przejawów takiego ograniczenia jest np zakaz pracy zarobkowej dla osób otrzymujących świadczenie pielęgnacyjne. Innymi słowy, decydując się na opiekę nad wymagającym tego członkiem rodziny, musisz wiedzieć, droga matko lub drogi ojcze, że nie będziesz mógł podjąć ŻADNEJ dodatkowej pracy zarobkowej!!…

Tak bardzo chcę wierzyć, że...

decyzja o odroczeniu Ignacego od obowiązku szkolnego, który przypada nań w tym roku, okaże się słuszna i korzystna dla niego...

Nie żebym dramatyzowała, ale nie jest łatwo rozstać się z grupą, w której przyszło nam pokonywać trudności przez ostatnie 4 lata (!).

Trudno mi ocenić, jak przeżywa to Ignacy, bo na razie nie wskazuje nic na to, żeby czuł się jakoś odtrącony, smutny z powodu zmiany grupy, czy gorszy. Raczej zdaje się być podekscytowany nowymi Paniami w grupie (!), niestety- mniej mówi o dzieciach... Być może dlatego, że z nimi musi się dopiero związać. Jeśli bowiem rzeczywistość potoczy się tak, jak zakładamy- kolejny rok również spędzi w towarzystwie obecnej grupy.

Ja jednak odczuwam drobny smutek z powodu tej zmiany. Każde rozstanie- nawet tak subtelne i prawie symboliczne jak to, generuje emocje. 

Ten rok z pewnością będzie czasem większej sumienności w wykonywaniu prac i uczestniczeniu w zajęciach edukacyjnych przez Ignacego. Widzę, jak zmienił się przez wakacje, powiększył s…

Zapętleni- czyli o wychowaniu niepełnosprawnego dziecka.

Obstawiam się jak strażą przyboczną- książkami, poradnikami, czasopismami. Czytam jedne, wertuję drugie, o innych rozmyślam, a jeszcze kolejne planuję zdobyć. Rozważam też poważnie skorzystanie z konsultacji, pomocy, specjalisty... (tylko jak go znaleźć, jak się ma cztery dychy na karku, a wstyd hamuje skutecznie).
Jaki jest poziom zagubienia dzisiejszego rodzica? Ano taki właśnie.
Drepczę  nieco roztrzęsiona emocjami obok mojego pląsającego syna, który tym razem chyba poczuł powagę sytuacji i jakoś mnie nie zagaduje nawet, walcząc z grawitacją i własnym ciałem. Idziemy. Obok i osobno. Niby kryzys rozwiązany, ale wcale nie czuję satysfakcji, tylko niezadowolenie. Sama z siebie. To nie tak miało się skończyć, nie tak wyglądać i przebiegać. Poległam. Co mi się zdarza raz na jakiś czas. Jak każdemu rodzicowi…(???).
Mój nastrój jest bardzo mocno wyczuwalny. Nie potrafię niczego ukrywać, również tego. Pojawia się więc komentarz, który ma pomóc…
"No widzisz, Ignacy- mama ci uszyła fartuszek,…